
No i mamy to. Za chwilę będziemy mieli prezydenta. Prawdziwego, z krwi, kości i Instytutu Pamięci Narodowej. Człowieka, który historię zna na wylot (głównie tę jedyną, słuszną, z pieczątką IPN), a PRL widział na TikToku. Karol Nawrocki. Nazwisko jak z listy obecności w klasie maturalnej, a jednak szykuje się na najwyższy urząd w państwie. Może nie od razu do dowodzenia armią (na razie wystarczy, że mu salutują rekonstruktorzy w mundurach z Września ’39), ale do podpisywania ustaw, robienia groźnych min i przemówień, w których pada słowo „Ojczyzna” średnio raz na zdanie.
Czym wyróżnia się pan Nawrocki? Przede wszystkim – niezłomnością. Przetrwał IPN, gdzie był dyrektorem, a potem prezesem. Przetrwał wystawy o żołnierzach wyklętych, pomimo niezliczonych memów. Przetrwał zarzuty o upolitycznienie historii, bo przecież to nie polityka, tylko patriotyzm w wersji hard. Współpracował z Sławkiem Cenckiewiczem, człowiekiem, który uważa, że wszystko, co zrobiliśmy po 1989 to zdrada narodowa. Otacza się typami spod ciemnej flagi, choć oczywiście biało-czerwonej. Swoją drogą, nie wiadomo, czy to prezydent będzie zakładnikiem partii, czy partia jego. Biorąc pod uwagę, że to wszystko przypomina bardziej casting do roli wodzireja w klubie „Orzeł Biały” niż powołanie głowy państwa – mamy poważne powody do niepokoju.
Karol Nawrocki nie lubi gejów, lewaków, feministek i ludzi z własnym zdaniem. Uwielbia za to defilady, mundury, pochodnie i młodzież recytującą Rotę. Wygląda jakby urodził się w patriotycznej tapecie i zasypiał przy dźwiękach hymnu narodowego. Gdyby miał wybierać między Konstytucją a broszurą IPN, nie wahalby się ani sekundy. Dla niego Polska zaczęła się w 966 roku i skończyła w 1939. Reszta to okupacja – raz niemiecka, raz sowiecka, raz… Unii Europejskiej.
Jego kampania? Przypominała raczej wieczorek kombatancki niż nowoczesny wyścig po poparcie. Zero planu, zero wizji, za to mnóstwo odniesień do przeszłości, bohaterstwa, krwi i poświęcenia. Gdyby mógł, przywróciłby narodowe rekolekcje i wprowadził katechezę do Senatu.
Czy będzie atakował rząd? Pewnie. W kooperacji z Ziobrystami, Konfederacją i resztką PiS-u będzie ręcznie sterował narracją: „ratujmy Polskę przed Tuskiem”. Będzie vetował wszystko, co pachnie postępem. Może nawet zakaże rowerów, bo za bardzo lewackie.
A jak reaguje Tusk? Sondaże pokazują, że nie jest tak kolorowo. Naród się niecierpliwi, opozycja w Senacie grymasi, a Hołownia… no cóż, on żyje w osobnym show. Kaczyński? Znowu gra na przeczekanie, ale tym razem może mu wyjść bokiem. Wszyscy liczyli, że będzie gorące lato, a tu się zrobiło zimno od historycznych przemówień Nawrockiego.
Ale spokojnie. Polska przetrwała gorszych. Na razie nowy prezydent będzie miał do dyspozycji mikrofon, długopis i może – z czasem – władzę, ale tylko taką, jaką mu pozwolimy mieć. A że jego zaplecze ideowe przypomina bardziej piwnicę z gadżetami ONR niż Pałac Prezydencki, to może jeszcze nie wszystko stracone.
Więc szykujmy się, rodacy. Będzie uroczyste zaprzysiężenie, będą kwiaty, będą mundury, będą przemówienia o „Polsce naszych ojców”. I będzie on: nowy prezydent IV RP. Karol „IPN” Nawrocki. Człowiek, który ma misję. Misję cofnięcia nas do czasów, gdy edukacja była podejrzana, nauka zdemoralizowana, a patriotyzm nosił glany i łańcuch.
Można tylko westchnąć: „Oby historia nie powtórzyła się jako farsa”. Ale znając Nawrockiego… to będzie raczej kabaret z czołgiem w tle.

Dodaj komentarz