MATKA BOSKA GIETRZWAŁDZKA I CIERPLIWOŚĆ PAPIEŻA, CZYLI NAWROCKI W WATYKANIE

Warszawa

Karol Nawrocki znowu w trasie. Tym razem zamiast czapki MAGA – wziął pod pachę kopię obrazu Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej i udał się do Watykanu. W zamyśle miało to być coś między hołdem lennym, a PR-owym odpustem. Niestety, efekt był raczej jak spóźniona pielgrzymka klas ósmych – pełna nadziei, lecz zakończona zdjęciem, którego nikt nie chce w ramce.

Wizyty prezydentów Polski u papieża są jak groch z kapustą w wigilię – tradycyjne, ciężkostrawne i pozbawione zaskoczeń. Nawrocki więc, zgodnie z rytuałem, stawił się w progach Leona XIV, papieża nowej ery, który wygląda, jakby przejął Tron Piotrowy prosto z gabinetu terapeuty rodzinnego.

Nie wiadomo dokładnie, co padło za zamkniętymi drzwiami, ale łatwo sobie wyobrazić scenariusz: Nawrocki wyciąga kartkę, poprawia spineczkę w krawacie i zaczyna skarżyć się na Donalda Tuska. Że niedobry. Że nie modli się rano. Że każe przenosić religię na ósmą godzinę lekcyjną. Że likwiduje biskupie eldorado.

Leon XIV – człowiek o twarzy cierpliwego bibliotekarza i oczach, które widziały za dużo – słucha. I myśli. „Znowu Polacy. Znowu donoszą na siebie nawzajem. Znowu chcą, żebym coś powiedział. A ja przecież tylko próbuję ratować Ukrainę przed rosyjską krucjatą i Kościół przed samym sobą.”

Zamiast twardego stanowiska w sprawie wojny, prezydent RP przyniósł więc papieżowi ikonę spod Gietrzwałdu – miejsca objawień tak odległego, że nawet Święty Piotr musiałby sprawdzać na mapach. To nie była dyplomacja. To była metafizyczna agitka narodowo-religijna. I choć przekazano ją z powagą, to jednak trąciła bardziej ks. Guzem niż Duchem Świętym.

Nie całował pierścienia – i dobrze. To już nie czasy Dudy, który klękał z gracją szatniarza w Licheniu. Nawrocki wyciągnął rękę, jakby oddawał pokwitowanie na polecenie zwierzchnika. Szybko, chłodno, formalnie. I być może to był jego najlepszy moment w tej całej komedii.

Oczywiście, jego otoczenie będzie mówić o „głębokiej duchowej rozmowie” i „bliskości stanowisk”. Może nawet ogłoszą, że Leon XIV „rozumie potrzebę silnej Polski chrześcijańskiej”. Ale przecież nikt poważny w Watykanie nie traktuje PiS-u jak św. Piotra współczesności. Leon XIV zna tych chłopców. Wie, jak szybko kończy się ich pobożność, gdy trzeba rozliczyć się z komisją śledczą.

Watykan to nie jest agencja PR-u dla prowincjonalnych polityków z misją zbawienia kraju przez powrót do 1877 roku. Nawrocki chciał pokazać się jako żołnierz kultury katolickiej. Niestety, wypadł jak ministrant, który zgubił kadzidło i teraz udaje, że tak miało być.

Czy skarżył się na Tuska? Oczywiście, że tak. Przecież po to się leci do papieża z obrazem i pretensjami. Tyle że Leon XIV raczej nie planuje objąć patronatem wojny polsko-polskiej. Ma ważniejsze sprawy niż wysłuchiwanie żalów chłopca, który zamiast prezydentem, woli być zakrystianem narodowej dumy.

Podsumowując: kolejna wizyta bez treści, ale za to z kolorowym folderem do rozdania wśród wiernych. Może jeszcze będzie z tego magnes na lodówkę. Ale polityki zagranicznej z tego nie będzie. I chwały – też nie.

Chyba że ktoś uważa, że kopia obrazu i kilka cierpkich zdań o Tusku w towarzystwie papieża to przełom na miarę konklawe. Wtedy gratuluję. I polecam się na beatyfikację.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights