NIECH NAM ŻYJĄ, NASZE CYRKOWE KUKIEŁKI!

Warszawa

W sobotę, kiedy niebo nad Bielejewem było gwiaździste jak spojrzenie posła Mentzena po trzecim występie w TV Republika, odbyło się historyczne spotkanie dziękczynne. Miejsce akcji: stodoła Stefana „Profesora”, którą uprzednio opróżniono z ciągnika, czterech beczek z kapustą i jednego kota z problemami egzystencjalnymi. Temat przewodni: „DZIĘKUJEMY, POLITYCY! ZA IDIOTYZMY, PARANOJE I NIEUSTAJĄCĄ KOMEDIĘ”.

Stacha, w bluzce z napisem „#TeamZandberg – ale z dystansem”, postawiła pierwszą butelkę bimbru na stół, mówiąc: – Pijemy, bo znowu Ziobro gdzieś znika.

Na to Wacek „Kabel”: – On już dawno jest hologramem. Wyświetlają go w Toruniu, między reklamą kremu na bolące stawy a koncertem patriotycznego techno.

Kapusta Janek wzniósł toast: – Za Konfederację! Niech im się sypią sondaże jak Mentzenowi włosy na brodzie, bo już nawet TikTok ich nie chce.

Śmiech wybuchł jak granat argumentacyjny na debacie Brauna z lustrem. Nawet pies CBA, choć zazwyczaj apolityczny, zaszczekał trzy razy – raz na Bosaka, raz na Putina i raz z radości.

Profesor wyjął zeszyt w kratkę, w którym prowadził notatki z bieżących wydarzeń. Zaczął czytać: – Tusk znów mówi z sensem, Nawrocki znów mówi bez. KO coś robi, PiS coś niszczy. PSL kręci się w miejscu tak zawzięcie, że można by nimi napędzać wiatrak.

– A Lewica? – zapytała Stacha. – Lewica, jak zwykle, miała pomysł. Niestety, jak zwykle, był to pomysł na zebranie o 14:00 w poniedziałek. – Profesor westchnął i nalał sobie jeszcze jedną kolejkę.

W tle grało radio. Jakiś redaktor mówił o Trumpie i jego nowym planie reformy świata, który zakładał zbudowanie muru… wokół samego siebie. – Niech go tam zamurują – skomentował Kazio „Traktorzysta”. – Może wreszcie świat zacznie oddychać.

Bo oto Donald – nasz pomarańczowy Napoleon egozmu – zapowiedział, z Białego Domu, z przytupem i zestawem obietnic rodem z folderu reklamowego dla sekt apokaliptycznych. Obiecał zbudować więcej murów, zamknąć więcej granic i odwołać więcej rzeczywistości, niż zdążyła jeszcze zaistnieć. A gdy znudziło mu się grożenie Iranowi i flirt z Putinem, postanowił… kupić Grenlandię. – Bo nic tak nie mówi „stabilność psychiczna” jak próba nabycia lodowca od Duńczyków – rzucił z niedowierzaniem Profesor. – On myślał, że to wersja premium Alaski, tylko bez czarnych.

– Facet ma więcej kompleksów niż PSL stanowisk w powiecie – dodał Wacek.

A z Europy? Tam też nie próżnują. UE postanowiła pokazać Rosji, że Europa to nie tylko sery z pleśnią i normy zakrzywienia ogórka. Nowy pakiet sankcji, jak wieść niesie, ma uderzyć w serce Kremla – czyli w konta szwagrów Putina. – Lepiej późno niż wcale, jak powiedział Stefan, gdy w końcu zrozumiał, że PSL i decyzje to dwa różne byty – rzuciła Stacha.

Węgry za to, pod wodzą Orbána, znów stwierdziły, że demokracja to stan przejściowy między jednym weto a drugim. Viktor uprawia dyplomację jakby grał w bierki – losowo, bez kontaktu wzrokowego i tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Nagle rozległo się pukanie. To Basia przyniosła ciasto i wydrukowany post z Facebooka: „KTO MA KORONĘ, TEN KRÓL. KTO MA ALGORYTM, TEN BÓG.”

– I kto ma TikToka, ten robi politykę – dodała z przekąsem. – A kto nie ma zasięgów, ten wrzuca filmik z wnuczkiem i podpisuje: „Prezes zawsze w sercu”.

Wieczór upływał na wspominkach. O Glapińskim, co drukował pieniądze szybciej niż Wacek Kabel wiesza firanki. O Przydaczu, co się wypowiedział, a nikt nie wie po co. O Cenckiewiczu, co tak długo pisał historię Polski, aż zgubił teraźniejszość. I wreszcie – o samym Nawrockim, który dobiera doradców jakby prowadził casting do telenoweli pod tytułem „Kto dziś powie coś głupszego?”. Jeden od teorii spiskowych, drugi od ubierania się jak PRL-owski dyrektor szkoły, trzeci od mimiki twarzy godnej programu „Zrób minę na niby”.

– Doradzają mu jak trzymać pióro, a nie jak zarządzać telewizją – podsumował Kapusta Janek. – Ale i tak lepiej niż Kurski. Ten to przynajmniej miał tupet. Nawrocki ma tylko notatki.

Punktem kulminacyjnym była ceremonia wręczenia Złotej Cebuli – lokalnej nagrody za największy absurd polityczny. W tym roku trafiła do Braunów dwóch – za całokształt działalności halucynogennej. Statuetkę „pobłogosławiono” symbolicznie, kijem do odganiania głupoty.

– Powinniśmy ją wysłać im pocztą, z bilecikiem: „Do użytku osobistego, nie publicznego” – zasugerował Profesor, mieszając bimber z herbatą.

Na koniec wszyscy wzięli się za ręce (nawet pies CBA łapą kogoś zaczepił) i wspólnie odśpiewali wiejską wersję hymnu politycznego:

„Jeszcze Polska nie zginęła, choć się bardzo stara, PiS ją trzyma za kosteczki, a Konfa za jaja!”

Śmiech, łzy, wzruszenie. Kapusta Janek podsumował: – My tu w Bielejewie nie potrzebujemy Sejmu. Nam wystarczy stodoła, trochę bimbru i aktualna lista idiotyzmów politycznych. A materiału, jak widać, nam nie braknie.

I tak zakończyła się ta noc refleksji, wdzięczności i gromkiego „WY NAPRAWDĘ TAK MÓWICIE?” rzucanego w stronę telewizora. Do następnego spotkania. Bo polityka polityką, ale śmiech to nasz jedyny program, który działa bez przerw w dostawie mózgu.

W międzyczasie za oknem sypał śnieg, jakby niebo też chciało coś przykryć – może wstyd po ostatnich wypowiedziach Putina, może tę globalną pustkę, która rozlała się po świecie jak zupa krem bez przypraw. Ale w stodole, przy ogniu, przy kiełbasie, przy ironii – było ciepło. Była wspólnota. Było Bielejewo. I to, proszę państwa, jest prawdziwa demokracja – chociażby miała śmierdzieć kiszoną kapustą i brzmieć jak toast w ustach Stachy.

Na zdrowie, Polsko. I dzięki za polityków – niech trwają, byle z dala od władzy.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights