
Profesor Antoni Dudek znów się zgłosił do głosu, z nowym zakładem, starym tonem i wieczną potrzebą bycia najmądrzejszym w pokoju. Tym razem ogłasza wszem i wobec — jak rasowy mędrzec z uniwersytetu trzeciego wieku politycznej katastrofy — że Donald Tusk nie dotrwa do wyborów w 2027 roku. Mało tego — proponuje zakład. Tak. Naprawdę. Zakład. O całe 100 złotych. Jakby to miało rozstrzygać przyszłość kraju.
Nie wiadomo, co w tej propozycji bardziej żenuje: kwota, pewność siebie czy fakt, że pan profesor zdaje się traktować to jak akademicki egzamin, na którym tylko on ma prawo zadawać pytania i wystawiać noty. A przypomnijmy: to nie pierwszy raz, kiedy Dudek myli się spektakularnie, a mimo to wraca — jak kruk, który nie może żyć bez dźwięku własnego krakania.
Z roku na rok ten zarozumiały, głośny bufon, samozwańczy Wielki Analityk Rzeczywistości Alternatywnej, ogłasza kolejne „końce Tuska”, „zmierzchy Platformy”, „wielkie rozczarowanie młodych”. I co? I nic. Tusk rządzi. KO prowadzi. Kraj idzie do przodu — jak po polu minowym, ale własnym krokiem.
Dudek, jak każdy prorok dnia drugiego, ma swoich wyznawców — zwłaszcza wśród tych, którzy nie mogą się pogodzić z faktem, że Polska nie jest już tapczanem Kaczyńskiego. Przez lata orbitował blisko środowisk PiS, potem flirtował z ruchem symetrystów, teraz chyba dryfuje gdzieś między rozgoryczoną nostalgią a osobistym żalem. Historia jego politycznych sympatii to coś między książką telefoniczną a folderem z odrzuconymi wersjami rzeczywistości.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Antoni Dudek ma po prostu jakąś prywatną ansę do Donalda Tuska. A jego rzekoma bezstronność zgubiła się mniej więcej wtedy, kiedy ostatni raz udzielał komentarza bez pobrzmiewającej w tle pretensji do losu, że nie słucha jego wykładów z przymusu.
Gdyby każda jego przepowiednia miała jakąkolwiek wartość, to już dawno siedzielibyśmy z parasolkami na ruinach rządu Donalda Tuska, popijając herbatę z pogardy. Tymczasem mijają dwa lata od przejęcia władzy przez koalicję demokratyczną, a profesor dalej biega po redakcjach z zakładami, jakby był politycznym bukmacherem na dopalaczach.
Człowiek, który z doktoratem w jednej ręce, a rozczarowaniem w drugiej, co tydzień ogłasza koniec świata — oczywiście pod warunkiem, że świat nazywa się Donald Tusk. Najpierw dramatyczne „nie wygrają wyborów”, potem „nie zbudują koalicji”, a teraz: „nie przetrwają do 2027”. Aż się człowiek zastanawia, czy Dudek nie myli komentarzy politycznych z pisaniem horoskopów w „Angorze”.
Zakład o stówkę? Naprawdę, profesorze? Zamiast trzymać się nauki, pan postanowił uprawiać polityczną telewizyjkę, rzucając monety i klątwy. To już nie jest analiza — to kabaret z elementami polityki. I jeszcze te żale: że Tusk nie odpowiedział na propozycję zakładu. Boże, jak śmiał! Premier Rzeczypospolitej nie znalazł czasu, żeby wejść w polemikę z akademickim Nostradamusem.

A tymczasem Donald Tusk nie tylko się trzyma, ale rządzi w najtrudniejszych możliwych warunkach. Z Nawrockim — prezydentem, który wciąż nie rozumie, że jego funkcja to nie prawo weta na TikToku. Z ruiną po Ziobrze, z prokuraturą, która przez osiem lat służyła jako pałka polityczna. I mimo tego wszystkiego — Tusk wciąż prowadzi w sondażach, Polska wróciła do Unii Europejskiej jako wiarygodny partner, a środki z KPO zaczęły spływać jak ciepła herbata w grudniowy poranek.

Waldemar Żurek, nowy minister sprawiedliwości, nie tańczy dla słupków, tylko robi robotę, której nie da się ogarnąć w tydzień — i każdy, kto zna realia wymiaru sprawiedliwości po demolce PiS, wie, że tu potrzeba łopaty, a nie Twittera. Ale dla profesora Dudka każda praca, która nie kończy się aktami oskarżenia po czterech miesiącach, to porażka. Profesor najwyraźniej myśli, że sądy to McDrive: wrzucasz Ziobrę, po chwili wypada wyrok.
A najbardziej rozczula to dęte narzekanie, że Tusk „nie miał planu B” na wygraną Nawrockiego. Jakby istniał jakikolwiek plan, który pozwala na sensowną legislację przy prezydencie, który uważa Kancelarię za swój Instagram.
Profesorze Dudek, pańskie analizy są jak polski listopad: niby są, ale nie wiadomo, po co. Ciągłe marudzenie, że rząd nie realizuje wszystkiego od razu, że „młodzi nie lubią Tuska”, że „filmiki są śmieszne”… Otóż wyjaśnijmy: młodzi ludzie nie lubią stetryczałego tonu grozy, a luz Tuska to nie strategia PR, tylko jedyna odpowiedź na to, co po sobie zostawiło PiS. Rząd nie potrzebuje kostycznego mesjasza z katedry, tylko zdrowego rozsądku, odwagi i cierpliwości.
I tak, będziemy krytykować. Ale mądrze. A nie dlatego, że profesor znowu nie został zaproszony do debaty w prime-time. Jeśli chce pan obstawiać zakłady, niech pan idzie do STS-u. A jeśli chce pan oceniać politykę — może warto zacząć od faktów, nie od przeczucia.
A fakty są takie: Tusk przetrwał już więcej, niż ktokolwiek przewidywał. I wygląda na to, że ma jeszcze sporo w zanadrzu. Profesorze, czas przestać się zakładać. I zacząć czytać rzeczywistość. Ze zrozumieniem.
Bo zakłady są dla hazardzistów. A Polska potrzebuje ludzi, którzy umieją liczyć nie tylko do stu złotych.
To jest link do artykułu:
https://natemat.pl/634760,2-lata-rzadu-tuska-prof-dudek-ponawiam-zaklad-ze-nie-utrzyma-sie-u-wladzy

Dodaj komentarz