
Państwo polskie, rok 2025. Na papierze: demokracja. W praktyce: dramat. Karol Nawrocki, były ultras, awansowany z ławki rezerwowych historii IPN-u na funkcję głowy państwa, uprawia politykę jak mecze w czasach PRL: dużo dymu, jeszcze więcej pałowania i zero logiki. Gość, który jeszcze niedawno wykrzykiwał z trybun hasła o czerwonej hołocie, dziś wzywa szefów służb, jakby byli chłopcami z jego podwórka.
Nie chodzi o bezpieczeństwo państwa. Chodzi o teatr. Chce „spotkania”, czyli pokazówki. I jeśli nie dostaje zabawki, to obraża się jak bachor w piaskownicy: blokuje nominacje, odznaczenia, awanse. Szantaż emocjonalny jako nowa strategia bezpieczeństwa narodowego. Śmieszne? Nie. Groteskowe i niebezpieczne.
W tle – świta. Zaczynamy od Sławomira Cenckiewicza, doktora habilitowanego obsesji. Facet, który codziennie widzi SB-ka w lustrze. Jego wizja Polski to krzyżówka Archiwum X z „Pamiętnikiem Antka Policjanta”. W BBN zajmuje się głównie pisaniem donosów na rzeczywistość i pogardą dla ludzi, którzy nie wpisują się w jego martyrologiczny komiks.
Bogucki? To nie człowiek – to funkcja: funkcja powtarzania. Gdyby mu kazać przeczytać instrukcję obsługi prezydenta, pewnie by ją zgubił i doniósł na samego siebie. Jego wypowiedzi brzmią, jakby tłumaczył je Google Translate z języka bełkotu na dialekt lojalności.
Przydacz – kiedyś obiecywał więcej. Dziś przypomina lektora w kablówce: nadaje 24/7, ale nikt nie słucha. Krzyczy, bredzi, walczy z cieniem, po czym obraca się i pyta: „Widzieliście, jak mu przyłożyłem?”
Ta ekipa tworzy rzeczywistość alternatywną. Kraj zdrajców, agentów, sabotażystów. Tylko że nie ma dowodów. Nie ma faktów. Jest tylko paranoja, która pod ich kierunkiem awansowała do rangi polityki państwowej.
Nie ma nominacji? To nie wina Tuska, tylko ego prezydenta większego niż Stadion Narodowy. Nie ma odznaczeń? Bo może któryś funkcjonariusz nie zagłosował na Karola „Wielkiego” w wyborach. Państwo jest zakładnikiem przerośniętego kompleksu gościa, który zamiast myśleć kategoriami prawa, myśli kategoriami trybuny.
To już nie jest państwo z dykty. To jest państwo z foli aluminiowej. Belweder zmienił się w centrum dowodzenia teoriami spiskowymi. Polska w wersji Nawrockiego to nie demokracja. To PRL na dopalaczach z TikToka.
Niech im ktoś przypomni: oficerowie służą państwu, nie fantazjom jego chwilowego lokatora. Bo gdy prezydentem jest kibol, a doradcą foliarz, to bezpieczeństwo państwa zamienia się w kabaret – tylko bez śmiechu.

Dodaj komentarz