KAROL ZBIERA CIOSY, DONALD PUNKTUJE — FELIETON O PREZYDENCKIEJ FURII

Warszawa

KAROL ZBIERA CIOSY, DONALD PUNKTUJE — FELIETON O PREZYDENCKIEJ FURII

Jeśli ktoś miał nadzieję, że po tygodniu z czterema wetami, blokadą nominacji oficerskich i fantazją o marszu z pochodniami Karol Nawrocki się zmęczy, to muszę go rozczarować. Prezydent postanowił wstać lewą nogą i przez cały tydzień demolował państwo z gracją boksera, który wszedł do ringu bez kasku, ale z absolutnym przekonaniem, że „mu się należy wygrana”.

Zacznijmy od jego nowego hobby — blokowania wszystkiego, co rząd próbuje załatwić. Od parków narodowych po fundusz autobusowy, Nawrocki mówi: „nie” i odchodzi z zadowoleniem na twarzy. Gdyby tak samo skutecznie blokował nominacje swoich kolegów z IPN-u, może nie mielibyśmy dziś tylu etatowych rekonstruktorów historii na wysokich stanowiskach.

Najgłośniejsza była awantura o nominacje dla 136 funkcjonariuszy ABW i SKW. Młodzi ludzie, którzy właśnie kończyli szkolenia, dostali od prezydenta zamiast nominacji — środkowy palec z pieczątką. Bo pan Karol się obraził. Bo premier nie przyszedł. Bo brief był za krótki. Albo za długi. Albo nie wydrukowany na papierze z orłem. Albo nie pachniał narodowym mchem i bursztynem. Nikt już nie wie.

Nawrocki tłumaczy to brakiem współpracy. Rząd mówi: spotkania były umawiane, a prezydent je odwoływał. Minister Siemoniak wali w stół: „To sabotaż”. Premier Tusk zgryźliwie dodaje: „Zamiast współpracy mamy obrażalskiego z uprawnieniami”. I trudno mu się dziwić.

W tle tej farsy prezydent ogłasza, że pójdzie na Marsz Niepodległości. Ale nie będzie to marsz państwowy, tylko pochód z racami, krzyżami celtyckimi i osiedlową produkcją patriotyzmu. Kaczyński zresztą miał tam przemawiać, ale organizatorzy grzecznie pokazali mu drzwi. Przepraszam – niegrzecznie. „Nie dostanie mikrofonu” – mówią chłopcy z Marszu. Bo Jarek jest za miękki, za mało radykalny, i chyba nie dość głośno gardłuje o „wrogach ojczyzny”.

To boli. Bo kiedy narodowcy nie chcą już cię słuchać, to nie jesteś wodzem. Jesteś dziadkiem na ławce, który kiedyś coś znaczył, ale teraz tylko opowiada, że „kiedyś to było”. A że w dodatku próbujesz bronić Daniela Obajtka jakby był męczennikiem zamiast złotym chłopcem z zapleczem, to już w ogóle wygląda to jak satyra z „Ucha Prezesa”.

Kaczyński krzyczy #MuremZaObajtkiem, a Tusk odpowiada: „Zabraknie wam cegieł”. I słusznie, bo naród ma dziś raczej ochotę wziąć kilof niż dołożyć cegłę do tego absurdu. Obajtek już nie jest bohaterem, tylko memem. A prezes PiS desperacko próbuje jeszcze raz poderwać partyjny peleton — bez roweru, bez siodełka, za to z łańcuchem na szyi.

Tymczasem Konfederacja, która miała być cichym sojusznikiem, wbija nóż. Sławomir Mentzen bezlitośnie punktuje Kaczyńskiego: „kłamca, cham, cynik” – a wszystko to w eleganckim garniturze i z uśmiechem godnym zębologa. Dawna partia memów właśnie wykazała się większym instynktem politycznym niż cała PiS razem wzięta.

W Sejmie, gdzie PiS miota się bez celu, Marcin Przydacz wciąż recytuje „Tusk kłamie” w rytmie walca wiedeńskiego. Pytasz o zdrowie publiczne – Tusk kłamie. Pytasz o kredyty hipoteczne – Tusk kłamie. Pytasz, czemu sam jesteś w rządzie nieistniejącej partii – Tusk, naturalnie, kłamie. Przydacz to już nie polityk, to chatbot. ChatPrzydacz. Odpalany na słowo „Donald”.

W tle trwa też saga Zbigniewa Ziobry, który oficjalnie leczy się, a nieoficjalnie rozważa budapesztańskie azyle. Na miejscu są już Romanowski i paczka ludzi, których nie chce już ani prawo, ani logika, ani nawet zwykły wstyd. Jeśli jeszcze dołączy do nich Tomasz Szmydt z Białorusi, możemy mówić o pełnoprawnym Ministerstwie Sprawiedliwości na Wychodźstwie. Siedziba? Airbnb z widokiem na Dunaj. Sala rozpraw? Salon z kanapą i kamerą. Fundusz sprawiedliwości? Wypłacany kartą Revolut przez słupa z Podkarpacia.

W tym całym narodowym kabarecie Donald Tusk, ku rozpaczy opozycji, wygląda… poważnie. Nie śmieje się, nie odpala konfetti, nie ogłasza rewolucji. Po prostu – rządzi. Podejmuje decyzje. Punktuje przeciwników jakby od niechcenia. Gdy Nawrocki blokuje, Tusk komentuje. Gdy Ziobro znika, Tusk żartuje. Gdy Obajtek płacze w kącie, Tusk zamawia nowe cegły.

Waldemar Żurek, z kolei, robi swoją cichą robotę. Składa akta, przesyła dokumenty, kopie głębiej i głębiej w gruzowisku po IV RP. I choć nikt nie robi z nim selfie, to właśnie on może ostatecznie odpalić największy ładunek wybuchowy pod politycznym bunkrem, który Kaczyński budował przez lata.


Pomagierzy PiS-u i partia, która „wyszła z sali”

Jakby tego było mało, swoje pięć minut zdobyła też partia Razem. Ale nie za sprawą rewolucji, tylko… odwrotu. Gdy Sejm głosował nad uchyleniem immunitetu Ziobry – zagłosowali „za”. Gdy głosowano nad zgodą na jego zatrzymanie i areszt – wyszli z sali. Zandberg i spółka postanowili zagrać w polityczną szarą eminencję. Efekt? Lawina zarzutów: „pomagierzy PiS-u”, „lewica PiS-owska”, „Partia Razem. Razem z Ziobrą”.

Rzecznik partii tłumaczył: „Nie chcieliśmy dawać Ziobrze pretekstu do robienia z siebie męczennika”. Ale może warto było najpierw zagłosować, a potem się tłumaczyć? A tak – Zandberg wyglądał jak ten, co przyszedł na demonstrację przeciwko systemowi, ale wyszedł, bo nie puszczali jego playlisty.


Ziobro — znikający minister i bankomat partii

Tymczasem główny bohater tej farsy – Zbigniew Ziobro – nadal unika organów ścigania. Oficjalnie leczy się w Budapeszcie, nieoficjalnie – szuka politycznego azylu pod skrzydłami Viktora Orbána. Ale nawet z odległości kilkuset kilometrów robi w Polsce bajzel.

Prokuratura postawiła mu 26 zarzutów. Dotyczą m.in. nielegalnych dotacji z Funduszu Sprawiedliwości, których beneficjentami były organizacje powiązane z jego partią – Suwerenną Polską. Pieniądze szły na kampanie wyborcze, remonty, oprogramowanie szpiegowskie Pegasus i – jak ujawniono – także na polityczne „inwestycje” dla koalicjantów. Stanisław Tyszka mówi wprost: „Kowalski, przy Ziobrze, proponował nam z Kukizem sięgnąć po Fundusz Sprawiedliwości dla politycznych korzyści”.

W odpowiedzi Cezary Tomczyk zapowiada zawiadomienie do prokuratury. Ziobro na razie nie reaguje, choć może to być efekt braku zasięgu na węgierskich termach. Może jeszcze namówi Szmydta na wspólny newsletter z emigracji.


I na koniec: świat. Tak, on istnieje

Bo w tym całym kłębowisku wewnętrznego cyrku warto zauważyć, że świat nie przestał istnieć. W USA Donald Trump prowadzi swoją prywatną wojnę z logiką – raz obiecuje każdemu Amerykaninowi po dwa tysiące dolarów z ceł, raz grozi bojkotem szczytu G20 w RPA, bo tam „dyskryminują białych”. A między jednym a drugim znosi sankcje dla Węgier – oczywiście tylko na rok – żeby Orban mógł znów tańczyć z Putinem bez przeszkód.

Europa tymczasem drży. Bułgaria i Rumunia próbują ratować swoje rafinerie przed sankcjami USA wobec Łukoilu, a Białoruś, dzięki amerykańskiemu wysłannikowi, wypuszcza więźniów politycznych. Na wschodzie trwa wojna – Rosja chwali się zdobyciem kolejnej wioski, Ukraina milczy, a drony nadal robią wrażenie skuteczniejsze od dyplomacji.

I tak w świecie, gdzie jedni walczą o życie, inni – o ropę, a jeszcze inni o „prawdę w BBC”, Polska nadal kłóci się o to, kto komu podał rękę w Sejmie i kto ma prawo do wetowania budżetu.


A teraz popatrzmy raz jeszcze:

– Karol Nawrocki – prezydent z podwórka IPN, który myśli, że rządzenie to wojna pozycyjna z kartką weta w dłoni,
– Jarosław Kaczyński – wodzu bez armii, z głosem niechcianym nawet przez własne dzieci,
– Daniel Obajtek – chłopiec z Orlenu, który zamiast biografii pisze komiksy o własnej krzywdzie,
– Zbigniew Ziobro – duch w masce chirurgicznej, który straszy z emigracji,
– Sławomir Mentzen – trybun prawicy, który w pięć minut zrobił z Kaczyńskiego politycznego dinozaura,
– Donald Tusk – człowiek, który w tym całym absurdzie zachowuje trzeźwość, co czyni go dziś najbardziej radykalnym politykiem w Polsce.

I my – widzowie. Wkurzeni, zmęczeni, zniecierpliwieni, ale wciąż uwięzieni w tej tragifarsie, którą nazwaliśmy demokracją. Może i Halloween się skończyło, ale maskarada trwa w najlepsze. Z tą różnicą, że te kostiumy już nie śmieszą – one bolą.

Koniec bajki. Karolu – weź urlop. Jarosławie – zamilknij. Donaldzie – nie przestawaj. Świecie – nie zwalniaj, my i tak próbujemy cię dogonić w klapkach.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights