KRÓL GAŚNIC I CESARZ CHAOSU – POLITYCZNE LODOWISKO 31 STYCZNIA 2026

Warszawa

Jeśli szukasz logicznej narracji, przejrzystej mapy politycznego krajobrazu i bohaterów, którzy nie mają kompleksów średniowiecznych proroków – to nie Polska 2026. Tu mamy kongresy wyglądające jak karnawał absurdu, partie przypominające źle zmontowane kabarety, liderów przemawiających z emfazą teatru szkolnego i zimę, która przysypała kraj nie tylko śniegiem, ale też grubą warstwą groteski.

Światło dnia 31 stycznia odbijało się od lodu i ośnieżonych dachów, ale w sejmowej szklarni hodowano pomysły tak egzotyczne, że klimat tropikalny z Davos wydawał się chłodny. Zimno było tylko w termometrze – w polityce wrzało. Od Grzegorza Brauna sprzedającego gaśnice z własnym autografem, przez spadające jak sople poparcie PiS, po kuriozalny list w sprawie Pokojowej Nagrody Nobla dla Donalda Trumpa, podpisany przez Izrael i amerykańskich republikanów, a wysłany do… Włodzimierza Czarzastego.

To nie polityka. To groteskowy spektakl z rekwizytami z lombardu i dialogami pisanymi przez bota karmionego tekstami Korwina, memami z Kamratów i SMS-ami od Bąkiewicza. Więc wchodźmy głębiej. Nie ma sensu stać w drzwiach, kiedy w środku płonie rzeczywistość.

KONGRES KINGS – KORONA, KAMRACI I KUBKI ZA DWIE DYCHY

Na kongresie Brauna tłok, klimat jak na jarmarku ideologicznym, gdzie można kupić wszystko oprócz zdrowego rozsądku. Mini-gaśnica za 80 zł, kubek z Braunem za 20 – jak na złote czasy memogospodarki przystało. Kamraci uśmiechnięci, jakby właśnie udało im się nie zostać zdelegalizowanymi. Korona rośnie w sondażach, bo kto by nie chciał głosować na partię, która sprzedaje sprzęt PPOŻ i organizuje happeningi z góralami w aucie?

Ale oprócz folkloru i gadżetów, kongres KINGS był też – w zamierzeniu – politycznym wydarzeniem. W programie znalazły się panele o demografii, ekonomii, edukacji i granicach. Mówiono o konieczności „rechrystianizacji państwa”, o potrzebie wprowadzenia bonu edukacyjnego, likwidacji ZUS-u oraz wspierania „małych ojczyzn”. Janusz Korwin-Mikke rzucał cytatami z Hayeka i Misesa, a Robert Gwiazdowski prezentował ekonomiczny program w duchu liberalno-patriotycznym. Pojawiła się nawet wizja decentralizacji państwa, choć nie do końca było wiadomo, czy chodzi o samorządność, czy po prostu o większą autonomię dla lokalnych kół łowieckich i parafii.

Braun oczywiście klaskał w odpowiednich momentach, przemawiał krótko i z namaszczeniem. Uczestnicy kongresu – około 700 osób – przyjęli to wszystko jak objawienie. Duch „kontrrewolucji” unosił się w powietrzu razem z zapachem waty cukrowej i taniego druku z broszur Korony. Mimo że żadne konkretne decyzje nie zapadły, padły deklaracje o „rozszerzeniu działalności terenowej” i „budowie federacyjnej alternatywy dla systemu partyjnego”.

W tłumie nie brakowało też twarzy z marginesu: influencerów wyklętych, patopublicystów i samozwańczych moralistów, którzy między stoiskiem z książkami o masonerii a stolikiem z konserwami survivalowymi rozważali przyszłość cywilizacji łacińskiej. Braun robił z nimi selfie, z równym zapałem podpisywał im manifesty i gaśnice. Nad całością unosiła się aura pastiszu narodowej wizji: niby serio, ale momentami bardziej śmiesznie niż groźnie.

MENTZEN WROGIEM PUBLICZNYM NUMER JEDEN (WEDŁUG BRAUNA)

Cisza, która zapadła, gdy padło nazwisko Mentzena, była tak gęsta, że można było ją kroić policyjnym nożem do zabezpieczenia granicy. Braun się tylko uśmiechnął, jego świta parsknęła. Śmiesznie, ironicznie, jakby właśnie odbyła się egzekucja memiczna. Korona ma swoje sondaże, swoje panele, swoją Martę Mrzygłód – sekretarz partii, którą nie bez powodu porównano do talii kart. Jokerem jednak wciąż pozostaje Braun – głównie dlatego, że ma czerwony nos i pali światopoglądowe stosy.

PIS: ZIMNY PRYSZNIC ZE STRONY SONDAŻOWNI

PiS notuje taką zadyszkę sondażową, że nawet Robert Bąkiewicz wygląda przy nich jak chodząca wiarygodność. Zaledwie 20,4% w CBOS – gorzej niż humor Prezesa po przeczytaniu liberalnego felietonu. Konfederacje razem – Mentzena i Brauna – mają więcej niż PiS. I oto dziejowy paradoks: z jednej strony patostreamerzy i narodowe happeningi, z drugiej – Zjednoczona Prawica robiąca wszystko, by samodzielnie wypaść z gry.

CZARZASTY I NOBEL DLA TRUMPA – ABSURD NA MIĘDZYNARODOWEJ SCENIE

I teraz wisienka na torcie: do Sejmu trafił list od przewodniczącego Izby Reprezentantów USA Mike’a Johnsona i przewodniczącego izraelskiego Knesetu, Amira Ochanny, z prośbą, aby Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty poparł starania o przyznanie Donaldowi Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla. Gdyby to był żart, byłby zaskakująco finezyjny – ale niestety to rzeczywistość. Czarzasty, który zwykle służy ironicznym dystansem i grymasem politowania, tym razem musiał zderzyć się z absurdem w czystej postaci.

Powstała nawet gotowa propozycja odpowiedzi z uzasadnieniem. Ale zanim Lewica zdecyduje, czy poprzeć kandydata, który flirtuje z putinowskimi klimatami i demoluje relacje transatlantyckie jak dzieciak zestaw LEGO, inne partie – również Polska 2050 – już krzyczą: nie podpisywać!

TRUMP PYTA O GLOBALNE OCIEPLENIE, A POLSKA MARZNIE

Donald Trump znów ma objawienie – tym razem przez śnieg. Zapytał triumfalnie na Truth Social: „CO SIĘ STAŁO Z GLOBALNYM OCIEPLENIEM???” – czym udowodnił, że jego relacja z nauką przypomina relację kota z akwarium: fascynacja pomieszana z próbą połknięcia rybki. Niestety, nie tylko on. Również w Polsce nie brakuje klimatycznych analfabetów, którzy każdy opad śniegu traktują jak koniec IPCC.

NAWROCKI CHCE WŁADZY – CICHO, ALE SKUTECZNIE

Prezydent Karol Nawrocki, jak rasowy architekt samorządowej intrygi, chciałby przekształcić urząd prezydenta w półmonarchię. Bez zmiany konstytucji, oczywiście – wystarczy, że MSZ przestanie przeszkadzać mu w mianowaniu ambasadorów z polecenia. Radosław Sikorski się nie zgodził. Publicznie. Z uśmiechem. Uprzejma stanowczość dyplomaty potrafi być bardziej zabójcza niż foch Dudy. To się nazywa „dyplomatyczne splunięcie” – nikt się nie obrazi, ale wszyscy się domyślą.

BĄKIEWICZ – WIECZNIE PRZEŚLADOWANY MĘCZENNIK PATOHISTORII

Robert Bąkiewicz – bohater wielu marszów i jeszcze większej ilości aktów oskarżenia – czuje się represjonowany, bo prokuratura miała czelność stosować wobec niego środki zapobiegawcze. Sąd je uchylił, bo Robert przecież tylko nawoływał do nienawiści i wyzywał strażników granicznych od zdrajców. Czyli klasyka polskiej prawicy 2020+. Zresztą, jak sam mówi: to wszystko to tylko happening. Trochę jak rzucanie racami na manifestacji – niby zabawa, ale ktoś zawsze kończy z zakazem zbliżania się do granicy.

HOŁOWNIA – CZY WCIĄŻ MA PILOTA?

A na tle tego wszystkiego Szymon Hołownia, ten polityczny filozof od zmartwień średniej wagi, dalej zastanawia się, czy jeszcze kieruje Polską 2050, czy już tylko podgrzewa ją mikrofalówką. Partia się kruszy, liderzy się mieszają, a Polska czeka, aż któryś z tych złotoustych w końcu powie coś, co nie brzmi jak kazanie dla harcerzy.

PODSUMOWANIE – POLITYKA JAK TRAGIKOMEDIA

Zamarznięta Polska pod warstwą śniegu skrywa polityczny bal przebierańców. Braun udaje króla, Mentzen – reformatora, Kaczyński – emerytowanego Napoleona, Sikorski – ambasadora rozsądku, a Bąkiewicz – ofiarę systemu. Tylko Hołownia zdaje się jeszcze nie wiedzieć, w co się przebrał, a może po prostu zgubił strój i teraz stoi w kącie, myśląc o sensie istnienia.

Kolejny dzień, kolejna telenowela. Tylko śnieg – jak zawsze – biały. I chyba jedyny czysty w tym całym przedstawieniu.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights