KRÓL KAROL I ARMIA ZAMKU ŻOLIBORSKIEGO

Warszawa

6 sierpnia 2025 roku, Karol Nawrocki – człowiek o minie katechety i temperamencie husarza – złożył przysięgę prezydencką i natychmiast ogłosił stan politycznej mobilizacji. Gdy tylko skończył wypowiadać słowa roty, sięgnął mentalnie po szablę, a Pałac Prezydencki przemienił się w namiot dowodzenia. I nie była to szarża pod Grunwaldem, tylko raczej rekonstrukcja bitwy pod Żyrardowem, z organizacją godną pikniku z IPN-u.

Zamiast tradycyjnego „będę łączył”, usłyszeliśmy „będę rozliczał”. Zamiast „reprezentował wszystkich Polaków” – „będę filtrował sędziów, jakby byli warzywami w hipermarkecie”.

Z ambony Zgromadzenia Narodowego popłynął przekaz nie tyle podniosły, co podniesiony głosem – buntowniczy, dramatyczny i pełen patosu. Prezydent-nowa miotła, oznajmił, że Polska jest chora na bezprawie, a on właśnie przybywa z tabletką „Nowa Konstytucja 2030, smak narodowo-katolicki”.

W przerwach między grzmotami i gromami o moralnym upadku elit, braku praworządności i niesłusznych wyrokach, Karol Nawrocki obiecał… wszystko. Naprawę ustroju. Wskrzeszenie CPK. Zatrzymanie podwyżki wieku emerytalnego. Wydanie nowej konstytucji, najlepiej w oprawie z orła, brzozy i z cytatem z Roty. A gdyby jeszcze znalazło się miejsce na zdjęcie świętego Jana Pawła II w roli korektora – byłoby idealnie.

Tłum bił brawo, ławy PiS-u rezonowały z zachwytem, posłowie skandowali „Konstytucja!”, choć chwilę wcześniej wyglądali, jakby ją czytali do góry nogami.

Premier Tusk zachował stoicki spokój. Zauważył, że prezydent nie tyle zaprosił go do współpracy, co wyzwał na pojedynek w samo południe. „Nie chciałbym być dziś w skórze Kaczyńskiego” – powiedział, mając zapewne na myśli tę scenę, gdy młody lew podgryza starego tygrysa. Kłopot w tym, że jeden ma jeszcze zęby, a drugiemu dopiero rosną.

Nawrocki nie przyszedł bowiem reprezentować narodu. On przyszedł go wychować. Wskrzesić. Ulepić na nowo z gliny narodowo-patriotycznej. Pod wezwaniem Rady ds. Naprawy Ustroju, złożonej – jak się można domyślać – z osób, które same się zgłoszą i od lat marzą o przeredagowaniu Konstytucji przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego i głosie Pawła Kukiza w tle.

Zgodnie z logiką orędzia: sędziowie to nie bogowie, ale prezydent może być archaniołem sprawiedliwości. Prokuratura działa źle? Wina Tuska. Służba zagraniczna sparaliżowana? Wina lewactwa. Wojsko nie słucha? Czas na nominacje zgodne z linią partyjno-patriotyczną.

Profesorowie prawa i konstytucjonaliści zbladli. Prof. Dudek ostrzegł przed zamachem. Nizinkiewicz zauważył arogancję i triumfalizm. Zełenski pogratulował. A Król Karol III wysłał list – pewnie z kurtuazji, ale miejmy nadzieję, że nie z solidarności monarchy z monarchą.

A wszystko to przypomina teatr – nie narodowy, lecz polityczno-religijny z elementami kabaretu. Msza, Zamek Królewski, dzieci, żona z pozwoleniem na broń, kotwice powstańcze, orkiestra, protokoły, insygnia, orły, ordery, fanfary – i przekaz: „teraz my, a jak nie my, to nowa konstytucja”.

Karol Nawrocki nie zamierza być notariuszem. On zamierza być naczelnikiem. I nie chodzi tu o żaden marsz, tylko o jazdę bez trzymanki – po autostradzie narodowego patosu, z politycznym karabinem w dłoni i konstytucją przytroczoną do siodła.

Czy dojedzie do 2030? Zobaczymy. Ale pewne jest jedno: prezydentura właśnie zaczęła się jak western. Z siodłem, z pistoletem i z cytatem z własnej ulotki. Kto pierwszy sięgnie po rewolwer? Kto pierwszy spadnie z konia? A kto ostatni wyłączy światło w tej narodowej re-konstrukcji?

Na razie: Karol I. Z Bożej łaski IPN-u. Król Polski niepodzielonej (jeszcze).


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights