NIE IDZIEMY W DOBRYM KIERUNKU, BO NAWROCKI ZGUBIŁ MAPĘ — CZYLI KOLEJNY ODCINEK SERIALU „PREZYDENT KONTRA RZECZYWISTOŚĆ”

Warszawa

Prezydent Karol Nawrocki znów przemówił. A kiedy Nawrocki przemawia, powietrze gęstnieje tak, jak gdyby ktoś otworzył okno na muzeum zimnej wojny. Tym razem jego ofiarą retoryczną padł nowy marszałek Sejmu — Włodzimierz Czarzasty. Człowiek, który po prostu wykonuje polityczną robotę, ale w oczach prezydenta urasta do rangi duchowego następcy Lenina w garniturze z Vistuli.


NAWROCKI, CZŁOWIEK, KTÓRY WSZĘDZIE WIDZI KOMUNIZM (NAWET W TALERZU FLAKÓW)

W rozmowie z Radiem Wnet prezydent oznajmił, że nie ucieszył się z wyboru Czarzastego. To tak, jakby powiedzieć, że nie przepada za deszczem — niby nikt nie przepada, ale niektórzy potrafią się powstrzymać przed dramatycznym monologiem o końcu cywilizacji.

„Prezydentem Polski jest antykomunista i były prezes IPN, a marszałkiem postkomunista” — wyznał Nawrocki, jakby ujawniał personalny skład nowej edycji „Big Brothera: PRL Edition”.

Słysząc to, człowiek ma ochotę zapytać: Czy prezydent ma może aplikację, która pokazuje mu procent komunizmu w powietrzu? Jak jakościomierz, tylko z marksizmem.


CZARZASTY — CZŁOWIEK, KTÓRY PRZESZEDŁ PRZEZ HISTORIĘ, ALE NIE DAŁ SIĘ JEJ ZJEŚĆ

Czarzasty, jak wiadomo, był w PZPR — podobnie jak pół klasy politycznej urodzonej przed 1960 rokiem. Tyle że nigdy nie pełnił tam żadnej ważnej funkcji. Był jak statysta w filmie, w którym i tak wszystkim kręcili Gierek i Jaruzelski.

Ale dla Nawrockiego to idealny pretekst, by jeszcze raz uruchomić ulubiony laser IPN-u: „WYKRYTO ŚLADY POSTKOMUNIZMU”.

Posłowie PiS-u wyszli z sali sejmowej, skandując „precz z komuną”, co brzmiało jak rekonstrukcja historyczna, ale bez budżetu i reżyserii. Efekt końcowy? Gdyby PRL naprawdę wracał, nikt nie musiałby o tym krzyczeć — wystarczyłaby kolejka po mięso.


NIE IDZIEMY W DOBRYM KIERUNKU — CZYLI NAWROCKI ODRYWA SIĘ OD ZIEMI

Prezydent ponownie zapowiedział, że Polska nie idzie w dobrym kierunku. Oczywiście — w jego narracji kierunek dobry to ten, w którym to on wyznacza drogę, znaki i sygnalizację świetlną.

Paradoks polega na tym, że Nawrocki widzi „zły kierunek” zawsze wtedy, gdy nie jedziemy jego politycznym autokarem, tym z PRL-em w roli straszaka, Ziobrą w roli pasażera na gapę i Manowską jako przewodniczką wycieczki.


TUSK ODPALA „PLAN DOMAŃSKIEGO”, A NAWROCKI ODPOWIADA „PLANEM DRAMATU”

Podczas gdy rząd pracuje nad programem Innovate Poland — potężną inwestycyjną maszyną na wzór francuskiego planu Tibiego — prezydent koncentruje się na wewnętrznym monologu o duchach komunizmu.

Rząd mobilizuje miliardy w PFR, BGK, PZU i funduszach inwestycyjnych, żeby pchnąć Polskę w przyszłość. Nawrocki mobilizuje fleki butów, żeby tupać na konferencjach.

To tak, jakby obok programu kosmicznego NASA stał pan, który krzyczy, że loty w kosmos są złe, bo „gdzieś tam musi czaić się komuna”.


PREZYDENT SPOTYKA MANOWSKĄ I ŚWIĘCZKOWSKIEGO — CZYLI ZLOT FANÓW STAREGO PORZĄDKU

Spotkanie prezydenta z prezesami SN i TK wyglądało jak narada trójki ludzi, którzy nie mogą pogodzić się z tym, że Polska ruszyła i to bez nich.

Tematem rozmów były „praworządność i wymiar sprawiedliwości”. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, co narada lisów w sprawie bezpieczeństwa kurnika.

Odmowa nominacji 46 sędziów? To dopiero preludium. Nawrocki zapowiedział, że nie awansuje żadnego sędziego, który kwestionuje jego konstytucyjną wszechmoc.

To jakby stacja benzynowa odmówiła tankowania komuś, kto nie wierzy w świętość węża paliwowego.


PROJEKT KRS NAWROCKIEGO — REFERENDUM O TYM, CZY REFERENDUM MA SENS

Prezydent szykuje własny projekt ustawy o KRS. Jeśli Sejm go nie przyjmie — urządzi referendum.

Oto urok demokracji według Nawrockiego: jeśli nie idzie po jego myśli, urządza plebiscyt w stylu średniowiecznego wiecu, licząc, że tłum zagłuszy argumenty.

Problem polega na tym, że europejskie trybunały i prawo unijne mają zero tolerancji dla „referendów o faktach”. Nie da się przegłosować, że 2+2=5 ani że neoKRS była legalna.

Nie da się też przegłosować, że komunizm siedzi w Czarzastym. Przynajmniej nie w XXI wieku.


POLSKA 2050 W ROZGARDIASZU — HOŁOWNIA, KTÓRY SIĘ SAM PRZECHYTRZYŁ

W tle całej opery absurdu mamy dramat obyczajowy partii Szymona Hołowni. Po oddaniu stanowiska marszałka partia została — mówiąc delikatnie — z niczym.

Miała być umowa ustna o wicepremierze. Potem okazało się, że może była, a może nie była. A teraz Tusk robi to, co robi każdy rozsądny dorosły: czeka, aż emocje opadną i sprawdzi, kto w ogóle trzyma stery w tej partii.

To trochę jak w rodzinie, gdzie jedna osoba twierdzi, że „na pewno mówiłeś, że możemy wziąć tego psa”, a druga odpowiada: „nie przypominam sobie, był to dzień grilla, wszyscy byli zmęczeni”.


ZAKOŃCZENIE: NARÓD PATRZY, RZĄD PRACUJE, A NAWROCKI WIECZNIE WALCZY Z CIENIAMI

Wszędzie wokół: reformy, zmiany, miliardy inwestycji, uporządkowanie sądów, stabilizowanie koalicji.

A pośrodku tego wszystkiego Nawrocki — jak samotny bohater filmu, którego nikt nie ogląda — walczy z postkomunizmem, który istnieje już tylko w jego wyobraźni i w kilku archiwach IPN.

Polska naprawdę nie idzie w złym kierunku. To Nawrocki patrzy w złą stronę — wstecz.

I najwyższy czas, żeby ktoś mu powiedział, że lustro to nie okno na rzeczywistość.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights