NIE LECIMY Z PANEM PREZYDENTEM, CZYLI JAK NIE ZGINĄĆ MIĘDZY TYM, CO ZWISA, A TYM, CO PRZYKLEJONE

Warszawa

Szanowni Państwo,

Wtorek rano, Polska śpi, a Radosław Sikorski już na Florydzie rozdaje uściski, rzuca ciętymi ripostami po angielsku i wręcza Nagrodę Solidarności opozycji kubańskiej, bo tak właśnie wygląda normalna dyplomacja. W tym czasie Karol Nawrocki pakuje walizkę do Waszyngtonu i najwyraźnie gubi instrukcję obsługi do własnego urzędu. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że do USA nie zabiera żadnego przedstawiciela MSZ?

Ani wiceministra. Ani ambasadora. Nawet nikt nie wpadł, że można by przynajmniej zabrać kogoś, kto od czasu do czasu bywa trzeźwy w polityce zagranicznej. Zostali tylko lojalni dworacy z Kancelarii Prezydenta. A jak wiadomo, kiedy otacza cię wyłącznie grono ludzi, którzy słyszą tylko swoje echo, możesz wpaść na pomysły tak wybitne, jak propozycja ustawy zakazującej kompromitacji. Dla innych, rzecz jasna.

Nie żeby MSZ nie chciał. Wiceminister Anna Radwan-Röhrenschef z wdziękiem dyplomatycznym przypomniała, że może prezydent „się jeszcze uczy”. Wtuliła to zdanie w aksamitne formułki, ale w praktyce powiedziała: „Nie zaprosili nas, bo są zajęci rozrysowywaniem mapy myśli politycznej flamastrami po lustrze w łazience”.

Zresztą trudno się dziwić. Karol Nawrocki traktuje prezydenturę jakby to była runda w klatce MMA, a nie funkcja publiczna w ustroju parlamentarnym. Zamiast współpracy z rządem mamy wieczną szarpaninę, przepychanki o prerogatywy i manifestację siły, która przypomina bardziej napinkę na TikToku niż realne działania.

I dlatego dzisiaj warto napisać jedno: dobrze, że jest Radosław Sikorski. Człowiek, który – choć sam nie pozbawiony licznych przymiotów charakteru z pogranicza pychy i brawury – przynajmniej wie, że dyplomacja to nie cosplay Churchilla w remizie. W czasie gdy prezydencka ekipa gotuje się do teatralnego wejścia w Białym Domu, Sikorski spotyka się z Rubio, rozmawia z demokratami i republikanami, szykuje grunt pod realne decyzje.

To jest różnica: jedni jadą, by zrobić sobie zdjęcie z Trumpem. Inni lecą, by bronić interesu Polski.

A Donald Tusk? Tusk to jest ten typ, który może cię przez pół godziny obrażać uśmiechając się uprzejmie. Ten, co na pytanie: „Czy się pan nie boi, że prezydent Nawrocki pana osłabia?” odpowiada: „Nie, ja mu nawet życzę powodzenia”. Tusk to jedyny polski polityk, który umie być ironiczny w sześciu językach jednocześnie, a jego polityczne riposty należą do nielicznych polskich eksportowych towarów klasy premium.

I zanim ktoś powie, że przesadzam z pochwałami: nie. Tusk i Sikorski są nie tyle świętymi, co przynajmniej świadomymi. Wiedą, że świat to nie złudzenie, że każdy zamach na zdrowy rozsądek kosztuje więcej niż inflacja w Turkmenistanie, i że polityka zagraniczna to nie serial, w którym bohater rzuca „zrobimy to po swojemu” i wszystko się udaje.

Z kolei w Pałacu Prezydenckim powiało klimatem produkcji klasy B. Rzecznik prezydenta – pan Leśkiewicz, równie elegancki co złośliwy – uznał, że instrukcja z MSZ dla prezydenta to „żart”. Cudownie. Czyli równie dobrze prezydent mógłby jechać do USA z śpiewnikiem harcerskim i płytą Ich Troje. W końcu wszystko jedno, co powie, i tak potem jego ludzie uznają, że zrobił to „w imieniu wszystkich Polaków z przeszłości i przyszłości”.

Na tym tle warto odnotować jeszcze jedną rzecz: nowy sondaż. KO i PiS idą łeb w łeb, ale to PiS miałby więcej mandatów. Dziękujemy, archaiczna ordynacjo wyborcza i geograficznemu rozkładowi głosów! Konfederacja na trzecim miejscu, Lewica na czwartym. Cała reszta – PSL, Polska 2050, Razem – wypadła za burtę. Najwyraźniej wyborcy mają dość politycznych wariacji w stylu „wszyscy przeciw wszystkim, a potem wspólnie w koalicji”.

A tymczasem Jarosław Kaczyński – tak, ten sam, co ostatnio unika debat, mikrofonów i promieni słonecznych – odpowiada Danucie Wałęsie zdjęciem znad jeziora. Z napojem w ręku i czapką z daszkiem, wygląda jakby właśnie planował odbudowę IV RP za pomocą memów i nostalgii. Brudziński pisze, że lepiej wypić piwo z prezesem niż z Mentzenem. Tak, bo wszyscy wiemy, że jeśli chodzi o świeżość i młodzieżowy wdzięk, to prezes Kaczyński jest absolutnym liderem TikToka.

Ale spokojnie. Dzisiaj jeszcze mamy Sikorskiego w Miami. Jeszcze mamy Tuska, który rozumie, że czasy się zmieniły i że w polityce trzeba mieć nie tylko charakter, ale i kalendarz.

Bo jeśli dalej pozwolimy, by politykę zagraniczną robiono z poziomu Instagrama i monologu z „Chłopaków z ferajny”, to za chwilę obudzimy się z Trumpem w jednej ręce, a z karteczką z IPN-u w drugiej.

A świat będzie się śmiał. Tak jak my się śmiejemy dzisiaj.

Z trwogą, ale jednak. Bo inaczej się nie da.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights