
Drodzy Czytelnicy,
wiem, że marzyliście o lekkim, ciepłym tekście, który poprawi wam nastrój. Niestety, dostaniecie felieton ode mnie. Czyli będzie śmiesznie, trochę boleśnie i z lekką nutą „no trudno, takie życie”.
ZIMA JAK EKRAN STARTOWY APOKALIPSY
Zima w tym roku nie żartuje. Idziesz rano po bułki i masz wrażenie, że ktoś przełączył Polskę w tryb „Szwecja hard mode”. Mróz tnie w twarz jak komentarze w internecie. Śnieg leży, jakby czekał na lepsze czasy. Tylko ty jakoś nie masz opcji „hibernacja”.
I tu zaczyna się piękna sprzeczność naszych czasów:
– Z jednej strony słyszysz, że świat się ociepla, topnieją lodowce, pingwiny pakują walizki.
– Z drugiej strony stoisz na przystanku, czujesz, jak stawy zamieniają ci się w kostki lodu, i myślisz: „to gdzie jest to ocieplenie, bo ja bym chętnie?”.
Planeta ma swoje wykresy, mediany i anomalie. Ty masz swoje rękawiczki z Biedronki i dziurę w butach. O Globalnym ociepleniu dyskutują naukowcy, ty masz pana doktora z L4.
Świat robi nam pogodowe show: polarne wiry, nagłe ocieplenia, potem nagłe ochłodzenia, trochę jak rządowe konferencje – dużo efektów, mało komfortu.
STAROŚĆ PRZYCHODZI PO CICHU, JAK RACHUNEK ZA PRĄD
Starość nie przychodzi nagle. Ona się skrada. Najpierw myślisz, że to tylko gorszy dzień. Potem gorszy tydzień. A potem odkrywasz, że „gorszy dzień” to teraz domyślny tryb działania.
Któregoś ranka próbujesz zawiązać buty i odkrywasz, że masz do wyboru:
– zawiązać buty,
– wziąć jeszcze jeden wdech.
W pakiecie są też odgłosy. Człowiek po pięćdziesiątce zaczyna trzeszczeć przy wstawaniu jak stary kredens.
Ciało robi ci regularne aktualizacje systemu:
- wersja 2.1 – pierwsze okulary „tylko do czytania”,
- wersja 3.0 – lekarz mówi „to w pana wieku normalne”,
- wersja 4.0 – zaczynasz porównywać wyniki badań ze znajomymi, jak kiedyś porównywałeś oceny.
Starość jest jak zima:
Najpierw mówisz: „ee, spokojnie, jeszcze daleko”.
Potem nagle budzisz się któregoś dnia i jest biało. W kolanach.
Nie ma w tym nic romantycznego. Starość to nie „jesień życia”, tylko powolne odkrywanie, ile części w tobie było na gwarancji. I że gwarancja się skończyła. A serwis jest drogi.
WITAJCIE W ERZE ZMĘCZONEGO CZŁOWIEKA
Żyjemy w czasach, w których każdy ma być młody, sprawny i efektywny. Dobrze wyglądać, dobrze mówić, dobrze się uśmiechać. Najlepiej jeszcze mieć pasję, hobby i konto na siłowni.
A tymczasem większość z nas ma pasję przetrwania do piątku. Hobby: nie zwariować. A najbardziej intensywną aktywnością fizyczną jest szukanie pilota do telewizora.
Media krzyczą:
- „Pięć sposobów na wieczną młodość!”
- „Siedem trików, jak cofnąć czas!”
Nie ma trików. Są badania krwi.
Starość i zmęczenie mają jedną zaletę: zaczynasz mniej przejmować się głupotami. Wiesz już, że:
- nie musisz brać udziału w każdej kłótni,
- nie musisz wszystkim udowadniać, że masz rację,
- nie musisz odpowiadać na każdy komentarz w internecie.
Możesz sobie zrobić herbatę i zamknąć przeglądarkę. To jest ta prawdziwa „samorealizacja”.
POLITYKA JAK STARE FUTRO – NIBY GRZEJE, ALE SWĘDZI
O polityce tylko krótko, bo wszyscy mamy już od niej migrenę.
Patrzycie na wiadomości, a tam standardowy repertuar:
- jedni coś naprawiają,
- drudzy udają, że nic nie było zepsute,
- trzeci stoją z boku i krzyczą, że wszystko jest zdradą, podatkiem albo zamachem na naród.
Dla zwykłego człowieka, czyli dla was, to wszystko wygląda jak skecz, tylko bez puenty. Wy macie swoje realne problemy:
- ile zapłacę za leki,
- czy będzie za co ogrzać mieszkanie,
- czy lekarz przyjmie mnie w tym roku, czy w następnym życiu.
Politycy się zmieniają, konferencje się zmieniają, slogany się zmieniają. Nie zmienia się jedno: kolejka do specjalisty.
Czy to znaczy, że polityka jest nieważna? Nie. Po prostu warto pamiętać, że poza wielkimi hasłami jest wasze małe, konkretne życie. I że politycy przychodzą i odchodzą, a wasze problemy nie znikają od konferencji prasowej.
PLANETY W SZEREGU, LUDZIE W KOLEJKACH
Gdzieś tam, wysoko, planety ustawiają się w elegancki szereg. Kosmiczna parada. Światło, geometria, harmonia. Można to podziwiać przez lornetkę i poczuć się malutkim, ale za to częścią czegoś większego.
Tymczasem u nas, na Ziemi, też są parady. Na przykład parada w kolejce do lekarza. Tyle że zamiast planet mamy:
- panią z bolącym biodrem,
- pana z ciśnieniem,
- młodą osobę, która wygląda, jakby miała 20 lat, ale jej kręgosłup twierdzi inaczej.
Kosmos działa według praw fizyki. Kolejka w przychodni działa według praw absurdu.
Patrzymy w niebo, szukamy sensu i porządku. Potem patrzymy na swoje życie i widzimy bałagan, paragony, terminy wizyt, „przepraszamy, system nie działa”.
I gdzieś między galaktykami a rejestracją u lekarza próbujemy się odnaleźć.
ANTYWALENTYNKI Z WŁASNYM CIAŁEM
Świat wymyślił Anti-Valentine’s Week. Tydzień dla tych, którym się nie udało w miłości, albo udało się aż za bardzo i teraz potrzebują resetu.
A może przydałby się taki tydzień w relacji z własnym ciałem?
- Slap Day – za wszystkie „zacznę dietę od poniedziałku”, które nigdy nie nadeszły.
- Kick Day – kopniak w tyłek za siedzenie cały dzień w tej samej pozycji.
- Perfume Day – dzień, w którym próbujemy ukryć zmęczenie perfumami.
- Confession Day – dzień szczerej rozmowy z lekarzem: „tak, wiem, że za późno przyszedłem”.
- Missing Day – dzień tęsknoty za ciałem sprzed 10, 20, 30 lat.
- Breakup Day – dzień, w którym rozstajemy się z iluzją, że „mnie to nie dotyczy”.
Problem w tym, że z własnym ciałem nie da się zerwać. To jedyna relacja na całe życie. Można ją co najwyżej trochę naprawić.
CO NAM ZOSTAJE?
Nie będę udawał, że mam dla was wielką receptę na życie. Gdybym ją miał, sprzedawałbym ją w małych buteleczkach, a nie pisał felietony.
Ale są rzeczy, które można zrobić bez rewolucji:
- Zrobić badania. Serio. Nie „kiedyś”, tylko w tym roku.
- Ubierać się cieplej, a marudzić trochę mniej. Choć marudzenie też jest ludzkie.
- Wyłączyć wiadomości na jeden wieczór. Świat bez ciebie się nie rozpadnie, obiecuję.
- Zadzwonić do kogoś, kto jest starszy od ciebie. Nie po to, żeby go pouczać, tylko żeby posłuchać.
- Zrobić coś małego i dobrego dla siebie. Bez wyrzutów sumienia.
Świat będzie się dalej kręcił. Zimy będą mroźne albo dziwnie ciepłe. Politycy będą się kłócić. Planety będą robić swoje parady. Trump będzie sobą, Putin będzie sobą, klimat będzie się zmieniał szybciej, niż my się ogarniamy.
A wy w tym wszystkim macie prawo być zmęczeni. Macie prawo się śmiać. Macie prawo powiedzieć: „nie wiem, co będzie dalej, ale zrobię sobie herbatę”.
I może właśnie w tym jest cały sens:
W środku zamarzniętego chaosu zrobić sobie mały, prywatny kawałek ciepła.
Choćby to była miękka bluza, ciepła herbata i ten felieton, który czytacie, zamiast znów doomscrollować.
Drodzy Czytelnicy,
nie obiecuję wam, że kolejne teksty będą lżejsze. Obiecuję tylko, że będą szczere, trochę złośliwe, trochę czułe. Tak jak życie, które jest jednocześnie trudne i absurdalnie zabawne.
A wy dbajcie o siebie. Bo nikt za was tego nie zrobi.

Dodaj komentarz