NADCHODZI ERA KARTONU: NAWROCKI, KONFEDERACI, DUDA I INNI PRZYPADKOWI LUDZIE Z TELEWIZORA

Warszawa

Kiedy historia Polski lat 20. XXI wieku trafi do podręczników, dzieci będą czytać o tym okresie jak o alternatywnej wersji „Ucha Prezesa” pisanej przez twórców „Czarnobyla”. Bo oto nadszedł czas, gdy prezydentem został człowiek z teczką Instytutu Pamięci Narodowej, Konfederacja przejęła rolę szalonych narratorów rzeczywistości, a Andrzej Duda przegrał… z rzeczywistością i sądem.

Tak, Andrzej „wiecznie na nartach” Duda przegrał nie tylko szacunek, ale też coś znacznie bardziej bolesnego: postępowanie sądowe. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że jego decyzja o przeniesieniu sędziego Grzegorczyka do nowej Izby Odpowiedzialności Zawodowej była nie tylko kiepska, ale wręcz niezgodna z prawem, konstytucją i prawem unijnym. Czyli klasyk w wykonaniu obozu, który przez lata uważał Konstytucję za instrukcję obsługi pralki — coś, co się ignoruje, póki nie cieknie.

Wyrok sądu to jakby ktoś napisał: „Prezydencie, jesteś już tylko historyczną notatką pod zdjęciem z kaskiem narciarskim.” A przecież jeszcze niedawno Duda z zapałem podpisywał wszystko, co mu przyniesiono, jak uczeń na lekcji religii. Teraz – proszę bardzo – WSA mówi mu „stop”, a NSA potwierdza. Duda, który zwykł mówić: „mam prerogatywy”, musi się teraz zadowolić „mam pozew”.

Karol Nawrocki – czyli „prezydent z łapanki”, wersja deluxe

Na tej zgliszczowej glebie politycznej wyrósł Karol Nawrocki, człowiek, który do dziś wygląda, jakby nie mógł uwierzyć, że to wszystko nie jest pomyłką. Z głębi IPN-owskich szuflad i martyrologicznej pasji, awansował na głowę państwa – głowę, dodajmy, raczej ozdobną, z plastiku, ale dumnie noszoną.

Nawrocki wchodzi do Pałacu jak gość, który wygrał konkurs SMS-owy w „Pytaniu na Śniadanie”. I od razu zapowiedział reformy. Szybkie, konkretne, z tabelką! Oczywiście chodzi o emerytury, bo nic tak nie przyciąga uwagi, jak obietnica +150 zł brutto, czyli wystarczająco dużo, by seniorzy mogli kupić większy słoik ogórków i nową gazetę, która znów obieca im, że Polska wstaje z kolan.

Ale to nie wszystko. W tle słychać meblowanie nowego dworu. Nawrocki dobiera ekipę doradców z taką finezją, jakby robił zakupy z listy, którą ktoś mu wkleił z Twittera. Wśród nazwisk: zięć Dudy, brat Bodnara, syn generała – czyli komplet rodzinnego „Monopoly”, w którym pionki rozdaje nepotyzm, a kostką rzuca bezczelność.

Mentzen i Braun – czyli kabaret polityczny 2027

Jakby tego było mało, sondaże pokazują, że Konfederacja – ten ideologiczny Frankenstein zszyty z memów, libertarianizmu i halucynacji o monarchii – może odegrać kluczową rolę w tworzeniu przyszłego rządu. Nie, to nie jest żart. Polacy (albo ktoś w ich imieniu) stwierdzili, że najlepszym pomysłem będzie oddać ster państwa ludziom, którzy najpierw zlikwidują podatki, potem państwo, a na końcu wyłączą prąd, bo „państwowy”.

Mentzen – w roli samozwańczego ministra finansów bez podatków – chodzi po mediach, opowiada bajki o „wolnym rynku” i „dobrowolnym ZUS-ie” z miną, jakby właśnie wymyślił koło. Tymczasem Grzegorz Braun, zawsze gotów podpalić świecę i konstytucję, zgłasza gotowość do przejęcia MON, MSZ i być może także Ministerstwa Magii, jeśli tylko ktoś mu pozwoli.

Wojsko, biskupi i MSZ – czyli rubaszne piekło instytucji

Oczywiście, nie tylko politycy próbują ukraść show. Wojsko też chce grać pierwsze skrzypce. A konkretnie – skrzypce dziedziczone. Kosiniak-Kamysz – człowiek, który kiedyś był lekarzem, ale teraz prowadzi szkołę średnią dla generałów – awansuje ludzi z drzewka kontaktów, nie z drzewka decyzyjnego. I nie chodzi o to, że wojskowi nie są zdolni – po prostu większość nominowanych miała z generałem więcej wspólnego przez geny niż przez działania na poligonie.

A na scenę wchodzą biskupi – z cytatami Potockiego i homiliami, które brzmią jakby były pisane przez administratora grupy „Prawdziwi Polacy bez cenzury 18+”. MSZ, którego rolą było do tej pory wysyłanie depesz i robienie zdjęć z flagą, nagle budzi się i z wielką pompą wysyła notę protestacyjną do Watykanu. Efekt? Biskupi wzruszają ramionami, MSZ wychodzi na obrażoną pannę młodą, a Watykan pyta, czy to nie spam.

Ks. Kobyliński, filozof z dyplomem w ironii stosowanej, mówi, że MSZ wygłasza kazania, a Radosław Sikorski sugeruje, żeby biskup zrzucił sutannę i zapisał się do PiS-u. Krótko mówiąc: surrealizm poziomu Salvador Dalí na kwasie.

I co dalej?

Polska dryfuje. Na mostku: Nawrocki, patrzy w tabelki. Obok Mentzen, który pyta, ile można sprzedać VAT-u na kilogramy. Duda macha z daleka, już tylko jako anegdotyczna postać, która chciała być mężem stanu, a wyszedł mu żyrandol.

Tusk siedzi cicho. I dobrze. Niech siedzi. Czasem najlepsze, co może zrobić rozsądny człowiek, to nie przerywać przeciwnikowi, gdy ten wbija sobie widelec w oko.

Tak czy inaczej – jazda trwa. Polska polityczna to dziś kino 5D: wszystko się rusza, śmierdzi popcornem, a z sufitu cieknie coś, co organizatorzy nazwali „symulacją prawdy”.

Wszyscy jesteśmy w tej sali. Nikt nie ma biletu. I wszyscy siedzimy w pierwszym rzędzie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights