


Radosław Sikorski pochodzi z rodziny, którą można by określić jako ziemiańską, z aspiracjami inteligenckimi, ale bez szczególnych arystokratycznych koneksji. Urodził się w Bydgoszczy, a jego ojciec był inżynierem, matka – lekarką. Nie jest to więc „szlachta z dziada pradziada” ani tym bardziej żadna linia magnacka. Można powiedzieć: średnio sytuowany dom z wyższym kapitałem kulturowym, ale bez herbu „na poważnie”.
To, co dziś wielu odbiera jako jego „snobizm”, to mieszanka wykształcenia w Oxfordzie (co daje akcent i pewność siebie), kiedyś obracania się w brytyjskim establishmentowym otoczeniu, oraz wyraźnej potrzeby odróżniania się od „swojskich” realiów. Stąd garnitur z Savile Row, angielski dystans, ironia i maniery, które czasem zahaczają o teatralność.
I tu dochodzimy do pytania: ile w nim z pajaca?
Cóż… Trochę pewnie jest. Ale to taki pajac z klasą, który zna reguły gry, wie, jak wygląda zachodnia dyplomacja, i nie boi się mówić rzeczy ostrych – co bywa cenne, choć irytujące. Bywa wyniosły, bywa przerysowany, czasem wręcz operetkowy. Ale gdy trzeba – potrafi być celny, erudycyjny i skuteczny.
W skrócie: nie lord, nie chłop, nie błazen. Raczej polski inteligent z kompleksami i atutami. Czasem zgrywa Churchilla, czasem gra w brydża, a czasem mówi rzeczy, których nikt inny nie odważy się powiedzieć. I właśnie to sprawia, że budzi emocje.
Dziś, w swoim wiejskim dworze w Chobielinie, Sikorski przyjmował ministra spraw zagranicznych Ukrainy. Wcześniej był tam minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Kto wie, kto będzie następny – może sekretarz generalny NATO, papież lub Elon Musk. A wszystko to oczywiście w scenerii sielskiego dziedzińca, z odpowiednio dobranym kadrem.
Kadr to zresztą podstawa. W tle musi być biblioteka, a w niej odpowiednio ustawione książki Sikorskiego i jego żony. Jakby przypadkiem, jakby mimochodem. Ale przecież nikt nie wierzy w przypadki w tej produkcji. To nie spotkanie dyplomatyczne. To odcinek serialu: „Radek i wielka polityka”. Sezon trzeci, odcinek piąty: „Chobielin. Powrót imperium”.
W tej układance nie można pominąć postaci żony ministra – Anne Applebaum. Publicystka, autorka, specjalistka od Europy Wschodniej i Rosji, która intelektualnie i wizerunkowo rozgrywa niejedną partię razem z mężem. Mówiąc brutalnie: bez niej Sikorski to nadal Radek z Oxfordu, ale z nią – to już Radek z The Washington Post. Gdy on mówi o Rosji, ona publikuje w Atlanticu. Gdy on występuje na tle regału, jej książki też są odpowiednio wyeksponowane. Niektórzy twierdzą, że w tym duecie to ona trzyma nuty, a on wykonuje partię tenorową z werandowego amfiteatru.
Ministerstwo zapewnia, że spotkanie miało charakter prywatny. Oczywiście. Bo przecież w prywatnym domu najlepiej rozmawia się o pakietach wsparcia militarnego, odbudowie Ukrainy, nowym układzie kolejowym Warszawa-Kijów i roli Rosji w ONZ. Może następnym razem warto omówić tam reformę Unii Europejskiej albo przetargi na F-35.
Po spotkaniu Sikorski rzucił swoim typowym tonem objawionego mądrca:
„Putin musi zrezygnować z części swoich celów.”
Naprawdę? Kto by pomyślał. Czekamy na kolejne perły: „Deszcz jest mokry”, „Niemcy mają euro” i „Wojna jest zła”.
Minister Sybiha, dyplomata z krwi i kości, grzecznie potakiwał i wspominał o „jedności” i „pojednaniu”, co w tej sytuacji oznaczało: „nie mam nic przeciwko, że mój gospodarz gra Hamleta z Oxfordu, dopóki nie każe mi cytować jego książek”.
Była też mowa o pierwszeństwie Polski w odbudowie Ukrainy, co brzmiało pięknie i dumnie, dopóki nie przypomnieliśmy sobie, że nasze ostatnie „pierwszeństwo” skończyło się brakiem kontraktów i pięknymi zdjęciami.
Słowem: mamy ministra, który wie, jak się ustawia kamerę. Wie, gdzie postawić filiżankę, jak spojrzeć w obiektyw i kiedy wtrącić coś o „zagrożeniach dla ekosystemu Bałtyku”.
Radosław Sikorski to dyplomata nowego typu:
aktor, producent, scenograf i autor scenariusza w jednej osobie.
Tylko Polska w tym wszystkim coraz częściej gra rolę tła. Chyba że pojawi się w kolejnym ujęciu, ustawiona gdzieś między regałem z książkami a dobrze oświetloną werandą.
Do następnego odcinka. I oby tym razem bez psa u stóp i portretu Królowej Matki.

Dodaj komentarz