OPERETKA BEZ KURTYNY, CZYLI JAK ZIOBRO UCIEKA, A PSL TAŃCZY NA LINIE

Warszawa

W poprzednim odcinku tej naszej politycznej telenoweli poznaliśmy menażerię doradców Karola Nawrockiego. Tym razem schodzimy piętro niżej – tam, gdzie pod dywanem polityki zalegają stare długi, niedokończone zdrady i frustracje, które nie mieszczą się już w eleganckich tweetach.

Zacznijmy od Zbigniewa Ziobry, tego hrabiego Monte Christo PiS-u, tylko bez hrabiego i bez klasy. Uciekł na Węgry, zaszył się w politycznej piwnicy Viktora Orbána i wysyła listy z więzienia dusz. Problem polega na tym, że nie może tam siedzieć w nieskończoność, bo Orbán ma wybory. A jak przegra? Ziobro może nagle obudzić się w Warszawie – i nie będzie to powrót triumfalny. To będzie jak powrót z zakupów bez siatki: obciach i konsekwencje.

PiS w międzyczasie udaje, że go nie zna. „Zbyszek? Jaki Zbyszek?” – mówią. Ale przecież Ziobro nadal trzyma ich w szachu – jak pijany szwagier na weselu, który zna wszystkie kompromitujące historie z dzieciństwa.

Sądy odraczają decyzje, adwokaci Ziobry dramatyzują jakby bronili Nixona, a twardy elektorat się niecierpliwi: gdzie ta zemsta? Gdzie kajdanki? Zamiast oczekiwanej sceny w stylu filmów Vegi, mamy sądowe harmonogramy i papkę proceduralną. W sumie nic dziwnego, że ludzie wychowani na „Kryminalnych” czują się zawiedzeni.

A teraz przenosimy się do PSL. Ach, PSL. Najbardziej sprężysta partia III RP. Zawsze tam, gdzie ciepło, gdzie akurat rośnie. W tej chwili wciąż są w rządzie, choć ewidentnie zastanawiają się, czy nie byłoby im wygodniej w opozycji. Jak ten sąsiad z ogródków działkowych, który mówi, że kocha żonę, ale właśnie montuje jacuzzi u teściowej.

Kosiniak-Kamysz stoi na czele zespołu, który wygląda, jakby za chwilę miał zagrać ostatni koncert – i to na festynie dożynkowym w Radomiu. Ich dramat polega na tym, że z jednej strony wstyd im z PiS, z drugiej – panicznie boją się, że Tusk zje ich jak kabanosa, a potem powie, że był wege.

A propos Tuska – sondaże mówią jasno: centrum się sypie. Polska 2050 dryfuje jak ponton bez wioseł, Szymon Hołownia zastanawia się, czy znów nie zostać liderem, bo nikt już nie pamięta, kto właściwie miał nim być. A PSL? Tańczy w miejscu, próbując zachować równowagę między Koalicją Obywatelską a nostalgiczną tęsknotą za latami 90.

Na deser: Port Haller. Tak, dobrze przeczytaliście. PiS postanowił zbudować nowy port, bo przecież nic tak nie poprawia humoru, jak fikcyjna infrastruktura. Nie ma kosztorysu, nie ma planu, ale jest wizja – jak w przedszkolu, gdzie dzieci rysują kosmodromy obok misia.

Eksperci załamują ręce. Port miałby być konkurencją dla Niemiec i bastionem bezpieczeństwa, bo podobno rakiety z Obwodu Królewieckiego lecą tylko do Gdyni, ale już do Choczewa to nie. Wyobraźnia strategów PiS-u przypomina grę „SimCity” na poziomie trudności „dziecko z plasteliną”.

A gdzie w tym wszystkim prezydent Nawrocki? Ano, on też ma swój dramat. Jego doradcy skaczą sobie do gardeł, elektorat jest podzielony, a on sam usiłuje być czymś pomiędzy Dmowskim a Bonusem BGC. Mimo to – 55% Polaków go popiera. Dlaczego? Może dlatego, że na tle chaosu wygląda jak jedyny, który ma na sobie wyprasowaną koszulę.

Polska scena polityczna przypomina dziś operetkę, w której nikt nie pamięta tekstu, a orkiestra gra inną melodię. Aktorzy się mylą, kurtyna wisi krzywo, a widownia… cóż. Widownia nadal siedzi.

(cdn, bo przecież to się nie skończy nigdy)


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights