
Wieczór w Warszawie. Ten gatunek wieczoru, w którym człowiek zastanawia się, czy to jeszcze demokracja, czy już reality show z elementami kabaretu, tragedii greckiej i występów cyrkowych jednocześnie. Nad miastem unosi się mgiełka politycznej zadumy, choć bardziej przypomina zapach przypalonego bigosu – bo każdy miesza, krzyczy, tłumaczy, a i tak nikt nic nie rozumie.
GDZIEŚ MIĘDZY KRS A CYMBAŁKAMI BEZPRAWIA
W Sejmie znowu festyn. Taki swojski, jak dożynki, tylko zamiast wieńców – uchwały, zamiast kapeli – wrzaski, a zamiast gospodarza roku – Zbigniew Bogucki, znany szerzej jako osioł z pierwszego tłoczenia (ta odmiana, wiesz, naturalnie mętna, o intensywnym aromacie samozachwytu). Wyszedł Bogucki na mównicę, napuszył się, nadął, i oznajmił, że uchwała w sprawie KRS to „liche rzężenie cymbałków bezprawia”.
Tu człowiek aż żałuje, że Konstytucja nie przewiduje tłumacza przysięgłego z politologii na język potoczny. Bo gdyby przewidywała, tłumaczenie brzmiałoby pewnie tak: „Jestem obrażony, że nie słuchacie mojego szefa i próbujecie coś naprawić po ośmiu latach naszego demolowania”.
Tymczasem minister Waldemar Żurek – jak zwykle z dystansem i ironią godną profesora, który widział już wszystkie ściągi świata – wszedł na mównicę i powiedział grzecznie, że wszystko mieści się w ustawie. Czyli: „Zbysiu, nie pij tyle tego narracyjnego bimbru, bo zaczynasz widzieć KRS w 3D”.
Prawica oczywiście zaczęła wrzeszczeć: „Będziesz siedział!”, bo to przecież ich odpowiednik dzień dobry. Gdy wchodzą do sklepu, to nie mówią „poproszę bułkę”, tylko „będziesz siedział”. Gdy dziękują kelnerowi za receptę – „będziesz siedział”. Gdy dzieci odbierają świadectwo – „będziesz siedział, synku, za mnie, jak cię dobrze wychowam!”.
MORAWIECKI, CZYLI DRAMAT W TRZECH AKTACH
W międzyczasie na zapleczu partii wodzowskiej Jarosław Kaczyński postanowił wysłać Mateusza Morawieckiego do komisji etyki. To tak, jakby odesłać pytona do szkółki niedzielnej – nie dlatego, że ma czegoś się nauczyć, ale żeby dzieci zobaczyły z bliska, jak wygląda zwierzątko, które potrafi połknąć własny ogon.
Morawiecki na X-ie napisał, że broni dorobku PiS. To piękne, bo rzeczywiście – ktoś musi. Osiem lat rządów PiS wygląda dziś jak opuszczone wesołe miasteczko: karuzele zdezelowane, kasa pusta, a baryłki po watcie cukrowej służą jako dowody w prokuraturze.
W KRAKOWIE KOLESIOSTWO WERSJA PREMIUM
W Małopolsce też dzieje się opera mydlana: lista 68 osób powiązanych z PiS, które dostały posady u marszałka Smółki, krąży po sieci jak ulotka o otwarciu nowej siłowni. Co stanowisko, to kolejna twarz z rodziny politycznej. Jakby ktoś otworzył akcję „Rodzina na swoim”, ale nie na mieszkania, tylko na budżet.
Wszystko oczywiście w trosce o region. Bo przecież wiadomo: Małopolska sama się nie rozwinie – trzeba ją obsadzić kuzynami, szwagrami, zięciami i kolegami z młodzieżówki.
GLOBALNE ZAMIESZANIE: TRUMP, IRAN, IZRAEL I RESZTA PLANETY
Świat tymczasem postanowił nie być gorszy i również zrobić burzę.
Donald Trump zastanawia się, czy uderzyć w Iran. Oczywiście nie osobiście – choć gdyby mógł wcisnąć wielki czerwony guzik podpisany „BOMB IRAN BUT MAKE IT LOOK LIKE ACCIDENT”, to mógłby rozważyć.
