KRÓLEWSKIE POWITANIE, ŻOLIBORSKI ŁUPIEŻ – ŚRODOWY FELIETON O BŁAZNACH I DRONACH

Warszawa

Co za dzień, proszę Państwa. Z jednej strony Windsor – czerwone dywany, złote karety, Karol III w roli hotelowego boy’a brytyjskiej dyplomacji i Donald Trump, który wyglądał, jakby właśnie dostał lizaka większego niż jego ego. Z drugiej strony Warszawa – Tusk, spokojnie i rzeczowo o dronach i żołnierzach, Kosiniak-Kamysz na poligonie, a gdzieś w tle nasz narodowy kabareciarz w garniturze obsypanym łupieżem – dziad żoliborski, czyli Jarosław Kaczyński, z kolejnym genialnym pomysłem.


Król Karol i jego ulubiony idiota
Trump wylądował w Windsorze i od razu poczuł się jak bohater bajki Disneya. Powóz, fanfary, Karol III witający go jak długo wyczekiwaną pannę młodą. Brytyjska dyplomacja ma swoje sposoby – jak chcesz coś załatwić z Trumpem, to daj mu trochę blichtru i pozwól patrzeć w złote żyrandole. W zamian dostajesz prezydenta USA, który mruczy „kocham was” i zapomina, że wczoraj flirtował z Putinem.

Europa wie, że to ryzykowna gra – Trump bryluje na bankietach, a potem wraca do Białego Domu i jednym tweetem potrafi sprzedać sojusznika jak używanego Cadillaca. Ale Brytyjczycy robią dobrą minę do złej gry – bo jak inaczej poradzić sobie z facetem, który myli geopolitykę z castingiem do „Dynastii”.


Tusk o mądralach, czyli lekcja trzeźwości
A tymczasem w Warszawie premier Tusk nie potrzebuje złotych karetek ani dywanów – wystarczy mu mikrofon. „Mam już dosyć mądrali” – mówi wprost o tych wszystkich wojennych ekspertach z Twittera, którzy w życiu nie widzieli karabinu, ale wiedzą, jak strącać drony z procy. Premier staje po stronie żołnierzy, jasno mówi: macie wsparcie państwa, macie prawo reagować, a jeśli coś ucierpi, to winny jest agresor. Proste, jak chleb ze smalcem. Żadnej histerii, żadnych paranoi – zwyczajna odpowiedzialność.

W tle Kosiniak-Kamysz ćwiczy na poligonie w Orzyszu, bo bezpieczeństwo to nie konferencja prasowa, tylko realne działania. A Polska znajduje pod Zamościem kolejnego drona na drzewie – jakby Rosjanie testowali, czy nasze lasy nadają się na parking dla złomu.


Łupieżowe wizje prezesa
I właśnie wtedy wchodzi on, cały na szaro. Jarosław Kaczyński, zirytowany, że ambasada Rosji stoi zbyt blisko Belwederu i MON-u. „Trzeba ich przenieść” – oznajmia uroczyście. Gdzie? Nieważne. Może do Płocka, może do Pcimia, może na Księżyc. Ważne, że prezes złożył wniosek do Sejmu i może poczuć, że znów uratował Ojczyznę. Oto strateg XXI wieku: jak wróg cię denerwuje, to przestaw mu biuro.

Mariusz Błaszczak dorzuca swoje trzy grosze o „osłonie kontrwywiadowczej”. Brzmi poważnie, ale całość przypomina raczej scenariusz kiepskiej komedii. Bo przecież jeśli ambasada jest problemem, to może od razu wyburzyć pół Warszawy i zacząć od zera? Taniej wyjdzie i będzie można postawić pomnik kota.


List od Trumpa, czyli polska poczta pantoflowa
Do kompletu groteski dorzucamy jeszcze „aferę listową”. Trump napisał do Nawrockiego – tylko że najpierw dowiedziały się media, potem MSZ, a na końcu sam adresat. To jak z prezentem urodzinowym: wszyscy już otworzyli, zanim solenizant zdążył zdmuchnąć świeczki. Prezydent Nawrocki został więc bohaterem własnej farsy dyplomatycznej, a jego ludzie mówią o „nieprofesjonalizmie”. A może to po prostu karma – skoro bawi się w Trumpa, to i poczta dyplomatyczna działa jak Twitter.


Podsumowanie?
Świat widzi Trumpa w karecie, Europa przewraca oczami, Tusk robi swoje, Kosiniak ćwiczy, drony spadają na drzewa, a Kaczyński projektuje nową mapę ambasad z miną stratega, któremu kot podpowiada genialne rozwiązania. Polska codzienność – pomiędzy złotą zastawą w Windsorze a łupieżem na ramionach prezesa.

Smacznego obiadu. I pamiętajcie: do schabowego lepsza mizeria niż uchwała o przenoszeniu ambasad.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights