LISTY OD DONALDA, CZYLI JAK ZAGRAĆ W WARCABY NA MAPIE ŚWIATA

Warszawa

Gdy Donald Trump pisze list do NATO, świat drży… ze śmiechu. Oto były (i aktualny) prezydent USA, który traktuje geopolitykę jak teleturniej, a Ukrainę – jak nierentowny oddział w swoim globalnym reality show – znowu próbuje zakończyć wojnę „w jeden dzień”, najlepiej bez wychodzenia z limuzyny. To coś jak obietnica szybkiego odchudzania przy użyciu tylko ciastek i marzeń.

W swoim najnowszym wystąpieniu na platformie Truth Social – czyli Twitterze dla ludzi, którzy nie umieją korzystać z Twittera – Trump ogłasza plan pokojowy tak realistyczny, jak dieta oparta na pączkach. Warunki są proste: NATO ma odciąć się od rosyjskich surowców, podnieść cła na Chiny, a resztą zajmie się on. Jak? Otóż wie, co powiedzieć. To piękne – ta wiara w magiczne słowa. Szkoda tylko, że nie działa ani na Putina, ani na recesję, ani nawet na własną fryzurę.

Nie od dziś wiadomo, że Trump myli Kijów z kijem od golfa. Dla niego Ukraina to konflikt, który psuje mu kadencję i tabelki w PowerPoincie. Przez ostatnie lata powtarzał jak zacięta płyta (czyli w jego przypadku jak zacięty mem), że gdyby to on był prezydentem w 2022 roku, wojny by nie było. Bo przecież Putin by się przestraszył. Czego? Fryzury? Kapelusza z napisem MAGA? Możliwości zostania zbanowanym z Truth Social?

Niestety, nie tylko Putin nie jest pod wrażeniem. Sojusznicy NATO, którzy wciąż kupują rosyjski gaz – Francja, Holandia, Belgia – muszą teraz wysłuchiwać kazania z ust człowieka, który sankcje traktuje jak kupony zniżkowe do Taco Bell: rzuca nimi na prawo i lewo, ale nikt nie wie, czy coś z nich wynika. A Turcja, która sankcji na Rosję nie nałożyła w ogóle, cieszy się szczególnymi względami Trumpa, bo Recep Erdoğan najwyraźniej zna magiczne zaklęcie: Donald, jesteś wspaniały.

Najzabawniejsze jest jednak to, że Trump naprawdę uważa, że z Putinem się da dogadać. Tak jakby szczyt na Alasce był romantyczną kolacją, po której świat nagle się zmieni. Szkoda tylko, że wyszedł z tego speed dating między miliarderem a dyktatorem – zakończony uściskiem, wspólnym zdjęciem i strategicznym oddaniem Donbasu w pakiecie promocyjnym.

Rosyjska propaganda dostała darmowe paliwo na rok, a Ukraina… cóż, Ukraina dostała kolejny powód, by nie ufać zachodnim gwarancjom. Tymczasem Trump – zgłoszony do Pokojowej Nagrody Nobla przez pakistańskiego generała, kambodżańskiego premiera i, zapewne, samego siebie pod pseudonimem „Donnie z Florydy” – ma nadzieję na wieczną chwałę.

Bo przecież najważniejsze, by wszystko wyglądało dobrze w telewizji. I żeby Putin nie był zły. A że Ukraina może zniknąć z mapy? Cóż, w świecie Trumpa mapa to tylko podkładka pod stek.

Czy jest jeszcze coś, co może nas uratować przed tym kabaretem w stylu geo-punchline? Może. O ile Europa przestanie bawić się w terapię dla emocjonalnie niestabilnego miliardera i zacznie inwestować we własne bezpieczeństwo. Bo kiedy Trump mówi „America First”, to znaczy „Everyone Else… not my problem.”

A my? Czekamy na kolejny list. Może tym razem napisze go na papierze toaletowym. Przynajmniej będzie miał praktyczne zastosowanie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights