KTO ZGUBIŁ INSTRUKCJĘ DO SYSTEMU DEMOKRATYCZNEGO I DLACZEGO OBAJ PANOWIE UZNAJĄ, ŻE JĄ NAPISALI

Warszawa

Felieton z pogranicza politologii i kabaretu


Donald Trump właśnie szykuje się na kolejne historyczne spotkanie z Władimirem Putinem, zapewne z nowym folderem zatytułowanym „Ukraina: jak oddać wszystko i wyglądać jak zwycięzca”, podczas gdy Karol Nawrocki paraduje po Sejmie z miną człowieka, który nie tyle objął urząd, co właśnie odzyskał Rzeczpospolitą z rąk UFO.

Obaj panowie – każdy na swoim kontynencie – wykazują ten sam fascynujący objaw politycznej megalomanii: oni nie tylko nie czytali instrukcji do demokracji, ale są przekonani, że to właśnie ich podpis widnieje w rubryce „autor systemu”. W gruncie rzeczy obaj uznali, że demokracja działa najlepiej wtedy, gdy nikt im nie przeszkadza. Ani konstytucja, ani parlament, ani sondaże, ani – Boże uchowaj – premierzy.

Trump znany jest z tego, że uznaje za demokratyczne każde głosowanie, które wygra. Pozostałe to „oszustwo na skalę światową”, „zamach stanu” albo – w najlepszym wypadku – „dziwny przypadek z udziałem drukarek i Chin”. Karol Nawrocki, świeżo wyjęty z gabloty IPN-u, wszedł do Sejmu z butą boksera wchodzącego na ring z przeciwnikiem, który nie zamierzał z nim walczyć. Donald Tusk przyszedł do parlamentu pracować, a nie uczestniczyć w męskiej wersji Top Model.

Nawrocki wygrał wybory minimalną liczbą głosów, ale jego zachowanie sugeruje, jakby wybrano go przez aklamację w narodowym referendum pod hasłem „Władca wszystkiego i wszystkich 2025”. Rzucił rękawicę Tuskowi, zapowiedział własne ustawy, recenzowanie rządu, kontrolę nad sądami, prokuraturą i sceną polityczną, a do tego zwołał coś na kształt „Gabinetu Cieni” – z tą różnicą, że cień rzuca tylko on. I nie dlatego, że ma taką posturę, tylko dlatego, że w demokracji wystarczy odpowiednie światło: jedno z Pałacu Prezydenckiego, drugie z Nowogrodzkiej.

Atmosfera w Sejmie podczas zaprzysiężenia przypominała pokaz siły zorganizowany przez drużynę kibiców, którzy pomylili salę plenarną z sektorówką. PiS-owski kabaret pod wodzą Tarczyńskiego, Ozdoby i Mularczyka wykrzykiwał hasła w stylu „Uśmiechnijcie się, brygada!”, co wyglądało jak casting do filmu „Idiokracja 2: Zemsta Samorządów”.

Tymczasem w Waszyngtonie, Trump rozważa oddanie połowy Ukrainy w zamian za to, że Putin ładnie się uśmiechnie do kamery. To ta sama polityczna szkoła co Nawrockiego: jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, znaczy że jest nielegalny. A jak sędzia? Nie ten, którego sam powołałem? Przepraszam bardzo, ale ten sędzia to już nie sędzia, tylko… człowiek zbyt niezależny. Trzeba go zamrozić. Nie nominować. Najlepiej zbudować wokół niego niewidzialny mur z prezydenckiego focha.

Karol Nawrocki najwyraźniej pomylił swoje stanowisko z fotelem Premiera. A może z prezesurą Orlenu. Jego przemówienie inauguracyjne było deklaracją wojny – nie z opozycją, tylko z rzeczywistością. A rzeczywistość, ta przeklęta bestia, wcale nie zamierza mu ułatwiać życia. Zwłaszcza kiedy po drugiej stronie siedzi Donald Tusk, który zamiast walić pięścią w stół, zadaje pytania w stylu: „Czy naprawdę to jest wasz plan? Naprawdę? To już wszystko?”.

Tusk, jak na złość, nie daje się sprowokować. Zamiast walczyć, zarządza. Zamiast krzyczeć, zmniejsza ceny energii. Podczas gdy Nawrocki zwołuje Radę Gabinetową, żeby zrobić dramatyczne „ustrojowe wow”, Tusk po prostu robi robotę. I tu tkwi największy dramat panów, którzy zgubili instrukcję do demokracji: demokracja nie potrzebuje spektaklu. Potrzebuje skuteczności.

Zachowanie Nawrockiego przypomina dziecko, które dostało nowy zestaw LEGO, ale zanim przeczytało instrukcję, zdążyło zbudować czołg, wieżę Babel i wyrzutnię ziemniaków – a potem oskarżyło innych o zły projekt. Problem w tym, że nie jesteśmy w przedszkolu. A Pałac Prezydencki to nie zestaw „Zrób to sam: autorytaryzm edycja deluxe”.


Postscriptum:
Jeśli spotkanie Trump–Putin–Zeleński dojdzie do skutku, miejmy nadzieję, że pierwszy nie zaproponuje drugiemu zrobienia selfie z podpisanym traktatem kapitulacyjnym, a trzeci nie odetnie sobie mikrofonu w geście protestu. Bo nawet światowy chaos zasługuje na jakąś godność. Nawet jeśli prowadzony jest przez ludzi, którzy mają wyraźne trudności z obsługą systemu… demokratycznego.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights