PĄCZEK, PAŁAC I POŚWIADCZENIE BEZPIECZEŃSTWA

Warszawa

Tłusty czwartek. Naród w kolejce po pączka za grosz, politycy w kolejce po rację moralną za darmo. Jedni smażą się w oleju palmowym, drudzy w sosie własnych ambicji. Wszystko pachnie cukrem pudrem i lekką paniką konstytucyjną.

W Pałacu Prezydenckim sześciogodzinna narada, która miała być jak fajerwerk na Sylwestra, a wyszła jak zimny ognik – świeci, ale nie grzeje. Rada Bezpieczeństwa Narodowego, czyli poważna instytucja, która wczoraj momentami przypominała rodzinny obiad, gdy ktoś wyciąga temat wujka z lat 90.

Na stole trzy dania. Pierwsze: program SAFE – 43,7 mld euro dla Polski z unijnego kotła na obronność. Konkrety, liczby, przyszłość armii. Tu, o dziwo, było najbardziej merytorycznie. Premier poleciał do Belgii, jak człowiek, który wie, że Europa to nie jest klub dyskusyjny, tylko kasa, którą trzeba umieć wziąć i dobrze wydać. Gospodarka rośnie 4 proc. PKB w IV kwartale. Inwestycje odbiły. Państwo oddycha głębiej. To nie jest cud nad Wisłą. To jest normalność po latach politycznego crossfitu.

Drugie danie: Rada Pokoju Donalda Trumpa. Projekt mglisty jak para nad tanim lukrem. Trump – człowiek, który chciałby dostać Nobla jak napiwek w kasynie. Ambasador USA obraża się na marszałka, bo ten nie chce klaskać do rytmu ego większego niż Manhattan. 45 proc. Polaków patrzy na ten gest negatywnie. I trudno się dziwić. Dyplomacja to nie konkurs popularności w liceum.

Trzecie danie było najbardziej tłuste. Wschodnie kontakty marszałka. Atmosfera jak przy rozmrażanym pączku – niby miękko, ale w środku zimno. Prezydent mówi o „jednym uderzeniu serca od prezydentury”. Brzmi dramatycznie. Prawie jak zwiastun thrillera. Problem w tym, że państwo to nie Netflix.

A w tle – Sławomir Cenckiewicz. Człowiek z poświadczeniem, którego nie ma. Rząd mówi: brak dostępu do informacji niejawnych. Pałac mówi: wszystko w porządku. Siemoniak odpowiada: „kłamstwo w żywe oczy”. ABW zapowiada czynności. Całość wygląda jak scena z komedii proceduralnej. Jednorazowa zgoda. Jednorazowa prawda. Jednorazowa odpowiedzialność.

I gdzieś między tym wszystkim Włodzimierz Czarzasty. Milczący w trzynastu językach. Z dystansem, z uśmiechem, z ironią. Mówi prezydentowi: „nie miał pan odwagi”. Mocne. Proste. Bez lukru.

Bo dziś wszystko jest o odwadze. O tym, czy podpisać ustawę o KRS i oddać wybór sędziów sędziom. Czy dalej trzymać system w stanie półrozmrożenia. Jak pączka z dyskontu – niby gotowy, ale jednak przemysłowy.

Najbardziej ironiczne jest to, że państwo rośnie szybciej niż polityczne ego. Gospodarka przyspiesza, a debata publiczna kręci się wokół tego, kto kogo nie dopuścił do stołu z klauzulą „tajne”.

Tłusty czwartek to święto przesady. Ale polityka nie powinna być smażona w tym samym tłuszczu co promocja „pączek za grosz”. Państwo to nie marketingowy haczyk. Bezpieczeństwo to nie ustawka. A powaga urzędu nie polega na wyłączaniu mikrofonów.

Na końcu dnia zostaje pytanie proste jak skład taniej marmolady: czy chcemy państwa rzemieślniczego, świeżego, zrobionego z realnych składników? Czy masowej produkcji pozorów, które długo wyglądają dobrze, bo są pełne emulgatorów?

Bo jeśli po trzech dniach wszystko nadal jest miękkie, to nie znaczy, że jest dobre. Czasem to tylko znak, że ktoś dodał za dużo chemii.

Smacznego. I uważaj na nadzienie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights