

zapisany rankiem przez komentatora spod sklepu w Bielejewie, gdzie polityka miesza się z piwem, a logika z wędzonką
W sobotę o świcie, kiedy kogut Mietka jeszcze myślał o pianiu, a Zenek miał już dwa Żubry i śledzia w przewodzie pokarmowym, Polska poderwała myśliwce. Serio. Na Ukrainie znowu spadło piekło, a u nas – klasycznie – spadł tylko korek od butelki. Telewizor u Bożeny wypluł wiadomość, że Rosjanie znów się rozbestwili, a nasze F-16 zerwały się w niebo jak Grażyna z 800+ po otwarciu Pepco.
I teraz pytanie: co my tu w Bielejewie mamy z tego wszystkiego? Ano, ciśnienie. Ciśnienie i refluks. Bo jak mówią chłopy: „Kiedy latają myśliwce, to znaczy, że ktoś nie śpi. A my lubimy spać, przynajmniej do dziewiątej.” Ale spokojnie – Dowództwo Operacyjne RSZ zapewnia, że wszystko pod kontrolą, że nasze „siły i środki” osiągnęły gotowość”. A my, na przystanku PKS, z piwem i kabanosem, też osiągnęliśmy – gotowość do patrzenia, jak wszystko idzie w diabły.
Putin, ten wysuszony agent chaosu, znowu bawi się w bombardowanie, jak dzieciak w Minecrafta. Problem w tym, że ofiary nie są pikselowe. Tu chłopy już nawet nie klną – tylko wzdychają, jakby widzieli rachunek za prąd po trzech tygodniach suszenia grzybów. Nawet Stasiek, który przez 15 lat głosował na PiS, teraz przyznał, że Putinowi to on by chętnie na chałupę nasłał kleszcze i doradców z Ordo Iuris.
A propos politycznych pasożytów – u nas w Bielejewie politykę się rozbiera do bielizny i ocenia jak cielaka na targu.
Braun? Ten to już nawet nie polityk. To mobilna apokalipsa w ludzkim futerale. Raz gasi świeczkę, raz neguje Holocaust, raz krzyczy o masońskim spisku kiszonej kapusty.
I co na to PiS? Kaczyński popatrzy, westchnie, pomacha palcem i obwini Tuska. Bo u niego wszystko to Tusk. Nawet jak się znajdzie spleśniały serek w lodówce – to pewnie przez Donalda.
Tusk zresztą trzyma się jeszcze. W Bielejewie ma opinię ostatniego człowieka, który przynajmniej zna alfabet. Wiadomo, trochę zmęczony, trochę siwy, ale jak trzeba, to stanie przy mikrofonie i nie zacznie od „Szanowni państwo, Polsko! Ojczyzno moja!” tylko powie wprost, że jest źle, a będzie gorzej. I za to go tu lubią – za szczerość, za brak żenady i za to, że nigdy nie przytulał się do Bąkiewicza.
A ten, swoją drogą, dostał od Dudy ułaskawienie. Bo w Polsce jak jesteś normalny – musisz się tłumaczyć. A jak robisz burdy i jesteś narodowcem z kapustą zamiast mózgu – to prezydent cię rozgrzeszy. Andrzej Duda, którego kadencja minęła jak sraczka po grzybach, zostawił po sobie między innymi Bąkiewicza na wolności i czkawkę konstytucyjną.
A potem przyszedł Karol Nawrocki. I nagle prezydentura to nie urząd, tylko estradowe stanowisko komentatora historycznego. Nawrocki ogłosił, że będzie „aktywnym przeciwnikiem rządu” – jakby rząd był drużyną z FIFA 2004, a on miał pada i traumę po liceum.
Hołownia? Bufon, który myli moderowanie „Mam Talent” z moderowaniem debaty sejmowej. Obiecuje nową jakość, a wygląda jak człowiek, który zgubił się w instrukcji do Thermomixa. Najpierw mówi, że trzeba być przyzwoitym, potem głosuje z Konfederacją, a potem się dziwi, że ludzie patrzą na niego jak na pomnik moralnego rozczarowania.
PSL? W Bielejewie znani są lepiej niż proboszcz – a mają mniej zasad. Kosiniak-Kamysz to taki polityczny gołąb weselny: ładny, łagodny, ale jak trzeba – to narobi na marynarkę i poleci do innej panny. Człowiek, który rozwiódł się i ożenił ponownie, ale innym każe żyć w zgodzie z nauką kościoła z lat 50. PSL to partia wójtów, burmistrzów, sekretarzy gminnych komisji ds. gnojowicy i prezesów od wszystkiego. Chcą być blisko ludzi, ale głównie takich z uprawnieniami do podpisywania przetargów.
Lewica? Tu w Bielejewie patrzy się na nich jak na weganina na grillu – z zaciekawieniem, ale i z niepokojem. Niby mają rację, niby mówią mądrze, ale jak przychodzi do działania, to albo nie mają wideł, albo nie chcą ich używać. Co z tego, że mają dobre postulaty, skoro nikt ich nie czyta, bo nie ma tam memów, wrzasku i grzania się przy jakimś symbolicznym konflikcie?
A granice? A migranci? U nas pracują chłopaki z Uzbekistanu, z Bangladeszu i nawet z Egiptu. I co? I dobrze. Bo przychodzą, robią, dziękują. Lepsi niż polscy politycy – ci tylko gadają i kombinują, jak się nie narobić, a nachapać. W Bielejewie imigrant to sąsiad, który potrafi odśnieżyć przed sklepem i nie pyta o dopłaty z KPO. I jak mówi Franek: „Niech Niemcy nas nie pouczają, myśmy już granice przeżyli. Teraz potrzebujemy tylko świętego spokoju i kogoś, kto wie, jak używać łopaty”.
A tymczasem w Brukseli – nowi komisarze. Jeden do spraw migracji, drugi do spraw Morza Śródziemnego. Brzmi jak układ z bajki, ale bez morału. Austriak bez doświadczenia i Chorwatka z ambicją, mają rozwiązać kryzys, który przypomina robaka z trzema głowami – każdy ciągnie w inną stronę, a z tyłu Rosja i Chiny chichoczą, bo znają wszystkie nasze hasła do konta.
UE będzie inwestować w kraje, które działają według zasady: „Weź pieniądze, nie rób nic i udawaj, że to reforma”. Libia, Maroko, Egipt – tam zamiast procedur jest dym z fajki i uśmiech z zawartością pięciu procent etyki. Ale cóż – Europa potrzebuje gazu, taniej siły roboczej i złudzenia, że to wszystko jeszcze ma jakiś sens.
I jak tu nie być cynikiem? Jak nie siedzieć na przystanku PKS, z flaszką i nie patrzeć w niebo, gdzie myśliwce tną przestworza, a my tniemy kiełbasę na pół, żeby starczyło do wypłaty?
MORAŁ? NIE MA. ALE JEST PIWO.
Polityka w Polsce wygląda jak karczma w środku wesela, gdzie DJ dorwał mikrofon, panna młoda zasnęła pod stołem, a strażak z OSP prowadzi debatę o konstytucji. Ale gdzieś w tym wszystkim Tusk jeszcze trzyma kierownicę. Nie idealnie, czasem z zamkniętymi oczami, ale przynajmniej wie, dokąd chce dojechać.
Reszta? Lata po Sejmie jak bezpańskie kury. A my, w Bielejewie, patrzymy. I czekamy. Na ciszę, na pokój, na nowy dzień. I na promocję na pasztet w sklepie u Bożeny.
Spisano w sobotę rano pod tablicą „BIELEJEWO – WITAMY ZDROWYM ROZSĄDKIEM”, przy wsparciu Zenka, Mietka, psa Władka i jednego obywatela Nepalu, który poprawił przecinek i odszedł w milczeniu, jakby wiedział coś, czego my nie wiemy.

Dodaj komentarz