NIEDZIELA DLA WIDZA – SOBOTA DLA SCENARZYSTY

Warszawa

Witajcie w porze niedzielnego śniadania, gdy jajka są jeszcze na miękko, ale polityczna rzeczywistość – twarda jak beton pod sceną PiS-u. Jeśli myśleliście, że sobota to czas relaksu i leżenia brzuchem do góry, to wasza naiwność mogłaby spokojnie kandydować w wyborach prezydenckich. Bo oto Polska i świat znów zagrały w grę pt. „Kto dziś zrobi większy absurd?” Spoiler: remis.


MARSZ PATRIOTYZMU, KTÓRY NIE ZNA GRANIC (ANI SENSU)

Na Placu Zamkowym odbył się wiec Prawa i Sprawiedliwości. Oficjalnie – przeciw paktowi migracyjnemu i umowie Mercosur. Nieoficjalnie – przeciw wszystkiemu, co się rusza, mówi po angielsku albo pachnie liberalizmem.

Jarosław Kaczyński, otoczony gwardią: Beata Szydło, Przemysław Czarnek, Mariusz Błaszczak – urządził narodowy miting z elementami paranoi. Przemawiał jakby miał w kieszeni nie kartkę z przemówieniem, ale instrukcję obsługi bomby retorycznej.

To są stare gry! UE nas oszukuje! Rolnictwo się wali! Migranci już są pod twoim łóżkiem! – grzmiał, nie zważając, że w tym samym czasie Donald Tusk obwieścił z satysfakcją: „Polska wyłączona z mechanizmu relokacji”. Czyli – sukces.

Dla Kaczyńskiego? Zdrada. Bo przecież króliczka trzeba gonić, nie łapać. Nawet jeśli nie istnieje.

Obok sceny – Straż Graniczna w namiocie. Tak, w centrum Warszawy. Zapewne patrolowali granicę między zdrowym rozsądkiem a fantazją polityczną.


CZARNEK CHCE ZOSTAĆ PREMIEREM, HOŁOWNIA – KOMISARZEM, A NAWROCKI – MONARCHĄ KONSTYTUCYJNYM

Przemysław Czarnek, mistrz edukacyjnej inkwizycji, ogłosił (a może tylko zasugerował), że jest gotów na funkcję premiera. Nikt go nie prosił. Ale przecież skromność nie pasuje do człowieka, który uważa Arystotelesa za lewaka.

Tymczasem w innej bajce – Szymon Hołownia wciąż nie wie, czy chce być marszałkiem, misjonarzem czy komisarzem ONZ. Prawa ręka własnego ruchu dryfuje ku dyplomacji, partia szybuje w sondażach jak liść z drzewa, a Sejm pyta: czy ktoś jeszcze tu pracuje?

Z kolei prezydent Nawrocki prowadzi cichy przewrót ustrojowy – chce zmienić konstytucję i wprowadzić system prezydencki. Bo przecież wszystko działa tak świetnie, że czas oddać pełnię władzy osobie bez zaplecza i z telewizyjnym głosem narratora dokumentów IPN.


MERCOSUR – DIABEŁ Z AMERYKI POŁUDNIOWEJ

Kaczyński, który jeszcze niedawno mylił Mercosur z nazwą leku na zgagę, ogłosił, że ta umowa zagraża polskiemu rolnictwu. Nie było ani rolników, ani konkretów, ale była groza. Bo jak wiadomo – niewyjaśnione skróty handlowe to naturalny wróg polskiego kartofla.

UE? Zdradza. Rolnictwo? Ginie. Migranci? Atakują. A potem zapowiedź końca cywilizacji łacińskiej i wniosek: głosujcie na nas, zanim UE zlikwiduje święta.


A NA ŚWIECIE? KTOŚ JESZCZE GRA NA FORTEPIANIE

Donald Trump nie byłby sobą, gdyby nie zrobił show. Ogłosił porozumienie z AstraZenecą w sprawie cen leków i od razu zaczął wrzeszczeć, że Biden to oszust. Giełdy zareagowały jak zawsze – histerią.

Emmanuel Macron ogłosił, że rezygnuje z pomysłu wprowadzenia języka francuskiego jako obowiązkowego w UE, co uznano za porażkę Francji i sukces alfabetu łacińskiego.

A gdzieś w MIT naukowcy zrobili samonaprawiające się baterie. Tak, naprawdę. W świecie, gdzie politycy nie potrafią nawet naprawić własnych tweetów.


PUENTA DLA ZNUŻONYCH: NAWET HERAKLIT ZATRZYMAŁBY SIĘ NA TĘ SOBOTĘ

Wszystko płynie – mówił Heraklit. Ale sobota 11 października 2025 to dzień, w którym Polska postanowiła nie płynąć z prądem, tylko radośnie rzucać się pod prąd z transparentem „Bóg, Honor i Wyłączenie z Pakietu Relokacji”.

Na wiecu – flaga. W Sejmie – chaos. W Brukseli – konsternacja. A w kraju – niedziela. Czas wytrzeźwieć z emocji.

Bo oto mija sobota. I zostaje pytanie: kto napisze poniedziałek?

Spoiler: zapewne ci sami ludzie, którzy nie zrozumieli soboty.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights