


Polska polityka to nie parlament, tylko ring bokserski. Publiczność krzyczy, zawodnicy obijają się po kątach, a sędzia zasnął przy stoliku. Zamiast strategii mamy furię, zamiast wizji – odruchy. Na tej scenie prym wiodą Hołownia, Nawrocki, Kaczyński, Kosiniak‑Kamysz i cała reszta – a my, podatnicy, płacimy za bilety i popcorn.
HOŁOWNIA, KRÓL UNIKÓW
Szymon Hołownia to mistrz uników. „Nie chcę przewodzić”, „nie będę kandydował”, „to tylko procedura”. A potem – niespodzianka! – zostaje wicemarszałkiem i głosuje tak, że Tusk wygląda na bezradnego, a Nawrocki może otwierać szampana. To tak, jakby bramkarz tłumaczył, że „proceduralnie” wpuścił piłkę do własnej siatki.
NAWROCKI – SUTENER Z AMBICJAMI CARA
Karol Nawrocki zaczął od wetowania i marzy, by pozbyć się Tuska i rządu. To sutener o mentalności kibola, który rozbija się po politycznej scenie jak osiłek na dyskotece. Ma ego na miarę swojego mistrza – Donalda Trumpa – i marzy o nowej konstytucji, gdzie sam siebie ogłosi carem i bogiem. Demokracja? To dla niego przeszkadzajka, którą trzeba wymazać gumką.
A doradców dobrał sobie jak z koszmaru:
- Cenckiewicz – bez dostępu do informacji niejawnych, ale chętnie snuje wizje, jak sterować armią. Historyk, który zamienił archiwum w karabin.
- Przydacz – kreatura z Nowogrodzkiej, która widzi świat przez pryzmat Twittera i konferencji prasowych.
- Bogucki – partyjny aparatczyk, którego lojalność kończy się tam, gdzie zaczyna się Polska.
Razem tworzą trójcę jadu: grają marsz pogrzebowy demokracji, fałszując tak głośno, że nikt już nie słyszy melodii państwa.
KACZYŃSKI – STRATEGA WIECZNEJ WOJNY
Jarosław Kaczyński od dekady żyje w okopie. Nie buduje mostów, tylko barykady. Zionie nienawiścią do Tuska i wszystkiego, co pachnie nowoczesnością. Marzy mu się powrót do czasów, gdy państwo było jego folwarkiem, a PiS miał rękę na każdej instytucji.
W 2025 roku ogłosił „wojnę totalną” przeciw Konfederacji i Bosakowi, groził „politycznymi zabójstwami”, jakby chciał udowodnić, że tylko on decyduje, kto ma prawo żyć w polityce. I choć jego słowa brzmią jak brednie starego proroka, to trzydzieści procent narodu wciąż bije mu brawo. Tyle wystarczy, żeby mówić, że jest zbawcą.
PSL I KOSINIAK‑KAMYSZ – KOŃ, KTÓRY RŻY DLA OWSA
PSL od lat tańczy na dwóch weselach. Zawsze w koalicji, nigdy z odpowiedzialnością. Kosiniak‑Kamysz pamięta jeszcze zapach świeżo oranej ziemi, ale dziś mieszka w apartamentowcu i rozdaje stanowiska jak opłatki. Obiecują rolnikom gruszki na wierzbie, a kończy się na tym, że sami sycą się owsem w rządowej stajni. To stary koń, który próbuje jeszcze rżeć na wyścigach, choć każdy wie, że biegnie tylko po resztki.
KUNDLIZM JAK Z WAŃKOWICZA
Wańkowicz pisał o kundlizmie – o małości, lizusostwie i gryzieniu po kostkach zamiast patrzenia w przyszłość. I to dziś kwitnie w pełnej krasie. Hołownia gryzie własną koalicję. Nawrocki otacza się jadowitymi doradcami. PSL podgryza, gdzie tylko czuje zapach władzy. A Kaczyński kąsa wszystkich – nawet tych, co jeszcze klęczą przed nim w hołdzie.
ŚWIATEŁKA NADZIEI
Na tym tle pojawia się Waldemar Żurek, który próbuje oczyścić wymiar sprawiedliwości. Andrzej Domański – księgowy na politycznym weselu – liczy butelki i domaga się, by liczby się zgadzały. Radosław Sikorski, choć czasem wali młotem zamiast skalpelem, przynajmniej mówi głośno to, co inni szepczą.
PUENTA
Polska polityka to jarmark zdrad i ego. Kundlizm stał się ustrojem, jad – językiem, a wojna – codziennością. I choć od czasu do czasu pojawia się ktoś z miotłą, kalkulatorem czy megafonem, to wciąż słychać przede wszystkim chórek kundli, które szczekają, zamiast myśleć.
Bo w Polsce wszystko się zmienia – partie, liderzy, dekoracje. Jedno trwa niezmiennie: zdrada jako fundament, kundlizm jako styl i marzenie, że kiedyś to się naprawdę skończy.

Dodaj komentarz