
Gdy Karol Nawrocki wychodzi w rocznicę Grudnia ’70 i zaczyna mówić o prawdzie, ofiarach i sprawiedliwości – to wiadomo, że za chwilę dostaniemy patriotyzm z mikrofalówki. Szybko podgrzany, nierówno rozmrożony, ale za to z obowiązkowym dodatkiem patosu, który można kroić nożem jak zimnego karpia po wigilii Morawieckiego.
PREZYDENT OD SYMBOLI. I OD NICZEGO WIĘCEJ
Podczas 55. rocznicy czarnego czwartku Nawrocki mówił o „sercach i pamięci narodowej po stronie ofiar”. Brzmiało to jak fragment z podręcznika do WOS-u z 1996 roku, wydanego przez Instytut Pamięci Narodowej – w wersji dla uczniów, którzy lubią cytować, ale nie rozumieć.
I oczywiście nie mogło zabraknąć wątku o Jaruzelskim. Bo dla Nawrockiego historia to nie trudna lekcja, tylko wygodny scenariusz, w którym on sam odgrywa rolę duchowego spadkobiercy „Solidarności”, „prawdy” i „narodu”. Jakby to on osobiście z krzyżem w dłoni przeganiał zomowców z Gdyni. W tle dramat, w ręku znicz, a w głowie konfetti.
KOPALNIA WUJEK, WĘGIEL I STRATEGIA Z KOTŁA PAROWEGO
Ten sam Nawrocki jeszcze wczoraj wygłosił przemówienie w kopalni „Wujek”. Słuchało się tego jak przemowy z epoki gierkowskiej, tylko na odwrót. Górnictwo? „Strategiczne”, „tożsamościowe”, „suwerenne”. Czyli: święte. Tylko że w wersji Nawrockiego to już nie tylko mit węglowej Polski. To nowa ewangelia, w której węgiel z Bogdanki staje się hostią, a dotacje do nierentownych kopalń – sakramentem.
W XXI wieku mówić o węglu jak o „cywilizacyjnej kotwicy” to jak leczyć nowotwór pijaństwem i kadzidłem.
NAWROCKI W RYDZE, CZYLI LIMUZYNA NIEŚMIERTELNOŚCI
Jeśli myśleliście, że prezydent zajmuje się bezpieczeństwem kraju, to błąd. On zajmuje się lakierem. Bo w Rydze podstawiono mu brudną limuzynę i z tego zrobiono aferę międzynarodową. To nie żart. Gdy w Ukrainie spadają bomby kasetowe, Nawrocki dostaje… zabrudzone lusterka.
Z MiG-ami było jeszcze śmieszniej. Generał Bryś miał informację. Cenckiewicz – nie. Bo nie ma dostępu do informacji niejawnych. Ale to on rozmawia z Nawrockim. A Nawrocki się skarży, że nikt go nie poinformował. Przekładaniec jak z „Ucha Prezesa”, tylko aktorzy mniej śmieszni, a konsekwencje bardziej tragikomiczne.
ŁAŃCUCHY, CZYLI PREZYDENCKA WALKA Z KOJCEM
Weto do ustawy o ochronie zwierząt – bo kojce za duże. Serio. „To uderzy w rolników!” – grzmiał Nawrocki, jakby kojec miał być strefą wolną od konserwatyzmu. W praktyce: psy będą dalej żyć na łańcuchach, byle Tusk nie odniósł sukcesu. Strategia jak z PiS-owskiego podręcznika „Jak szkodzić i nie dać się przyłapać”.
WIGILIA, CZYLI PIS ROZŁAMOWY

***Zdjêcie do depeszy PAP pt. Centrum pomocy dla uchodców dzia³a w Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie***
Tymczasem PiS urządza sobie dwie wigilie – jedną u Kaczyńskiego, drugą u Morawieckiego. Było wszystko: kłótnie, sztylety w plecy, Dworczyk, Semeniuk, Bortniczuk i bruderszafty na pokaz. Tylko Jezusa brakło. Bo trudno się narodzić w partii, która dawno zapomniała, co to pokój.
POLSKA NA WERSALCE PAMIĘCI
Grudzień 1970 był tragedią. Ludzie ginęli, bo chcieli chleba, prawdy i szacunku. Ale dziś ich pamięć staje się dekoracją dla ludzi bez refleksji. Nawrocki stroi się w narodowe symbole jak w marynarkę z plastiku – błyszczy, ale się nie układa.
Patriotyzm to nie świeczka na grobie. To codzienna robota: słuchać, rozumieć, współpracować. Nie robić z państwa kabaretu na pół etatu. I nie udawać, że rozdawanie dotacji dla kopalń i mokrej ściery dla kierowcy z Rygi to „obrona suwerenności”.
Karolu, więcej myślenia, mniej wieńców. I może czas wreszcie odebrać ten telefon.

Dodaj komentarz