PIĄTEK, KTÓRY NIE ODMAWIA: KSIĄDZ W ARESZCIE, PUTIN W POEZJI, A TUSK ZNOWU JAK CZŁOWIEK

Warszawa

Piatkowe przedpołudnie. W normalnym kraju to czas, kiedy ludzie kończą kawę, zaczynają scrollować kalendarz i mentalnie przesuwają się w stronę weekendu. Ale nie w Polsce i nie na planecie Ziemia, gdzie rzeczywistość polityczna przypomina bar mleczny po godzinach – cuchnie, jest lepko i nikogo nie da się już wyprosić.

Zacznijmy lokalnie, od Mazowsza. CBA zatrzymało proboszcza. Serio. Nie za to, że ma limonkowego Passata z napędem na wszystkie grzechy, tylko za klasyczne: „wrzuć 30 tysięcy na konto parafii, a my ci oddamy 90% w gotówce – tylko nie pytaj, co z resztą”. I tak oto Kościół odświeżył dawno zapomnianą praktykę odpustów – tym razem w wersji dla przedsiębiorców: grzechy darowane, VAT wyłudzony, dusza w leasingu.

Proboszcz, jak się okazuje, nie był sam. W akcji zatrzymano dwunastu współników: menedżerów, biznesmenów, pewnie i jednego księgowego z sumieniem w stanie łaski uśpionej. Cała sprawa wygląda jak spin-off „Ojca Mateusza” napisany przez Tarantino. Tylko roweru brak, bo ten już poszedł pod zastaw.

Tymczasem z zagranicy Putin serwuje nam poezję – i to nie własną. Cytuje Puszkina, co jest jakby Al Capone próbował przekonać FBI, że jest fanem Szekspira. Wymachując wersami o polskim „dobyciu krwawym”, ten  bajkopisarz z bunkra, insynuuje, że II wojna światowa to był trochę nasz błąd, bo nie zgodziliśmy się na sowieckie „pomocne wejście”. Słodkie. W jego narracji Stalin to właściwie taki miś koala z karabinem, który chciał tylko pomóc Czechosłowacji. I żeby przejść – no, musiałby przemaszerować przez Polskę. Kto by nie wpuścił 200 tysięcy radzieckich żołnierzy? Chyba tylko jakiś głupi… rząd.

Ale nie bójcie się. NATO czuwa. Niemcy też… tylko że nie mają systemu przeciwdronowego. W pierwszym kwartale roku naliczono nad ich głowami 270 szpiegowskich dronów. I wiecie, co zrobili? Nic. Bo nie mają jak. Jeden z niemieckich polityków stwierdził nawet: „Jeszcze nie jesteśmy w stanie wojny, ale już nie jesteśmy w stanie pokoju”. To chyba nowa strategia obronna: „zignoruj wroga, może sam sobie pójdzie”.

W tym samym czasie Unia Europejska planuje przekazać Ukrainie 140 miliardów euro z rosyjskich zamrożonych funduszy, co Kreml nazywa „kradzieżą”, a Ursula von der Leyen – „pożyczką reparacyjną”. Taką, co to się jej nie oddaje, chyba że agresor przestanie być agresorem. Czyli pożyczka wieczysta, po prostu prezent, tylko z lepszym PR-em.

Co ciekawe, część tych funduszy ma być wydana… w Europie. Na broń. Dla Ukrainy. Od nas. Bruksela: „Pomagamy”. Europa: „Zarabiamy”. Putin: hyperventilates in imperial. Geniusz polityki polega na tym, że nawet robienie dobra wygląda tu, jak dobrze rozegrany leasing.

W kraju też się dzieje. Premier Donald Tusk nie tylko przeżył kolejny dzień, co w polskiej polityce zasługuje na medal, ale jeszcze konsekwentnie robi to, co obiecał: sprząta po PiS-ie, wprowadza Radę Fiskalną i nie ma obsesji na punkcie zbawiania dusz narodu przez okno szkolnej sali. W skrócie: jest jakby… normalny? Oczywiście dla części opozycji to podejrzane. Bo jak polityk nie krzyczy, nie obiecuje miliona mieszkań i nie nosi koloratki – to coś musi kombinować.

Nowa Rada Fiskalna ma pilnować, czy Ministerstwo Finansów nie robi z budżetem tego, co ksiądz z Mińska z darowiznami. Kandydaci to plejada ekonomicznych tuzów i poważnych nazwisk – z Dudkiem na czele, człowiekiem, który wygląda jakby budżet państwa był jego osobistym hobby. To będzie pierwszy w historii Polski organ, który będzie stał z kalkulatorem i krzyczał „ej, gdzie idzie ta kasa?!”, zanim nie pójdzie już nigdzie, bo przeszła przez Fundusz Odbudowy Narodowej Ducha Patriotycznego im. brata Jakuba.

Z kolei Hamas odpowiada Trumpowi, co brzmi jak dialog z kiepskiej sztuki awangardowej wystawianej w piwnicy, do której nigdy nie powinniśmy zaglądać. Gdzie był Trump, gdy zaczęła się wojna? Prawdopodobnie podpisywał czapki i opowiadał, że on to by rozwiązał wszystko w trzy dni. A Hamas? Czeka, ale nie dlatego, że czas to miecz nad szyją – jak twierdzą – tylko dlatego, że czeka na bardziej mediageniczne warunki do robienia tego, co robi najgorzej: polityki.

I tak mija piątek. Gdzieś w tle statki flotylli zostają zatrzymane, księża wchodzą do aresztu, a Europa z zamrożonych pieniędzy robi polityczne smoothie. Dla nas zostaje refleksja, że świat nie oszalał. On po prostu od dawna jest niesprawny.

A piątek? Jak zawsze w Polsce: intensywny, zaskakujący i tak absurdalny, że śmiech to jedyny bezpieczny odruch.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights