
(czyli jak kawa nie wyszła z kubka, tylko z oczu, bo świat znów postanowił się nie ułożyć)
Śniadanie zjedzone, dom rozbiegł się po świecie. Żona — skomplementowana, bo wyglądała tak dobrze, że aż kawa w kubku zawstydziła się własnej piany. Kot pogłaskany, pies przytulony (choć on uważa, że to zawsze za mało), rodzina wyleciała w codzienność. A ja?
Ja tradycyjnie schodzę do własnej tarasowej jaskini — sanktuarium mężczyzny, który udaje, że panuje nad bieżącymi wydarzeniami, choć one mają go głęboko w poważaniu.
Larysa jak zwykle przyniosła kubeł kawy — filiżanki są dla ludzi o uporządkowanym życiu, a ja jestem niby felietonistą i niby wykładowcą biznesu, czyli kimś, komu nawet Excel składa kondolencje.
Planowałem popracować nad czymś poważnym. Naprawdę. Przysięgam na kota.
Ale jak tylko włączyłem komputer, telewizor i pierwszego papierosa, świat powiedział:
„O nie, mój drogi, dziś pan nie pracuje. Dziś pan komentuje.”
No to dobra. Popyszczę.
CO TAM W ŚWIECIE? PIĄTEK JAK PIĄTEK, CZYLI WSZECHSTRONNY ATAK GŁUPOTY
USA: TRUMP BUDUJE SOBIE SALĘ BALOWĄ ZA 400 MILIONÓW
Tak, dobrze czytacie.
Donald Trump, obecnie prezydent i samozwańczy architekt Ameryki, buduje przy Białym Domu salę balową. W miejscu Wschodniego Skrzydła, które zburzył, bo „nie pasowało do wizji”.
Koszt? 400 milionów dolarów.
Trump ogłosił, że będzie to „najpiękniejsza sala balowa na świecie”, a Ameryka znów będzie wielka dzięki… taflom marmuru i złoceniom tak grubym, że Wenecja się rumieni.
Sędzia federalny stwierdził, że nie widzi powodu wstrzymywać budowy. National Trust for Historic Preservation płacze, konserwatorzy rwą włosy, a Trump mówi, że wszystko jest zgodne z prawem.
To oficjalnie pierwszy przypadek, kiedy globalne bezpieczeństwo zależy od tego, czy podłoga parkietowa będzie w romby, czy w spirale.
MELANIA TRUMP POPROWADZI POSIEDZENIE RADY BEZPIECZEŃSTWA ONZ
Tak.
Pierwsza Dama USA.
Nie ambasador. Nie generał. Nie sekretarz stanu.
Melania.
ONZ mówi: „bez precedensu”.
Ja mówię: „bez komentarza”.
Świat mówi: „czy to na pewno nie jest deepfake?”
Temat jej przemówienia: „Dzieci, technologia i edukacja w konflikcie”.
Jeśli padną słowa „Be Best”, wyłączam telewizor i przechodzę na hortiterapię.
IRAN: GDZIE DYPLOMACJA SPOTYKA SEZON NA APOKALIPSĘ
USA i Iran znów tańczą swój taniec — taki, w którym partnerzy ciągle na siebie nadeptują.
Z ostatnich doniesień:
- Amerykanie rozważają „opcje uderzenia na Iran”. Opcje. Plural. U nich zawsze plural.
- Izraelskie media pewne: USA chcą, by Hezbollah dołączył do wojny. Jakby mało mieli dramatów.
- Rozmowy w Genewie trwają, ale przypominają bardziej taniec na weselu, gdzie dwóch skłóconych wujków próbuje udawać zgodę.
- Teheran twardo trzyma się programu nuklearnego. Nie drgną. Jak kot, który usiadł na klawiaturze.
- W Iranie rosną protesty, chaos narasta, władza pokazuje muskuły, choć to bardziej takie muskuły jak u kulturysty z TikToka: dużo oleju, mało treści.
Świat pyta, czy to preludium do wojny.
Ja pytam: czy naprawdę nie dało się tego załatwić telefonem?
PAKISTAN I AFGANISTAN: OŚWIADCZENIE „OTWARTA WOJNA” O 06:00 RANO
Pakistan ostrzelał cele w Kabulu i dwóch prowincjach Afganistanu. Oficjalnie — odpowiedź na działania talibów.
Nieoficjalnie — kolejny dzień, kolejny kryzys.
Gdyby świat był jedną ulicą, Pakistan i Afganistan byliby tymi sąsiadami, którzy codziennie wyrzucają przez okno telewizor.
UKRAINA: ROSJA TESTUJE DRONY STEROWANE ŚWIATŁOWODEM. JEST ŹLE. BĘDZIE GORZEJ.
W Charkowie znaleziono rosyjskiego drona sterowanego światłowodem.
To znaczy:
- nie da się go zagłuszyć,
- nie da się go przejąć,
- radar go nie widzi,
- a jedyne, co można zrobić, to go zestrzelić.
Ten konkretny dron spadł na drzewo, jakby chciał powiedzieć:
„Spokojnie, ja tylko testuję teren”.
Ukraina ma przed sobą ogromne wyzwanie technologiczne.
Rosja — nową zabawkę.
Świat — nowy powód do niepokoju.
KANADA: JAK ZOSTAĆ „ŚREDNIĄ POTĘGĄ ŚWIATOWĄ” I NIE ZGUBIĆ MAPY
Premier Mark Carney prowadzi politykę zagraniczną ambitniejszą niż niejeden europejski rząd.
- odwiedza Indie, Australię i Japonię,
- próbuje uniezależnić Kanadę od USA,
- jednocześnie Chiny zawieszają taryfy rolne,
- a Kanada negocjuje z USA umowy sektorowe.
W skrócie:
Kanada chce przestać być dodatkiem do amerykańskiej kanapki i stać się osobnym daniem.
W międzyczasie Quebec żyje wyborami, partie się żrą, a społeczeństwo pyta, czy maple syrup wystarczy do utrzymania spokoju społecznego.
POLSKA: SEJM GŁOSUJE, SAFE PRZECHODZI, A PREZYDENT TRZYMA DŁUGOPIS W STANIE SPOCZYNKU
No i wreszcie — nasza krajowa tragikomedia, ten narodowy kabaret polityczny, który mógłby być śmieszny, gdyby nie dotyczył nas wszystkich. Sejm, pełen jak zawsze napięcia, deklaracji, westchnień i teatralnych uniesień, przegłosował SAFE. Poprawki Senatu wpadły jak rodzynki do sernika — niby niewielkie, ale każdy kucharz wie, że bez nich coś jednak nie gra.
I teraz ustawa poszybowała jak gołąbek pokoju (albo raczej jak kurier z przesyłką „ostrożnie — polityka”) prosto na biurko prezydenta Karola Nawrockiego, który — zgodnie z najnowszym trendem w Pałacu — na razie trzyma się zasady: „Nie mów dzisiaj, co zrobisz jutro, bo jutro możesz już nie chcieć tego robić”.
Nawrocki zapewnia, że „wsłuchuje się w opinie społeczeństwa, generałów, ekspertów i Biura Bezpieczeństwa Narodowego”. Brzmi to, jakby od rana spacerował po Pałacu z kielichem hermetycznej mądrości, w którym miesza eliksiry konsultacji, by ostatecznie dojść do wniosku, że… on jeszcze nie wie. Że decyzja jest „zbyt poważna”. Że musi ważyć argumenty. Że emocje są zbyt duże. Że trzeba poczekać.
To trochę tak, jakby chirurg stał nad pacjentem i mówił: „Nóż mam, rękę mam, wiedzę mam, pacjent czeka — ale może jeszcze przez kilka tygodni się poprzyglądam, jak inni na to reagują”.
W tym czasie Sejm tańczy swoją własną choreografię. Tusk mówi o „zakutych łbach” — i nie sposób odmówić mu poetyckiej trafności. Kosiniak-Kamysz pokazuje mapy, drony, armię, sprzęt, jakby prezentował nową linię produktów w sklepie militarnym: „Ta rakieta jest lekka, praktyczna i może uratować ci życie!”. PiS z kolei odkurza jak zawsze metaforę frankowiczów, choć SAFE z kredytem hipotecznym ma wspólnego mniej więcej tyle, co Kaczyński z tańcem nowoczesnym.
A propos Kaczyńskiego: w partii trwa kolejne misterium. Morawiecki, Zyska, Stachowiak-Różecka — cała trójka została odesłana do partyjnej Komisji Etyki, co samo w sobie brzmi jak żart, bo Komisja Etyki w PiS to instytucja tak potrzebna, jak parasol w próżni kosmicznej.
Poszło o wpisy w mediach społecznościowych — bo w PiS, jak wiadomo, największym zagrożeniem nie jest inflacja, nie jest brak spójnej wizji państwa, nie jest dramatyczny kryzys reputacyjny. Największym zagrożeniem jest… tweet Morawieckiego.
Kaczyński wysłał sygnał ostrzegawczy: „Jeszcze jeden taki wpis, a ktoś zostanie zawieszony.” Jak w klasie, gdzie nauczycielka mówi: „Jeszcze jedno słowo i nie jedziecie na wycieczkę!”
Morawiecki z Jakim uderzyli w właściwy dla siebie sposób — czyli bezrefleksyjnie, dynamicznie, z rozmachem godnym dwóch kogutów na podwórku, które właśnie odkryły, że jest tylko jeden grzebień. Morawiecki rzucił Jakiego w stronę własnych ustaw i porażek („a jak poszła reforma sądownictwa?”), a Jaki odgryzał się jak zwykle: dynamicznie, z dumą i niekoniecznie sensownie.
W tle Terlecki i Kaleta wymieniają „uprzejmości”, których nie powtórzyłby nawet najbardziej wulgarny bohater „Chłopów”.
I to jest właśnie Polska polityczna: jeden wielki seans psychoanalityczny, tylko że w tej terapii nikt nie chce mówić prawdy, a terapeuta już dawno uciekł z gabinetu.
POLSKA (DALSZY CIĄG): PLAN B NA KRS, CZYLI JAK WALDEMAR ŻUREK ZOSTAŁ ARCHITEKTEM NADZIEI
Zanim jednak wrócę na taras z papierosem numer dwa, muszę dorzucić jeszcze jeden rozdział tej naszej narodowej operetki politycznej. Bo oto — w świetle reflektorów, przy szumie kamer i trzasku mikrofonów — pojawia się Plan B na KRS.
Plan A? Zawetowany przez prezydenta Karola „Muszę się jeszcze zastanowić” Nawrockiego.
Plan B? Uchwała Sejmu, która mówi: „Dobrze, skoro prezydent nie chce — to my i tak zrobimy swoje”.
Sejm ogłasza więc, że przy wyborze sędziowskich członków KRS uwzględni wyniki wyborów sędziów przez sędziów. Czyli: „Szanowni sędziowie, wybierzcie swoich, a my — wbrew obecnemu prawu — obiecujemy, że Was posłuchamy”.
To takie obejście systemu, jak w starym Windowsie: jak nie działa przycisk „Zamknij”, to wciska się „Ctrl+Alt+Del”, a potem udaje, że wszystko było zgodnie z procedurą.
Żurek mówi, że to krok w stronę niezależnej KRS. PiS mówi, że to anarchia. Prezydent mówi, że „sprawa jest zbyt poważna, aby się spieszyć”. A społeczeństwo mówi: „Czy Wy możecie wreszcie coś po prostu zrobić normalnie?”
SAFE: WOJSKO MÓWI „TAK”, NARÓD MÓWI „TAK”, ALE NOWOGRODZKA MÓWI „NIE”
Tu zaczyna się dramat o wymiarze greckim. Generałowie — jeden po drugim — wychodzą przed kamery i mówią:
„SAFE jest potrzebne.”
Nie: „może potrzebne”, nie: „rozważamy”, tylko: „potrzebne”.
Gen. Kukuła stwierdza, że rok 2030 to granica bezpieczeństwa, a SAFE pozwala wyposażyć wojsko szybciej, lepiej i taniej. Gen. Kuptel dodaje, że tylko SAFE da się zrealizować w tempie, które ma sens w czasach, gdy Rosja coraz głośniej zbroi się po drugiej stronie mapy.
Normalnie po takich słowach prezydent — zwierzchnik sił zbrojnych — bierze dokument, podpisuje i mówi: „Dziękuję, panowie, wiedziałem, że mogę na was liczyć”.
Ale nie w Polsce 2026.
Bo w Polsce 2026 prezydent mówi: „Potrzebuję więcej czasu”.
A Kaczyński z Nowogrodzkiej powtarza mu jak mantrę: „SAFE to utrata suwerenności, masz zawetować”.
Problem w tym, że 58% Polaków chce SAFE, a tylko 30% chce weta. Co gorsza dla PiS — nawet 1/3 ich własnych wyborców mówi, że SAFE warto podpisać.
Czyli: elektorat mówi jedno, generałowie mówią drugie, logika mówi trzecie — a partia mówi czwarte.
I tu właśnie widać, dlaczego ten kraj jest wiecznym eksperymentem, a nie projektem zakończonym sukcesem.
A JA, W TYM WSZYSTKIM, SIEDZĘ NA TARASIE I FILOZOFUJĘ
Patrzę na świat i myślę:
Czy myśmy wszyscy nie zgubili przypadkiem instrukcji obsługi rzeczywistości?
Politycy biegają jak dzieci w sklepie z fajerwerkami — każdy chce odpalić coś większego, bardziej błyszczącego, najlepiej takiego, co komuś wybuchnie w ręku.
Iran i USA tańczą jak skłóceni krewni na weselu, którzy udają zgodę tylko wtedy, gdy obsługa przynosi rosół.
Rosja testuje drony sterowane światłowodem, jakby nagrywała nowy sezon „Black Mirror”, a nie prowadziła realną wojnę.
Kanada próbuje udowodnić, że nie jest tylko przystawką do USA, ale pełnoprawnym daniem — najlepiej takim z klonowym syropem i polityczną asertywnością.
A Trump… cóż. Trump buduje salę balową, jakby planował tam ogłosić pokój na świecie, koniec inflacji i powrót zdrowego rozsądku. Czyli coś absolutnie niemożliwego.
PUENTA — ZWIĘZŁA, BO PIĄTEK
Świat jest dziś jak Frankenstein zszyty z ambicji, strachu i niekompetencji, ale wciąż udający, że biegnie w maratonie.
Aby zrozumieć geopolitykę, trzeba kubła kawy. Nie filiżanki. Kubła.
Ja miałem pracować. Naprawdę. Ale wydarzenia mnie porwały, otuliły jak mokry ręcznik i rzuciły w stronę telewizora.
Więc siedzę dalej, z papierosem w dłoni i kawą w drugiej, patrząc jak świat się kręci, choć nikt już nie pamięta, kto pchnął go pierwszy.
Ktoś musi ten chaos opisywać.
I, jak zwykle, padło na mnie.

Dodaj komentarz