KRETYN GONI KRETYNA, ŚWIAT SIĘ TRZĘSIE – A MY MAMY SIĘ ŚMIAĆ?

Warszawa

W Toronto dzień jest niezbyt chłodny, pochmurny i niezbyt przyjemny – taki, w którym człowiek ma jeszcze resztki złudzeń, że świat trzyma się kupy. No więc nie trzyma. Bo gdy tylko weszliśmy z kolegami z uniwersytetu do sali, gdzie zwykle omawiamy projekty badawcze, ktoś włączył transmisję z Waszyngtonu. A tam – proszę państwa – Donald Trump, człowiek, który ma dostęp do broni jądrowej, postanowił otworzyć Radę Pokoju.

Rada Pokoju! W wykonaniu Trumpa brzmi to jak „Dieta Cud” w wykonaniu tłustego kota. Albo „Uniwersytet Ludowy” prowadzony przez Karola Nawrockiego.

A kiedy już myśleliśmy, że show osiągnęło dno – Trump postanowił je pogłębić. W pewnym momencie oznajmił bowiem, że ma już siedem miliardów dolarów na swój projekt odbudowy Gazy. Siedem. Jakby zbierał na nową linię perfum, a nie na powojenny chaos. Gdy to powiedział, spojrzałem na kolegów… i oni spojrzeli na mnie, jakby pytali: „Czy to jest jeszcze polityka, czy już telezakupy?”

I wtedy zrobiłem rzecz odruchową – przestawiłem telewizor na TVN24. Tak, mamy tu w Toronto satelitę, bo Polak musi mieć kontakt z ojczyzną jak astronauta z bazą. A tam – BREAKING NEWS. Polskie paski krzyczały tak dramatycznie, że Kanadyjczycy aż się wyprostowali. „Prezydent Nawrocki wyjaśnia powody weta”. No pięknie – z kabaretu amerykańskiego płynnie przeszliśmy w kabaret polski.

Musiałem więc wytłumaczyć kolegom, kto to Nawrocki, dlaczego veto, skąd ten chaos, czym jest KRS i dlaczego w Polsce prezydent obraża ministra mówiąc o „terroryście prawnym”. Przez chwilę poczułem się jak tłumacz w ONZ, który zamiast przekładać język – przekłada logikę na absurdy, a absurdy na coś, co choć trochę przypomina sens.

„Czy on to powiedział naprawdę?” – pytał profesor historii prawa. „Oczywiście” – odpowiadałem. „Z pełną powagą, którą tylko człowiek kompletnie oderwany od rzeczywistości może mieć.”

A oni patrzyli na mnie z mieszaniną rozbawienia i litości, jakby ktoś ich poinformował, że moja ojczyzna została przejęta przez trupę teatralną grającą farsę bez końca.

Ale im dłużej mówiłem, tym bardziej widziałem, że Kanadyjczycy wcale nie są obojętni. Owszem, lokalni profesorowie śmiali się z Trumpa jak z przebranego bałwanka, który próbuje prowadzić prognozę pogody. Ale kiedy rozmowa zeszła na Polskę – spoważnieli. Tak szczerze, po ludzku. Jeden profesor, specjalista od ustrojów demokratycznych, powiedział mi:

– Wiesz, to jest naprawdę przerażające, jak łatwo państwo może wpaść w ręce ludzi, którzy nie mają o nim pojęcia. A u was to wygląda jak podręcznikowy przykład.

Drugi, wykładowca filozofii politycznej, dodał z ulgą, że Kanada mimo wszystko ma system zabezpieczeń, które blokują podobne wyskoki. Powiedział to tonem człowieka, który właśnie sprawdził, czy drzwi do domu są zamknięte, bo widział w oknie podejrzany cień.

A trzeci, mój ulubiony, spojrzał na mnie i rzucił:

– Jeśli ten wasz Nawrocki naprawdę wierzy w to, co mówi… to chyba trzeba mu wysłać przewodnik po demokracji. Taki dla dzieci.

I wtedy pomyślałem: nawet Kanadyjczycy, mistrzowie uprzejmości, już się z nas śmieją. W kraju, gdzie ludzie przepraszają drzewa, które potrącą rowerem, nie ma litości dla politycznej głupoty.

A ja siedziałem tam, w tej sali, czując, jak wraca znajome uczucie – tak, to był wstyd. Wstyd za Nawrockiego, za jego weta, za jego pseudo-argumenty, za tę farsę udającą prezydenturę.

W końcu jednak zbliżyła się pora lunchu. Kanadyjczycy energicznie podnieśli się z krzeseł – jakby całe to globalne polityczne piekło można było chwilowo uciszyć miską zupy i kanapką z indykiem. Dyskusję przerwaliśmy, śmiech nieco opadł, ale humor dopisywał.

Tylko ja milczałem przez dłuższą chwilę, zbierając notatki i myśli.

Bo oni mieli ubaw. Ja miałem wstyd.

Usiedliśmy więc, jak to akademicy – z kawą, z ironią i z ostatnimi pokładami nadziei – i zaczęło się. Przez godzinę oglądaliśmy stand-up polityczny najgorszego sortu, jakby ktoś wrzucił do miksera kabaret, delirium i briefing wojskowy.


TRUMP – PROROK POKOJU, CO TO ZAKOŃCZYŁ WOJNY (O KTÓRYCH ŚWIAT NIE SŁYSZAŁ)

Już na wejściu, spóźniony kwadrans jak katecheta na rekolekcje, Trump oznajmił:

„Stany Zjednoczone nigdy nie były w takim punkcie. Rada Pokoju to jedna z najważniejszych rzeczy, w które jestem zaangażowany.”

Cóż, jeżeli to jest najważniejsze, to ja dziękuję – wysiadam. A dalej było tylko gorzej.

Trump wymieniał kraje i przywódców tak, jakby rozdawał nagrody publiczności w teleturnieju: „Ten dobry, tamten wspaniały, ten robi świetną robotę, a tamtego nie chcieliśmy, bo jest brzydki i nie zna się na pokoju”.

Kiedy powiedział, że Hamas obiecał oddać broń, jeden Kanadyjczyk zakrztusił się kawą. Gdy dodał, że wojna w Gazie się skończyła, choć trwa w najlepsze – drugi Kanadyjczyk omal nie zadławił się pączkiem.

A potem padło zdanie, które przebiło wszystkie inne:

„FIFA dała mi Pokojową Nagrodę Nobla.”

Tak. FIFA. Organizacja znana z korupcji, wałków i mistrzostwa w wyprowadzaniu pieniędzy z kont.

W tym momencie profesor ekonomii z naszej grupy wybuchł śmiechem tak niekontrolowanym, że musiał wyjść.


O ŻONIE-GENIUSZCE I ORBANIE MESJASZU

Im dłużej Trump mówił, tym bardziej czułem się jak widz na spektaklu, w którym aktor – kompletnie pijany – uparcie nie chce zejść ze sceny.

Było o jego żonie – dokumentalistce wszechczasów. Było o nagrodach, które mu się należą, o wodzach, którzy go kochają, o Putinie, Xi, Kushnerze, Witkoffie i twardych deweloperach z Nowego Jorku, którzy kochają wszystkich.

A potem przyszedł Orban, ukochany uczeń Trumpa.

„Victor Orban wykonuje świetną robotę w sprawie migracji.”

Tak. W sprawie migracji. Na zasadzie: zamykamy, zamrażamy, zakopujemy i walimy dechą.

Gdy Trump stwierdził, że większość wojen zakończył, atmosfera na sali była jak na pogrzebie rozumu. Jednocześnie śmieszne i tragiczne.


A TERAZ PRZENOSIMY SIĘ DO POLSKI, GDZIE KRETYN GONI KRETENA

Podczas gdy Trump bawi świat jak objazdowy cyrk, w Polsce na ring wychodzi Karol Nawrocki, mistrz świata w kategorii „Weto z dupy”.

Oto człowiek, który potrafi zawetować ustawę o KRS argumentem tak absurdalnym, że nawet Trump przy swoim kabarecie wygląda jak umiarkowany racjonalista.

Nawrocki oznajmił bowiem, że ustawa… „segreguje sędziów” i „tworzy chaos”. Tak jakby chaos nie był jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem.

Gdy dodał, że Waldemar Żurek jest „terrorystą prawnym”, kilku profesorów prawa tutaj w Toronto popłakało się ze śmiechu. Jeden powiedział:

– Z całym szacunkiem, ale u nas nawet populistyczni politycy mają trochę godności.

I to jest właśnie różnica. Kanada ma populistów, Polska ma Nawrockiego.


KRETYN GONI KRETENA, A NA KOŃCU STOI POLSKA

Z Trumpa świat się śmieje, ale się boi. Z Nawrockiego świat się nie śmieje, bo go nie zna – i to jest jedyny ratunek.

Ale my, Polacy, widzimy, jak prezydent wymyślony przez Kaczyńskiego:

  • wetuje ustawy, których nie rozumie,
  • broni systemu stworzonego przez partyjne pajacyki,
  • obraża sędziów,
  • a wszystko w imię „walki o obywatela”, którego ostatni raz widział na zdjęciu z kampanii.

I gdy zestawiłem tę farsę z amerykańską farsą, zrozumiałem jedno:

Niewiele trzeba, by demokracja zmieniła się w kabaret. Jeszcze mniej, by kabaret zmienił się w katastrofę.


I NA KONIEC – MORAŁ Z TRUMPA I NAWROCKIEGO

Donald Trump opowiadał o pokoju jak o nowym modelu Trump Tower: zbyt drogim, zbyt głośnym, zbyt absurdalnym, by ktokolwiek przy zdrowych zmysłach chciał wejść do środka.

Karol Nawrocki opowiada o Konstytucji jak o meblu z Ikei: niby zna instrukcję, ale skręca wszystko odwrotnie.

A my? My stoimy między nimi jak statek na mieliźnie głupoty.

Śmiejemy się, bo inaczej byśmy zwariowali. Bo gdy kretyn goni kretyna, świat się śmieje. Ale gdy dogoni – świat płonie.

I dlatego, choć w Toronto profesorowie mieli niezły ubaw z Trumpa, a ja sam parsknąłem kilka razy tak głośno, że kot z tarasu uciekł pod łóżko…

…to jednak gdzieś z tyłu głowy mam tę nieprzyjemną myśl:

Najbardziej niebezpieczni są ci, którzy myślą, że są najmądrzejsi.

A Trump i Nawrocki – każdy na swój sposób – właśnie tak o sobie myślą.

I dlatego trzeba ich nazywać po imieniu. Z ironią. Ze śmiechem. Z odrazą.

Bo tylko śmiech i prawda potrafią zatrzymać głupotę.

A głupota – jak wiemy – nigdy nie śpi.


(to be continued…)


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights