KTO TU RYCZY, KTO UKRYWA, KTO BLOKUJE? TRYBUNAŁ, MERCOSUR I RESZTA JARMARKU

Warszawa

W polskiej polityce znów grają trąby jerychońskie. W Trybunale Stanu mur powagi runął szybciej niż kubek z Ikei po trzeciej herbacie, w Brukseli przyklepano Mercosur, a w Warszawie – dla równowagi – ktoś postanowił przywiązać się do polskiej ziemi jak dziecko do pluszaka. Do tego jeszcze Antoni Macierewicz przypomniał o sobie, tym razem nie konferencją, a zarzutami. Aż żal, że nikt tego wszystkiego nie reżyseruje – Oscar gwarantowany.


SCENA PIERWSZA: TRYBUNAŁ STANU, OPERA MYDLANA Z TOGĄ W ROLI GŁÓWNEJ

Najpierw prolog: sędziowie pod salą, ochrona z regulaminem, togi w magazynie jak kostiumy na studniówkę. Potem wejście smoka – Piotr Andrzejewski, wiceprzewodniczący TS, z tonu basowego wszedł w tryb megafonu: „Do cholery, proszę zamilknąć!” – i cyk, fotel poszedł w ruch, majestat na urlop.

Żal patrzeć, jak Andrzejewski w kilka minut zmienił się z arbitra w partyjnego ochroniarza Manowskiej. Ten sam, który miał w dorobku paragrafy, dziś żongluje groźbami dyscyplinarnymi jak piłeczkami antystresowymi. Obrona „majestatu” przez przepychanie krzesła to jak walka o kulturę jazdy zderzakiem w bagażniku. Jeśli to ma być model „naprawianej III RP”, to ktoś pomylił śrubokręt z łomem.


SCENA DRUGA: MERCOSUR, CZYLI JAK NIE PANIKOWAĆ PRZY SŁOWIE „UMOWA”

Komisja Europejska odpaliła sprint i dopięła porozumienie z Mercosurem. Internet spłynął łzami zboża, a memy o brazylijskiej wołowinie chodziły jak dzik po kukurydzy. Tak, liberalizacja kłuje – szczególnie tam, gdzie cło było kołderką na każdy chłód.

I wtedy Tusk mówi: „zrobię wszystko, by złagodzić skutki”. I ja mu wierzę. Bo on odróżnia konferencję od budżetu, tweet od rozporządzenia. Hamulce bezpieczeństwa, monitoring rynku, rekompensaty – to nie są karteczki dla Świętego Mikołaja, tylko realne narzędzia. Dwa hamburgery na głowę rocznie nie przewrócą europejskiego rolnictwa – chyba że ktoś naprawdę wierzy, że palma na zdjęciu wywoła suszę w Wielkopolsce.


SCENA TRZECIA: MACIEREWICZ, TAJNE PRZEZ JAWNE

Na horyzoncie pojawia się Antoni Macierewicz – wieczny minister od wszystkiego, co „ściśle tajne”, poza zdrowym rozsądkiem. Prokuratura stawia mu zarzuty za ujawnianie informacji niejawnych. Ale czy to naprawdę zaskoczenie? On od lat traktował konferencję prasową jak gabinet tajności. Gdy inni używali sejfów, on wybierał megafon. „Ściśle tajne” w jego ustach brzmiało jak „hit dnia”.

To nie katharsis, to smutny morał: jeśli politykę buduje się na insynuacjach i kserówkach, to w końcu przychodzi dzień, gdy pieczątka „tajne” mówi „sprawdzam”.


SCENA CZWARTA: NAWROCKI I ZAKAZ SPRZEDAŻY ZIEMI, CZYLI SZALIK W LIPCU

Prezydent Karol Nawrocki podpisał projekt przedłużający zakaz sprzedaży państwowej ziemi. Dumnie, z werwą, jakby wynalazł koło. Problem w tym, że koło mamy, a problemem są drogi. Ten zakaz jest potrzebny jak szalik w lipcu – idealny na wiec, nikomu niepotrzebny w praktyce.

Ani nie ochroni przed Mercosurem, ani nie poprawi konkurencyjności gospodarstw. To rekwizyt na dożynki, nie narzędzie polityki rolnej. Rolników nie uratuje fetyszyzowanie hektarów, tylko sensowne kontrakty, dopłaty, technologie i logistyka. Preambuły nie orzą pola – robią to ludzie i maszyny.


PUENTA: DWIE POLSKI, TRZY FAŁSZE

Jedna Polska brzmi jak ryk na sali Trybunału – głośno, bez partytury. Druga – jak klik hamulca w Brukseli, chłodno i skutecznie. Trzecia – to teatr jednego aktora, czy to Macierewicza z megafonem, czy Nawrockiego z ustawą-szalikiem.

Jeśli mamy wybierać, biorę tę drugą: pragmatyczną, bez krzyku i cepelii. Bo historia nie pamięta hukaczy ani fetyszyzatorów ziemi – pamięta tych, którzy zamiast krzyczeć czy machać paragrafem, potrafili naprawdę coś zrobić.

Koniec transmisji. Trybunał proszony o odebranie krzesła, Macierewicz – o oddanie klauzul, Nawrocki – o odłożenie szalika, a rząd – o odebranie telefonu od rzeczywistości.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights