KRÓL, BADANIA I BENZYNA PO 6,16

Warszawa

Poranek zaczyna się spokojnie, niemal niewinnie. Kawa paruje jak elektrownia na ostatniej zmianie, radio mruczy coś o wiośnie, która przyszła na próbę generalną i nie wie, czy zostać, a człowiek – zanim zdąży pomyśleć o sensie życia – dowiaduje się, ile dziś kosztuje litr benzyny. Dokładnie 6,16 zł. Ani grosza więcej. Państwo powiedziało „stop”, więc rzeczywistość powinna grzecznie stanąć w miejscu, najlepiej na baczność.

Bo oto żyjemy w kraju, w którym rząd próbuje zatrzymać cenę ropy tak, jak zatrzymuje się autobus na przystanku: podniesioną ręką i wiarą, że kierowca ma sumienie.

Tyle że gdzieś daleko, za granicą naszych rozporządzeń i konferencji prasowych, tankowce omijają cieśninę Ormuz, a ropa – ta sama, którą chcemy zamknąć w Excelu – drożeje o 60 procent w miesiąc. Więcej niż wtedy, gdy Saddam Husajn uznał Kuwejt za własny ogródek działkowy. Historia wraca, tylko paragon jest dłuższy.

I wtedy człowiek patrzy na dystrybutor i myśli: może jednak elektryk? I nie jest sam. Naród, który kocha diesla jak niedzielny rosół, nagle odkrywa, że prąd jest tańszy od sentymentu. 14 zł za 100 kilometrów kontra 50. Matematyka, ten okrutny nauczyciel bez poczucia humoru, zaczyna wygrywać z tradycją.

Ale zostawmy benzynę, która udaje, że jest tania, i przejdźmy do świata, w którym udaje się coś znacznie poważniejszego: kontrolę nad rzeczywistością.

Na Nowogrodzkiej, w gabinecie Jarosława Kaczyńskiego, rzeczywistość przychodzi w tabelach. W liczbach. W procentach. W tajnych badaniach, które ogląda się jak relikwie – tylko wąskie grono wtajemniczonych: Joachim Brudziński, Adam Bielan, Mariusz Błaszczak, Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński, Przemysław Czarnek. Reszta partii może co najwyżej wierzyć, że liczby są po ich stronie, bo przecież zawsze są – aż przestają.

Bo demokracja w tym wydaniu przypomina klub brydżowy: wszyscy siedzą przy stole, ale karty widzi tylko jeden.

I wtedy wchodzi on. Piotr Agatowski. Człowiek tak dyskretny, że jego wpływ słychać tylko wtedy, gdy milczy. Przynosi badania. Badania, które decydują, kto będzie bohaterem plakatu, a kto przypisem drobnym drukiem. To on kiedyś podsunął Andrzejowi Dudzie proporczyk Platformy – mały gest, który zamienił debatę w spektakl. Polityka w wersji kieszonkowej: trik, błysk, efekt.

Dziś przynosi coś jeszcze cenniejszego: odpowiedź na pytanie, czy Przemysław Czarnek nadaje się na przyszłość. I wszystko wskazuje na to, że tak. Bo w Polsce przyszłość to nie projekt – to polaryzacja.

Jak mówi profesor Jacek Raciborski, nie mamy jednego centrum. Mamy dwa. Dwa obozy, dwa plemiona, dwa zestawy emocji. Jedni kochają Tuska, drudzy nienawidzą Tuska. Jedni nienawidzą Kaczyńskiego, drudzy kochają Kaczyńskiego. A pomiędzy nimi przestrzeń tak wąska, że nawet rozsądek musi się przeciskać bokiem i jeszcze przepraszać.

Dlatego Czarnek jest wyborem logicznym. Nie dlatego, że łączy. Dlatego, że dzieli jak chirurg z ambicjami rzeźnika. Jest bezpośredni, plebejski, mówi językiem, który nie udaje, że coś udaje. Idealny do czasów, w których argument przegrał z okrzykiem.

A Kaczyński? Kaczyński siedzi nad tym wszystkim jak księgowy historii. Słucha profesorów, cytuje profesorów, a potem robi swoje. Bo profesor w PiS jest jak dekoracja w hotelu: ładnie wygląda, ale rachunku nie podpisuje.

I gdzieś obok kręci się jeszcze Karol Nawrocki. Prezydent w wersji „ja to państwo”. Człowiek, który potrafi zamienić konferencję prasową w sparing. Palec w górze, głos podniesiony, komunikat prosty: „słuchaj prezydenta Polski”.

To już nie jest polityka. To jest teatr uliczny z budżetem państwa.

A sondaże? Sondaże są jak prognoza pogody – każdy na nie patrzy, nikt im nie wierzy, a i tak wszyscy się nimi przejmują. Koalicja Obywatelska 32,4 procent. PiS 24,5. Konfederacja 13,4. Lewica 7,9, wyprzedzająca ludzi Grzegorza Brauna, którzy spadają do 7,5. PSL pod progiem, Polska 2050 w okolicach statystycznej mgły.

Frekwencja deklarowana – 53,6 procent. Czyli połowa kraju chce głosować, a druga połowa chce mieć święty spokój. Demokracja w wersji „zobaczymy”.

A świat? Świat właśnie przyspiesza. Nigdy od 1945 roku nie byliśmy bliżej globalnego konfliktu. Siedemdziesiąt wojen. Iran, Ukraina, Tajwan. Rosja i Chiny ćwiczą razem, jakby szykowały się do wspólnego egzaminu z destrukcji. Wygasa New START – ostatni bezpiecznik nuklearny znika bez fanfar, jak światło w korytarzu.

A my przewijamy Instagram. Tu wiosna, tam wojna. Tu kawa, tam rakieta. Świat w trybie split screen.

I jeszcze Trump. Protesty „No Kings”. Miliony ludzi na ulicach. A w internecie krąży jego portret w koronie. Fałszywy, wygenerowany przez AI, ale na tyle wiarygodny, że ludzie zaczynają się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest prawda.

I to jest esencja naszych czasów: rzeczywistość musi się tłumaczyć z tego, że nie jest fejkiem.

W Polsce równolegle trwa wojna o definicję małżeństwa. PiS składa wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, Mariusz Błaszczak i Marcin Warchoł mówią o „obronie rodziny”, „prawie naturalnym”, „uzurpacji sądów”. Wielkie słowa, ciężkie jak meble z epoki. A gdzieś obok dwóch ludzi próbuje po prostu żyć razem, bo w Berlinie mogli, a w Warszawie już nie.

Czarnek dorzuca swoje: VAT na żywność do zera. Trzy miliardy w kieszeniach Polaków. Brzmi jak prezent pod choinkę, tylko że rachunek przyjdzie w styczniu.

A nad tym wszystkim unosi się Viktor Orban, którego Bruksela zaczyna traktować jak konia trojańskiego. W tle rozmowy o sankcjach, funduszach, głosowaniu większościowym. Europa zaczyna się zastanawiać, czy można być wspólnotą bez wspólnego zaufania. Odpowiedź brzmi: można, ale krótko.

I wtedy człowiek wraca do tej porannej kawy. Do tej benzyny za 6,16. Do tych badań, które wiedzą wszystko. Do tych polityków, którzy wiedzą jeszcze więcej.

I nagle rozumie jedną prostą rzecz.

Tu już nikt nie rządzi rzeczywistością – wszyscy tylko zarządzają złudzeniem, że jeszcze nad nią panują.


  1. Wojciech Pierzchała

    No drożej niż 6,16 jednak, ale o to kłócił się nie będę. Co do elektryka, jak się mieszka w bloku bez fotowoltaiki to się nie opłaca. Takie życie normalnego średnio zarabiającego Polaka. Ci do reszty pełna zgoda 👍

  2. Irena

    Smutna rzeczywistość. Pozwoliłam sobie udostępnić na FB dwa zdania podsumowania. Nie wiem czy mogę? Już pytałam o to. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights