



(Felieton ku przestrodze – do poduszki lub popołudniowej kawy. Jeśli jesteś fanem Nawrockiego, zjedz najpierw coś lekkiego.)
Wtorek. Dzień bez właściwości. Ani to weekend, ani dramatyczny poniedziałek, ani wyczekiwany piątek. Taki dzień-średniak. Idealny, by przysiąść z kawą, rogalem i refleksją nad tym, jak świat nam się sypie – powoli, ale z klasą. Jak domek z kart, tylko że karty to same trefle, a domek budował Karol Nawrocki, najwyraźniej z zamkniętymi oczami i instrukcją od Cenckiewicza.
Ale po kolei.
PREZYDENCKA EPIFANIA CZY STAN WZMOŻENIA HISTORYCZNEGO?
Gdy prezydent Karol Nawrocki postanowił wystąpić w Pradze z „polskim programem dla UE”, zadrżeli nie tylko eurokraci, ale i tłumacze symultaniczni, bo nikt nie wiedział, czy to przemówienie, czy żart. W sali, w której zwykle recytuje się Kafkę, tym razem wystąpił człowiek, który równie dobrze mógłby być bohaterem jego powieści: zagubiony w strukturach, przekonany o własnej wielkości, z obsesją na punkcie centralizacji.
Nawrocki, samozwańczy kardynał Richelieu Europy Wschodniej, wygłosił przemowę pełną gróźb, apeli, wyimaginowanych zagrożeń i oczywiście – buńczucznych wezwań do „suwerenności”, „demokratycznego mandatu” i innych frazesów, które brzmią jakby je układał AI na cracku.
„Przywróćmy prezydencję UE premierom!” – wołał, zapewne wyobrażając sobie siebie jako nowego Charlesa de Gaulle’a, choć z fryzurą bardziej jak z Kółka Historycznego w liceum.
I wszystko byłoby może nawet zabawne, gdyby nie to, że wciąż nie odróżnia roli prezydenta RP od roli rzecznika TVP z czasów apogeum propagandy. Bo przypomnijmy, że prezydent nie ma prawa proponować zmian traktatów unijnych bez zgody Rady Ministrów. To jakby cieć z portierni ogłaszał, że zmienia regulamin całego wieżowca, bo tak mu podpowiedziała Godność Osobista.
Na szczęście Radosław Sikorski – minister spraw zagranicznych z kręgosłupem twardszym niż inflacja w 2022 – przypomniał mu, że Polska to nie folwark prezesa, a UE to nie piknik rekonstruktorów narodowej chwały. W stylu, który można określić jako pasywno-agresywny z domieszką arystokratycznej pogardy, Sikorski napisał: „Uprzejmie informuję, że Rada Ministrów nie upoważniła pana prezydenta…”. Można to przetłumaczyć jako „Zamknij się, Karolku”.
PREZYDENT – ZAKŁADNIK SWOJEGO DORADCY
No i mamy dramat wewnętrzny – bo okazuje się, że prezydent Nawrocki jest nie tylko oderwany od konstytucji, ale i od własnej kancelarii. Obóz władzy w Pałacu przypomina teraz „Grę o Tron” po taniości – z rozgrywkami personalnymi, knuciami Cenckiewicza i zgrzytami między Przydaczem, Boguckim, a resztą PiS-owskiej szajki, która myśli, że gra jeszcze w rząd.
Cenckiewicz, samozwańczy Zorro IV RP, który walczy z „układem” i „zdradą”, postanowił wykorzystać… kadetów wojskowych jako zakładników w walce o swoją pozycję. Tak, dzieci, które chciały zostać oficerami, nie dostały promocji, bo ich awanse były niezgodne z rozkładem jazdy na linii Tusk-Nawrocki. Ktoś mógłby pomyśleć, że to podłe, ale Cenckiewiczowi – jak sam mówi – wolno więcej, bo odpowiada „przed Bogiem i historią”. Ciekawe, czy Bóg też nie dał mu certyfikatu dostępu do informacji niejawnych.
KIEDY POLSKA ŚNI O POTĘDZE, UKRAINA BUDUJE DRONY
W czasie, gdy nasz prezydent majaczy o „suwerenności” i „federalizacji jako kamuflażu”, Ukraina – ta prawdziwa, krwawiąca, walcząca – kleci w garażach flotę dronów, jakby to był jakiś narodowy hackathon. Drukarki 3D pracują szybciej niż w ZUS-ie wyrabiają decyzje o 800+, a społeczeństwo mobilizuje się jak my do Black Friday.
Ukraina nie ma czasu na pogadanki o „suwerenności” i „federalizacji jako kamuflażu”. Oni wiedzą, że kamuflaż to narzędzie wojenne, nie metafora do wypowiedzi w Pradze. Oni naprawdę walczą. A my? My kłócimy się, czy generał Stróżyk powinien zaparkować na dziedzińcu pałacu, czy jednak nie, bo się Cenckiewicz obrazi.
TRUMP I PUTIN: BRUTALNY ROMANS
Tymczasem zza Atlantyku nadciąga fala głupoty: Trump, świeżo po rozgrzewce z Putinem, posyła do Genewy swojego ziomka Steve’a Witkoffa, żeby spisał 28-punktowy plan pokoju dla Ukrainy… bez Ukrainy. To jak robienie wesela bez pary młodej. Albo – jakby to powiedział PiS – planu edukacji bez nauczycieli.
Plan zakłada, że Ukraina ma oddać Rosji część swojego terytorium, zmniejszyć armię i – klasyka – „zrezygnować z NATO”. A wszystko to po to, by Donald mógł powiedzieć, że „rozwiązał wojnę”. Czego się spodziewać po facecie, który myśli, że NATO to fast-food z Kanady?
Sikorski i europejscy liderzy spojrzeli na ten plan jak kelnerzy w restauracji na człowieka zamawiającego zupę z trawy. Odrzucili. I dobrze. Europa, choć wciąż ospała jak poniedziałek po Sylwestrze, powiedziała w końcu: dość.
RZECZ O MAŁŻEŃSTWIE I ORZEŁKU
Na deser dostaliśmy też potężny wyrok TSUE: Polska musi uznawać zagraniczne małżeństwa jednopłciowe. Tak jest – dokument z orzełkiem, jak każdy inny. Dla niektórych to zapewne zwiastun końca cywilizacji łacińskiej, dla reszty – całkiem sensowna decyzja prawna, chroniąca ludzi, a nie biskupie imaginacje.
Konfederacja już pewnie szykuje projekt ustawy, żeby zmienić godło z orła na klęczącą postać z różańcem. Braun wyjdzie na mównicę PE w aureoli z drutu i zakrzyknie: „Szatan przez TSUE przyszedł!” – po czym zostanie wyprowadzony przez Straż Parlamentu, a my wszyscy westchniemy, że demokracja jednak nie jest dla każdego.
REFLEKSJA NA KONIEC: ŚWIAT JEST CIĘŻKI, A POLSKA TRUDNA
Można byłoby się śmiać, ale to nie kabaret. Choć czasem wygląda, jakby reżyserem był Smoleń, a scenarzystą – paranoja narodowa.
Polska przeżywa kolejny moment, w którym rozsądek próbuje przedrzeć się przez mgłę mitów, urazów i wielopiętrowych intryg złożonych jak lasagne z goryczy, ambicji i kompleksów. Po jednej stronie mamy Tuska, Sikorskiego, ludzi z programem, klasą i doświadczeniem. Po drugiej – ekipę historycznych rekonstruktorów, którzy myślą, że geopolitykę można rozgrywać jak grę planszową IPN.
Niestety, przyszłość to nie bitwa pod Grunwaldem. Nie wystarczy husaria i hasło „suwerenność”. Potrzeba rozumu. Potrzeba Europy. Potrzeba poważnych ludzi.
A nie karła imperium w złotym kasku, który odmawia awansów młodym oficerom, bo obraził się, że nie przyszli na jego pogadankę o wielkości.
PS:
Jeśli dobrnąłeś do końca – gratuluję. Jesteś bardziej wytrwały niż Nawrocki w swoich staraniach, by udawać męża stanu.

Dodaj komentarz