
Padło pytanie: kto zastąpi Donalda Tuska, gdy ten pewnego dnia zdejmie marynarkę, odłoży okulary i powie: „Drodzy państwo, idę karmić mewy”? Sondaż Pollstera wskazał zwycięzcę: Radek Sikorski. Tak, ten Radek. Lord Radek. Radek, który zna pół świata i potrafi pół świata obrazić w jednym wywiadzie. 42 procent respondentów widzi go na fotelu premiera, co dowodzi, że Polacy wciąż mają słabość do megalomanów z dobrze skrojonymi garniturami.
Ale zanim otworzymy szampana i zaczniemy drukować wizytówki „Radosław, Premier RP”, przyjrzyjmy się kandydatom w tym castingowym show.
RADOSŁAW SIKORSKI – LUSTRO W ZŁOTEJ RAMIE
Sympatia do niego? Umiarkowana. Facet ma doświadczenie, język angielski wymawia z akcentem bardziej oksfordzkim niż sama królowa Elżbieta, a na salonach pachnie dyplomacją i cygarami. Problem w tym, że jego ego można by wykorzystać jako balon meteorologiczny. Pan minister nie raz już lądował na pierwszych stronach gazet za swoje wyskoki – a to podsłuchane rozmowy o „murzyńskości” stosunków polsko-amerykańskich, a to rubaszne uwagi w stylu górskiego myśliwego.
Zaskakująco, mimo swojego światowego obycia, Sikorski nie obnosi się z religijnością, ale jest wiernym, lojalnym członkiem Kościoła katolickiego – i o ile nie widać go w procesjach z feretronem, to jednak w sercu zawsze gdzieś tam kryje dogmaty Rzymu. Człowiek sprzeczności: trochę lord, trochę ministrant, trochę Napoleon, a trochę cioteczny wujek z żartami nie do powtórzenia przy stole.
SZYMON HOŁOWNIA – PRZEGRANY FINALISTA IDOLA
Szymon Hołownia zdobył 13 procent i to głównie dzięki temu, że część ludzi wciąż myli go z prezenterem telewizyjnym, który zaraz ogłosi, kto odpadł z programu. Politycznie to już bankrut – jego Polska 2050 w sondażach poza Sejmem. Cóż, okazało się, że bycie „nową twarzą” działa tylko przez pięć minut, a potem ludzie pytają: „Co dalej?” A dalej było już tylko płacenie rachunków i chrzest w politycznej rzeczywistości. I ten chrzest się nie przyjął.
RAFAŁ TRZASKOWSKI – PREZYDENT OD EVENTÓW
Na podium także Rafałek z Warszawy. Facet, który wie, jak zrobić fajne zdjęcie na Instagramie i jak założyć czarny T-shirt z napisem „Warszawa”. Ale czy wie, jak być premierem? Cóż, trudno powiedzieć. Trzaskowski to polityczny showman – świetny do wygłaszania mów motywacyjnych i przecinania wstęg na skateparkach. Ale premier to nie DJ w klubie studenckim. Jego problem? Zawsze trochę za mało konkretu, za dużo PR-u. Premier musi wiedzieć, jak ugotować bigos polityki, a nie tylko ładnie układać składniki na stole.
WŁADYSŁAW KOSINIAK-KAMYSZ – DOKTOR OD SZTUCZNEGO ODDECHU
Zaskakujące 10 procent wskazało prezesa PSL, czyli człowieka, który od lat stara się podtrzymywać przy życiu pacjenta o nazwie „ludowcy”. Lekarz z zawodu, polityk z konieczności, lider partii z przyzwyczajenia. Kosiniak-Kamysz to typ, który zawsze stoi z boku, zawsze się uśmiecha i zawsze mówi coś, co nie zaboli nikogo. Tylko że premier musi czasem używać skalpela, a nie stetoskopu. A Władek woli słuchać, czy pacjent oddycha, niż wyciągnąć mu kulę z klatki piersiowej.
CZARZASTY I GAWKOWSKI – UROCZA EGZOTYKA
Na marginesie mamy jeszcze duet z Lewicy – Włodzimierz „Wieczny Towarzysz” Czarzasty i Krzysztof „Technokrata od internetu” Gawkowski. Dwóch dżentelmenów, którzy w sondażach osiągają wynik tak niski, że gdyby to były punkty na maturze, to trzeba by było poprawiać w sierpniu. Ludzie doceniają ich obecność mniej więcej tak, jak reklamy suplementów na erekcję między programami w TV.
Na tle tej gromady Donald Tusk wciąż jawi się jak polityk z innej ligi. Trochę jak Messi grający w drużynie podwórkowej: można mu zarzucić wiek, można wypominać zmarszczki, ale wciąż strzela gole, gdy inni plączą się we własnych sznurówkach.
Pytanie o następcę Tuska jest więc trochę jak pytanie, kto zastąpi Micka Jaggera w Rolling Stonesach. Teoretycznie ktoś się znajdzie, praktycznie – nikt nie chce patrzeć na Rolling Stonesów z wokalistą z karaoke.
Czy Sikorski mógłby być premierem? Owszem, ale trzeba pamiętać, że Radek to człowiek, który zawsze lubi grać na siebie. Tusk gra na drużynę, Sikorski – na własne wspomnienia z Oksfordu. To nie musi się skończyć katastrofą, ale to zawsze ryzykowna partia szachów, w której jeden zawodnik nagle przesiada się na warcaby.
Na razie więc – spokojnie. Tusk nadal karmi mewy, a my wciąż czekamy, aż któryś z jego potencjalnych następców zacznie wyglądać jak premier, a nie jak kandydat w programie „Mam Talent”.

Dodaj komentarz