Nawrocki przemawia, Trump milczy, Tusk się gubi – a Polska ponownie podrywa myśliwce

Warszawa

Sobotni poranek. Teoretycznie weekend. Teoretycznie Wimbledon, Iga, truskawki i śmietanka. A jednak nie. Bo Polska znów poderwała myśliwce, Trump zapowiedział, że coś się wydarzy, a prezydent elekt Karol Nawrocki w Chełmie apelował do Wołodymyra Zełenskiego z taką powagą, jakby właśnie ogłaszał krucjatę.

Zacznijmy jednak po kolei. Bo mamy tu materiał na operę narodową – może nawet trylogię z elementami groteski, thrillera politycznego i historycznego musicalu w jednym.

Scena I: Chełm, czyli teatr historyczno-pomnikowy

Karol Nawrocki, nasz przyszły lokator Pałacu Prezydenckiego, pojawił się w Chełmie, by wygłosić coś na kształt kazania narodowo-patriotycznego z elementami męczeństwa. Był patos, była martyrologia, były krzyże i groby. Przemówienie do Ukraińców, do Zełenskiego, do ambasadora, do Boga i do historii. Każde zdanie brzmiało jak wstęp do filmu z Janem Englertem w roli głównej.

Nawrocki nie byłby sobą, gdyby nie przypomniał, że „nie ma narodów wybranych do przeżywania swojego cierpienia”, po czym uroczyście zapewnił, że Polacy będą pamiętać, a on będzie mówił głosem ofiar. Nie będzie żadnych zmiłuj. Nie ma, nie będzie i niech tylko spróbuje ktoś zaproponować pojednanie bez pełnoskalowych ekshumacji.

Problem w tym, że Ukraina właśnie przeżywa coś znacznie bardziej aktualnego niż rzeź sprzed 82 lat – codzienne bombardowania, śmierć ludzi, miasta zamienione w ruiny. Ale Karol ma inny plan: najpierw prawda historyczna, potem może pomoc humanitarna.

Zełenski zapewne spojrzał w kalendarz, zorientował się, że to nie 1939, i westchnął. Przypomniał sobie, że Polacy i tak stawiają mu warunki, gdy ten próbuje utrzymać państwo przy życiu. Jakby do tonącego w kajaku ktoś krzyczał z brzegu: „Ale przeproś najpierw za tamto sprzed wojny, bo inaczej nie rzucimy ci kamizelki ratunkowej.”

Scena II: Warszawa, czyli upadek koalicji z rozmysłem

Podczas gdy Nawrocki rozdaje moralne certyfikaty, w Warszawie trwa kolejna odsłona dramatu „Koalicja 15 października”. Donald Tusk próbuje ogarnąć rekonstrukcję rządu, która przypomina próbę ułożenia puzzli, z których połowa przedstawia Kaczyńskiego, a druga – rozbitą Polskę 2050.

Szymon Hołownia, jeszcze niedawno złote dziecko polityki, dziś przypomina samotnego jeźdźca, który popełnił śmiertelny grzech: rozmawiał z Kaczyńskim. I to nie raz. Tusk, który wybacza wolno, a pamięta długo, już przymierza się do odstawienia Hołowni na boczny tor historii. Podobno w planach jest rekonstrukcja rządu złożonego wyłącznie z ludzi lojalnych. Czyli tych, którzy kiwają głową, nawet gdy premier każe im klaskać w deszczu. I słusznie!

Koalicja przypomina stary dywan – niby się trzyma, ale każdy krok wywołuje nową falę trzasków. Konfederacja zacierając ręce, PiS uśmiechnięte jak u dentysty na urlopie, patrzą i czekają, aż Tusk się potknie. Albo wyjedzie do Brukseli, zostawiając nam Radka Sikorskiego na osłodę.

Scena III: Niebo, czyli NATO kontra Drony

Podczas gdy politycy kłócą się o przeszłość, myśliwce znowu w powietrzu. Bo Rosja postanowiła umilić sobotę zmasowanymi atakami na Ukrainę. Drony Shahed spadły na Lwów, Łuck, Charków, a Polacy znów mieli pobudkę w stylu „wyją syreny, podrywaj F-16, niech Putin wie, że nie śpimy”.

To już niemal rytuał. Co kilka dni NATO robi przegląd sił powietrznych, Rosja przypomina, że żyjemy w cieniu wojny, a Ministerstwo Obrony oznajmia, że wszystko wróciło do normalnej gotowości. Problem w tym, że „normalna gotowość” to obecnie stan permanentnego napięcia, w którym nawet balon meteorologiczny wywołuje tachykardię u dowództwa operacyjnego.

Scena IV: USA, czyli „coś się wydarzy” Trumpa

Donald Trump, wielki bohater i wróg demokracji jednocześnie, obiecał, że „coś się wydarzy”. Ale nie teraz. W poniedziałek. W międzyczasie ogłosił, że jest „rozczarowany Putinem”, co w jego języku znaczy mniej więcej tyle, co „poczekam, aż zbombarduje jeszcze jeden szpital”.

W czasie, gdy Biden czyta raporty o Ukrainie, Trump uprawia grę wstępną z Moskwą i wysyła niepokojące pomruki. Jego „ważne oświadczenia” to już gatunek satyryczny sam w sobie – zapowiedź bez treści, obietnica bez puenty. A wszystko podlane narcyzmem wielkości imperium.

Scena V: Braun, czyli wersja narodowa trollingu cyrylicą pisana

Grzegorz Braun – człowiek, który zamienił negacjonizm w polityczną strategię – ogłosił, że komory gazowe w Auschwitz to fake. Jego występ mógłby służyć jako materiał szkoleniowy z dezinformacji. I to nie dla uczniów, ale dla agentów GRU.

Kaczyński co prawda się oburzył, ale zrobił to z gracją człowieka, który potępił spalenie budki strażniczej… siedem lat po zdarzeniu. Braun, mimo fali krytyki, nadal chodzi wolny i zyskuje popularność. Gdyby miał jeszcze zdolność kredytową, mógłby kupić TVP i zmienić nazwę na „Gazeta Wojenna Narodowa”.

Scena VI: Kościół, granica, referendum i narodowa pamięć selektywna

Jarosław Kaczyński w międzyczasie zbiera podpisy pod referendum o migrantach i domaga się zakazu wjazdu dla ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu. Oczywiście w imię bezpieczeństwa, tradycji i „czystej Polski”. Gdyby mógł, wprowadziłby także zakaz wjazdu dla ironii, empatii i kolorowych swetrów.

A episkopat? Milczy. Może czeka na lepsze notowania w CBOS. Bo według tego sondażu, Polacy wciąż lubią Koalicję Obywatelską, ale nie za bardzo, a PiS nie znoszą, ale mogą znów zagłosować. Słowem – jest stabilnie. Czyli jak zawsze – w oparach absurdu i sondażowych paradoksów.


Epilog: Polska, czyli kraj z przeszłością i bez planu na przyszłość

Siedzimy więc w sobotę, z pilotem w ręku, gotowi kibicować Idze Świątek, ale zamiast sportu dostajemy kolejny odcinek reality show „Polska 2025”. Z pomnikami, dronami, trupami, apelami i referendum o niczym.

A w tle – Donald Tusk, który próbuje ogarnąć chaos, Nawrocki, który próbuje cofnąć czas, Kaczyński, który próbuje cofnąć Europę, i Trump, który próbuje się nie wysypać bez gry w golfika. W tym wszystkim – my. Społeczeństwo pomiędzy grobem a rekonstrukcją.

Czy przetrwamy?
Oczywiście.
Czy z sensem?
To już zupełnie inna sprawa.

Z ironią, gniewem i nadzieją,
Wasz Bielejewski – sobotni kronikarz rozpaczy i groteski.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights