OBRONA NIE DO OBRONIENIA – CZYLI KOMISJA W SPRAWIE ŚWIĘTEGO ZBIGNIEWA Z BUDAPESZTU

Warszawa


W Sejmie trwała dziś komisja w sprawie immunitetu Zbigniewa Ziobry, a poziom argumentów jego obrońców był tak niski, że nawet górnicy z „Bogdanki” odmówiliby zjazdu. Zbigniew, jak wiadomo, od tygodni w Budapeszcie – w roli męczennika za praworządność, ale takiej, w której to prokurator decyduje, kto ma rację, a sąd jedynie przybija pieczątkę.

Poseł Andrzej Śliwka, jego pełnomocnik, rozpoczął od klasyki:

„To niedorzeczny zarzut! Panie prokuratorze Woźniak, to, co pan przygotował, jest po prostu niepoważne.”

Aż chciało się zapytać – a który z 26 zarzutów jest niedorzeczny? Kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą? Defraudacja 150 milionów z Funduszu Sprawiedliwości? Czy może to, że minister sprawiedliwości sponsorował Pegasusy zamiast ofiar przemocy?

Potem było już tylko weselej. Poseł Janusz Kowalski przyszedł „oddać szacunek mężowi stanu”, jak nazwał Ziobrę. To ciekawe – bo mąż stanu, który uciekł za granicę, to gatunek rzadki. Wyjątek stanowi tylko ten, który ucieka do Budapesztu. Tam tchórzostwo uznaje się za dyplomację.

Śliwka wzniósł się na wyżyny retoryki:

„Trzeba być analfabetą prawniczym, żeby sporządzić tak niskiej jakości dokument!”

Jakby zapomniał, że dokument sporządzili ci sami prokuratorzy, których przez lata Ziobro sam mianował. To trochę jakby kucharz skarżył się, że jego własna zupa jest za słona.

A kiedy posłowie opozycji pytali: „Skoro to dzieło zbożne, to czemu pana Ziobry tu nie ma?” – odpowiedź była oczywista: bo bohater walczy z systemem… z bezpiecznej odległości, najlepiej przy gulaszu i winie Tokaj.

Poziom argumentów obrony zbliżał się do komedii absurdu. Poseł Woś porównał polską prokuraturę do białoruskiej, poseł Kaleta dodał, że „Łukaszenka byłby dumny z takich śledczych”. I rzeczywiście – gdyby Ziobro dalej rządził, to duma Łukaszenki byłaby jak najbardziej uzasadniona.

Na sali nie brakowało też poezji:

„Zrobiliście z pana Ziobry męczennika” – lamentował poseł PiS.

Męczennik, który uciekł przed krzyżem. Trudno o lepszy symbol upadku idei.

A przecież wszystko sprowadza się do prostego faktu: Ziobro przez lata zarządzał wymiarem sprawiedliwości jak prywatnym folwarkiem, a teraz ci sami ludzie, którzy stali przy nim, desperacko udają, że nie wiedzieli, co się dzieje. Jakby Pegasusy same się kupowały, a dotacje same płynęły do znajomych fundacji.


W tym samym czasie w Budapeszcie Zbigniew Ziobro ogłosił, że „to zemsta Tuska” i że po powrocie do kraju miał być zatrzymany. Zapowiedział „aktywny udział” w komisji, ale „po jej zakończeniu”. Czyli klasycznie: odwaga na odległość, aktywność zdalna. To już nie polityka – to webinar o bezkarności. Towarzyszy mu były wiceminister Marcin Romanowski, również oskarżony w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, który najwyraźniej odkrył w Węgrzech nową formę azylu – dla tych, którym pali się grunt pod nogami.

Tymczasem w Warszawie minister Waldemar Żurek przedstawił projekt reformy Krajowej Rady Sądownictwa. Wreszcie pomysł prosty jak kodeks karny: sędziów mają wybierać sędziowie, a nie posłowie. Kiedyś taka myśl uchodziła za herezję, dziś – za zdrowy rozsądek. Żurek mówi o kompromisie, liczy nawet na poparcie prezydenta Nawrockiego. To odważne – liczyć na zrozumienie ze strony człowieka, który prawo czyta jak instrukcję do miksera.

A na dokładkę Radosław Sikorski złożył zeznania w sprawie Pegasusa. Napisał, że „zwyrole podniecali się czytaniem jego prywatnych rozmów”. To zresztą najlepsze streszczenie stylu zarządzania Ziobrą: podsłuchiwać, szantażować, niszczyć. Bo „Fundusz Sprawiedliwości” był tylko przykrywką – tak naprawdę chodziło o fundusz kontroli społeczeństwa.


Podsumowując:
Komisja w sprawie Ziobry przypomina przedstawienie amatorskiego teatru, w którym aktorzy zapomnieli tekstu, ale dalej grają, bo nikt nie ma odwagi zejść ze sceny.

A sam Zbigniew? Nadal w Budapeszcie. Nadal walczy o praworządność. Nadal nie wie, że największym dowodem jego winy jest właśnie to, że się nie pojawił.


Polska 2025: obrona Ziobry trwa. A on sam – jak zwykle – broni się nogami.


Felieton napisałem około godziny 19, kiedy Komisja jeszcze trwa. Do głosowania sporo czasu, ale nie mam już siły tego słuchać. Zgłodniałem, a wynik – jak to zwykle bywa – poznamy pewnie dopiero w nocy.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights