
Karol Nawrocki – świeżo upieczony lokator Pałacu Prezydenckiego – postanowił pokazać narodowi, że naprawdę istnieje. Wyszedł do ludzi, stanął przed kamerami i z przejęciem oznajmił, że oto „pan prezydent” zawetował ustawę wiatrakową. „Pan prezydent”! – mówił o sobie, jakby komentował życie bohatera z kroniki filmowej. Czekałem tylko na moment, aż przejdzie na pluralis maiestaticus: „My, prezydent”, „My, Król Słońce z Belwederu”, „My, Pan Świeczka, Władca Termostatów”.
I tak oto naród usłyszał, że ustawa, która gwarantowała niższe ceny prądu, była – zdaniem prezydenta – „szantażem wobec społeczeństwa”. Czyli, według logiki Nawrockiego, rachunki za energię w wysokości 800 zł to efekt perfidnego zamachu na obywatela. Proszę państwa, to nie faktura z energetyki, to zdrada narodowa. A on, bohater z kartonu, postanowił nas przed tym szantażem obronić.
Donald Tusk, który ma w zwyczaju punktować bez zbędnych ozdobników, podsumował sprawę celnie: „zła wola albo koszmarna niekompetencja prezydenta. Niewykluczone, że jedno i drugie”. Trafione w dziesiątkę. Nawrocki wybrał oba warianty naraz, jak klient w barze mlecznym, który bierze i kompot, i kisiel, i schabowego – a potem dziwi się, że nie trawi.

Ale to dopiero początek spektaklu. Bo kiedy Nawrocki skończył swoje mętne przemówienie, grzecznie się ukłonił, odwrócił na pięcie i… wyszedł. Zostawił naród sam na sam z Zbigniewem Boguckim, który odpowiadał na pytania dziennikarzy. Odpowiadał oczywiście po pisowsku: głupio, pokrętnie i bez sensu. Bogucki pełni rolę tłumacza z języka Nawrockiego na polski – tylko że ten przekład brzmi jak scenariusz odrzuconego odcinka „Misia”. Prezydent mówi, że „ustawa to szantaż wobec społeczeństwa”, a Bogucki tłumaczy: „Pan prezydent miał na myśli, że wiatraki stoją za drogo i za blisko”. Gdy Nawrocki wspomina o „dyscyplinowaniu rządu”, Bogucki dodaje: „Pan prezydent chciałby, żeby ministrowie grzecznie słuchali, inaczej dostaną uwagę do dzienniczka”. Cyrk pełną gębą.
Na dokładkę Nawrocki zapewnił, że „czuwa Cenckiewicz”. Sam Cenckiewicz się nie pojawił, ale był przywoływany jak magiczne zaklęcie. Niczym strażnik narodowego bezpieczeństwa, duch opiekuńczy nad prezydentem i narodem. Brzmiało to mniej więcej tak: „Nie bójcie się, Polacy, Cenckiewicz pilnuje, żeby żaden wiatrak wam nie zrobił krzywdy”. Wyobrażam sobie go raczej jako drużynowego w harcerstwie rekonstruktorów niż eksperta od energetyki i bezpieczeństwa, ale cóż – taki mamy klimat.
Cała ta trójca – Nawrocki, Bogucki i nieobecny, lecz wciąż wspominany Cenckiewicz – to gotowy materiał na groteskę Barei. Jeden mówi językiem, którego nikt nie rozumie. Drugi tłumaczy, ale brzmi to jak bełkot z Alternatywy 4. Trzeci pojawia się tylko w roli zaklęcia, mającego odstraszyć złe moce. Cyrk na kółkach: clown, sufler i duch opiekuńczy od zamętu.
Nawrocki na ekonomii zna się mniej więcej tak, jak krowa na balecie. Gdy mówi, że aby obniżyć ceny energii trzeba „odejść od Zielonego Ładu”, człowiek ma ochotę spytać: a co dalej? Może przywróćmy lampy naftowe, piece kaflowe i gołębie pocztowe? To wizja rodem z króla Ubu – groteskowa, dziecinna, absurdalna.
I wiecie co? On naprawdę wierzy, że dzięki niemu Polacy „odczują ulgę”. Ulga faktycznie będzie – w dniu, kiedy skończy kadencję i zniknie z telewizora. Bo na razie wygląda to tak, jakby ktoś powierzył stery państwa uczniowi podstawówki, który właśnie odkrył, że minus jeden razy minus jeden daje plus jeden – i ogłosił, że rozwiązał kryzys energetyczny.
Tymczasem Bogucki kiwa głową, tłumaczy i kluczy, Nawrocki dumnie odchodzi w glorii własnych słów, a Cenckiewicz pozostaje w tle niczym duch IPN-u, który wszystko „monitoruje”. A naród? Naród płaci rachunki.
Mamy więc pierwsze weto „pana prezydenta”, który sam siebie przedstawia w trzeciej osobie, potrzebuje tłumacza i wzywa duchy, by uwiarygodnić swoje brednie. Trójca tragifarsy: Nawrocki, Bogucki i Cenckiewicz. Jeden nie rozumie ekonomii, drugi nie rozumie ludzi, trzeci nie rozumie teraźniejszości.
Ale spokojnie – zbawca się nam objawił. Pan prezydent, nasz prezydent, clown prezydent. Zapewnił, że stanie za nami murem. Oby tylko nie takim, na którym zamontują wiatrak – bo wtedy się obrazi i zawetuje cały kraj.

Dodaj komentarz