Amerykanie chcieliby, żeby pierwszy strzał oddał Izrael. Izrael mówi: „No wiecie… wybory, rakiety, Emiraty, nie mamy teraz przestrzeni w kalendarzu”.
Iran w tym czasie ćwiczy kolejne wersje przemówień o tym, że nikogo nie zaatakuje, chyba że będzie musiał. Czyli jutro.
W Kanadzie za to spokój. Trudeau znów w telewizji, uśmiechnięty jak prowadzący joginiczny podcast, tłumaczy, że wszystko będzie dobrze, choć najbliższy budżet wygląda jak wersja demo.
A Rosja? Rosja robi to, co zwykle: udaje, że życie to szachy, choć gra w warcaby.
CYFROWE BAGIENKO, CZYLI JAK SOCIAL MEDIA ZROBIŁY Z NAS CYMBAŁKI Z WŁASNEJ WOLI
A skoro już o globalnych turbulencjach mowa — to zanim świat wystrzeli w kierunku Iranu, zanim Trudeau znowu nam powie, że wszystko będzie dobrze, zanim Trump wciśnie nie ten guzik co trzeba — spójrzmy w lustro. Ale uwaga: najlepiej nie w to telefoniczne, bo tam zamiast twarzy widać tylko scroll.
Najświeższy „Plus Minus” przyniósł diagnozę, która powinna być spięta w poradniki BHP w szkołach i na uczelniach: Meta wiedziała, szkodziła i udawała, że nic się nie dzieje. Jak koncerny tytoniowe w latach 60. — tylko zamiast raka płuc dostaliśmy raka uwagi.
Z raportów wynika jasno: większość użytkowników czuje się gorzej po korzystaniu z sociali. Parę procent — dramatycznie gorzej. W skali Facebooka i Instagrama to nie jest parek procent. To są dziesiątki milionów ludzkich głów w trybach algorytmu.
Australijczycy zakazali sociali dla młodszych niż 16-latkowie. W Polsce pojawił się pomysł, że może też warto — po czym politycy przerzucili się na Twittera (przepraszam: X), aby o tym pokrzyczeć. Ironia losu: maszyna, przed którą mieli nas chronić, służy im do generowania poparcia.
Seriale zmieniają narrację, gry komputerowe robią najbardziej intensywne dwie godziny na początku, żeby nas przypiąć do kanapy jak pas bezpieczeństwa w starym Polonezie. Autoplay, powtarzanie wątków, klikanie w nieskończoność — oto nowa ekonomia uwagi. A my? Jak te norki w hodowli — biegniemy, bo ściana przed nami się rusza.
A teraz wyobraźcie sobie Boguckiego, który dowiaduje się, że manipulujące algorytmy są szkodliwe. Toż to byłby temat na konferencję prasową o „lewicowej inwazji na suwerenność scrollowania”.
Mając tę wiedzę, wracamy do naszego bagienka — politycznego, rzecz jasna.
AFERA GONI AFERĘ, A ŻUREK ODSŁANIA KOLEJNE WARSTWY
Waldemar Żurek mówi wprost: „To było państwo mafijne”. I trudno mu odmówić racji. To, co wychodzi z szaf spółek Skarbu Państwa, wygląda jak odcinek programu Usterka, tylko bez kamerzystów i z większą ilością pieniędzy.
Samochody bez GPS-u, inwestycje bez sensu, bloki węglowe, które budowano po to, by je później burzyć – jak romantyczni artyści awangardowi, tylko bez talentu.
POINTA WEEKENDOWA
I tak, drogi Czytelniku, kończy się dzień w Polsce: Sejm wrzeszczy, Bogucki beczy, Morawiecki jęczy, Żurek tłumaczy, Nawrocki wetuje, Kaczyński karze, a świat szykuje się na potencjalną wojnę, jakbyśmy wszyscy brali udział w jakimś globalnym talent show.
Ale spokojnie. Weekend przed nami. Włącz telewizor, zrób herbatę, pogłaszcz psa. Polityczne upiory same wyjdą z ekranu – po co ich szukać.
Koniec odcinka. Jutro kolejny.

Dodaj komentarz