KRS: SYSTEMOWA KOMPROMITACJA RZECZPOSPOLITEJ 

Warszawa

Czasem w polityce pojawia się postać tak komicznie żałosna, że nawet satyra prosi o zwolnienie lekarskie. Dagmara Pawełczyk-Woicka, przewodnicząca upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa, znów zaszczyciła naród wypowiedzią tak osobliwą, że gdyby głupota była walutą – Polska spłaciłaby dług publiczny. W euro. W gotówce.

Ale zacznijmy od początku, czyli od dna – czyli od czasów, gdy Pani Dagmara była bliską towarzyszką Zbigniewa Ziobry i funkcjonariuszką jego „praworządnościowej” szopki. Zasłynęła tym, że prawo traktuje jak dzieci traktują plastelinę: formuje z niego kształty według aktualnych potrzeb władzy, a potem udaje, że to pomnik.


WYSTĘP W TVN24: TEATR JEDNEJ MINY

W rozmowie z Konradem Piaseckim Pawełczyk-Woicka wywołała zawstydzenie u neuronów. Tematem był wpis antysemicki autorstwa sędziego Jarosława Dudzicza, czyli człowieka z tzw. dobrej zmiany – tej, co miała naprawiać wymiar sprawiedliwości, a skończyła jako polityczna ekspozytura PiS w togach.

„Ja bym takiego wpisu nie popełniła, nawet anonimowo” – wyznała Pani Przewodnicząca, jakby to miało być usprawiedliwieniem, nie wyrokiem. Mówiła też o „kontekście wpisu” – bo przecież każdy rasistowski bełkot potrzebuje kontekstu, prawda? Najlepiej z lat 30. ubiegłego wieku.

Gdyby pani Pawełczyk-Woicka była bohaterką literacką, to byłaby postacią z książki o tym, jak nie zarządzać instytucją. Trochę Ignacy Rzecki z demencją, trochę Dolores Umbridge z brakiem samokrytyki. No i oczywiście, wszystko było „10 lat temu”, więc nie liczy się – jak kłamstwo na maturze albo wizyta u komornika.


AGENTURA, JASNOWIDZENIE I ODRZUCANIE RZECZYWISTOŚCI

Zapytana, czy żałuje współtworzenia tzw. reformy Ziobry, Pawełczyk-Woicka udzieliła odpowiedzi rodem z alternatywnego uniwersum: „Gdybym miała tę wiedzę, co dzisiaj…”. No cóż, może gdyby miała wiedzę, że demolowanie systemu prawnego w państwie demokratycznym kończy się chaosem, to zostałaby np. florystką. Przynajmniej bukiety nie mogą składać apelacji.

A potem pojawiła się klasyka polskiej paranoi: „agenci wpływu, być może jakiegoś państwa”. Kiedy nie masz argumentów – zawsze możesz zasugerować tajemniczych wrogów z zewnątrz. Putin? Bruksela? Marsjanie? Kogo to obchodzi. Ważne, że „ktoś steruje z zewnątrz”. Najlepiej bez dowodów. I bez wstydu.


O ŻURKU, CZYLI GNIEW ŚWIĘTEJ IGNORANCJI

Wielka bohaterka naszego prawniczego upadku postanowiła też podsumować projekt ustawy autorstwa Waldemara Żurka, który chciałby powtórzyć nielegalne konkursy i uporządkować chaos w sądownictwie. Według Pawełczyk-Woickiej „ta ustawa się do niczego nie nadaje”. Piękne. To jakby złodziej zamurowany w sejfie oceniał instrukcję do jego otwarcia.

W dodatku obraziła „środowisko wspierające Żurka”, jakby to byli uczestnicy jakiegoś tajnego sabatu czarownic, a nie legalnie funkcjonujący sędziowie, którzy chcą po prostu odróżniać wyrok od partyjnej uchwały.


EPILOG: KRS DO KASY, CZYLI CZAS NA ROZLICZENIE

Instytucja, której przewodniczy Pawełczyk-Woicka, od lat działa w trybie upadłości intelektualnej. TSUE? ETPCz? Wyroki? Dla tej ekipy to jak ulotki z Biedronki – niby coś piszą, ale nie wiadomo po co.

Trzeba to wreszcie powiedzieć: nie da się naprawić systemu sądownictwa, dopóki funkcjonują osoby, które mylą praworządność z programem partyjnym, a sprawiedliwość z linią propagandową. A dopóki tacy ludzie jak Pawełczyk-Woicka są w przestrzeni publicznej, to nawet Pegazus nie znajdzie sensu w tej farsie.


**SMACZNEGO. NA DZISIAJ: KWAŚNY SMAK BEZPRAWIA. **


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights