




Wakacyjna aura sprzyja politycznemu grillowaniu – i nie chodzi tylko o karkówkę na Mazurach. Premier Donald Tusk postanowił dorzucić do ognia własny rząd. Czas na rekonstrukcję! Problem w tym, że kadrowa ławka PO nie przypomina nawet ławki – to raczej rozklekotany taboret po babci, który trzeszczy przy pierwszej próbie siadania.
Tusk znika. Szłapka gada. Naród wzdycha.
Premier zniknął. Może pisze nową książkę, może odpoczywa od ludzi, może po prostu nie chce widzieć własnych ministrów. Jego miejsce w mediach zajął Adam Szłapka – rzecznik rządu, który z zapałem wyjaśnia, że wszystko idzie dobrze, tylko wyborcy nic nie rozumieją. Typowy przekaz: to nie my jesteśmy nieudolni, to wy jesteście zbyt wymagający.
Tymczasem rekonstrukcja wciąż „w proszku”. „Wiele osób ponoć nie chce wchodzić do tego rządu” – pisze Michał Kolanko. I trudno się dziwić. To jakby ktoś zapraszał do tonącej łódki z tekstem: „Na razie przecieka tylko z trzech stron!”.
Kto zastąpi Leszczynę, Bodnara i resztę? Ktokolwiek. Byle żył.
Na liście potencjalnych ofiar rekonstrukcji znajdziemy m.in. Izabelę Leszczynę – minister zdrowia, która zasłynęła głównie walką z woreczkami nikotynowymi i tym, że nikt nie wie, co właściwie robi. „Mam jeszcze dużo do zrobienia” – zapewnia. Pytanie tylko: gdzie? W ministerstwie czy w aptece?
Na giełdzie nazwisk nie ma nikogo konkretnego. Kilka miesięcy temu pojawili się Bartosz Arłukowicz i jakaś senatorka, ale od tego czasu zapadła głucha cisza. Może więc czas na casting? Zasady są proste: jeśli oddychasz i potrafisz powiedzieć „robimy reformy”, masz duże szanse. Mile widziane: własny garnitur i brak konta na Twitterze.
Szymon Hołownia – polityczny kot z dziewięcioma życiami. Użył już ośmiu.
Marszałek Sejmu walczy o przetrwanie. Po spotkaniu z Kaczyńskim i Bielanem, jego notowania poleciały szybciej niż dron nad Białorusią. Hołownia zapewnia, że wszystko zaplanował i idzie „długofalowo”. Niestety, fala najwyraźniej jest odpływem.
Media mówią o politycznym „zombie” – to może krzywdzące. Zombie przynajmniej wzbudzają emocje. A Szymon? Nikt już nie pamięta, z jakiej jest partii. Ale pamiętają, że raz chciał zostać prezydentem, potem premierem, a dziś odgrywa marszałka w tragicomedyjce pt. Zgromadzenie Narodowe i inne nieporozumienia.
Duda pisze książkę, ułaskawia Bąkiewicza i szuka sensu w życiu.
Prezydent Andrzej Duda, w ramach pożegnania z urzędem, postanowił ułaskawić Roberta Bąkiewicza – znanego narodowca i jeszcze bardziej znanego krzykacza. To gest ciepły, brunatny i głęboko niepokojący. Jedni twierdzą, że to uderzenie w państwo prawa. Inni, że to inwestycja w przyszłość – bo jak wiadomo, Duda lubi sobie coś ułaskawić na zapas.
A przy okazji – prezydent zapowiedział książkę. Zapewne autobiografię, może z nutką fantasy. Tytuł roboczy: „Jak być prezydentem i nikogo nie zdenerwować”. Promocja już ruszyła: wystarczy włączyć dowolny program w TVP. Duda – wbrew powszechnym plotkom – nie wycofał się z życia politycznego. On po prostu nie zdążył w nim zaistnieć.
Braun, Korwin, KOBRA – Liga Dżentelmenów Skandalu
Na skrajnej prawicy trwa kabaret o strukturze hydry. Grzegorz Braun ogłosił, że nie potrzebuje już Janusza Korwin-Mikkego. Ten drugi się obraził, ale jak zawsze – tylko trochę. Ich wspólna partia KOBRA (Korwin + Braun) nie powstanie, ale sama nazwa zdążyła przejść do historii jako najkrótszy polityczny żart tego roku.
Braun dalej marzy o Sejmie, a może i o gabinecie premiera. Tymczasem prokuratura bada, czy jego wypowiedzi o komorach gazowych to już kłamstwo oświęcimskie, czy jeszcze tylko „wolność słowa w interpretacji alternatywnej”.
Platforma i sztuka znikającego sukcesu
Rząd Tuska ma osiągnięcia. Ale nikt o nich nie wie. Minister finansów odzyskał środki z KPO? Cisza. Podwyżka emerytur? Cisza. Reforma podatkowa? Cisza i grobowa atmosfera. Gdyby premier wygrał szóstkę w totka, Adam Szłapka wrzuciłby tweeta: „Premier zrealizował cel strategiczny w obszarze rozwoju kapitału indywidualnego”.
W PiS wiedzieli, jak sprzedać sukces. Beata Szydło stworzyła „dobrą zmianę”, Morawiecki opowiadał bajki o innowacyjnej gospodarce, Błaszczak organizował konferencję codziennie, nawet gdy nie miał nic do powiedzenia. A dziś? Kosiniak-Kamysz jest szefem MON, ale nikt tego nie zauważył – łącznie z nim samym.
Rządowa komunikacja? Raczej pantomima.
Ekipa Donalda Tuska to komunikacyjne origami – coś złożone, coś ładne, ale kompletnie nie wiadomo, co to jest. Nikt nie wie, kto czym się zajmuje, a nawet jeśli ktoś coś zrobił, to informacja ta ginie gdzieś pomiędzy awanturą o woreczki nikotynowe a kolejnym felietonem Michała Kolanki o tym, że “coś się dzieje, ale nikt nie wie co”.
Wciąż nie potrafimy dowiedzieć się, co rząd robi dobrze, bo on sam tego nie mówi. A jeśli nie mówi, to mówi za niego Konfederacja, PiS i Grzegorz Braun. I wtedy nawet dobry projekt – jak ustawa o tanich mieszkaniach – wygląda jak promocja w sklepie „Wszystko po 5 zł”, tylko z dopiskiem: „niedostępne w twoim województwie”.
Podsumowanie: Wróżba z fusów i marszałka
Czy rekonstrukcja coś zmieni? Może. Ale tylko wtedy, gdy ktoś z PO znajdzie jeszcze kogoś, kto nie jest skompromitowany, kompletnie nieznany albo właśnie nie planuje wyjazdu na narty.
Jeśli więc masz:
- własny garnitur,
- nieprzeterminowaną legitymację wyborczą,
- oraz minimum trzy znajomości na poziomie wojewódzkim,
zgłoś się do Donalda Tuska. Bo jeśli rząd sam siebie nie uratuje, to Hołownia mu nie pomoże. Nawet jeśli premier powie, że trzeba zrobić zamach stanu. A przecież coś trzeba robić. Chociażby ironizować.
P.S. Tusk siedzi sam na ławce rezerwowych. Ale przynajmniej nikt mu nie przeszkadza.

Dodaj komentarz