
Karol Nawrocki, człowiek, który przez lata polerował przeszłość tak zawzięcie, że aż powychodziły z niej nowe błyskotki, postanowił wnieść do Pałacu odrobinę „ducha”. I to dosłownie. Oto kapelan — salezjanin-rekonstruktor, duszpasterz stadionowej romantyki, patron selfie z ekstremum i liturgiczny wodzirej pielgrzymek, na których patriotyzm ma decybele, a różańce liczą się jak sektorówki. Kapelan od gestu, który nie ma nic wspólnego z błogosławieństwem, za to świetnie nadaje się do komunikacji międzypokoleniowej: „Pokój z tobą… ale tobie nie”.
Nawrocki, znany z tego, że historię traktuje jak plastelinę — do formowania bohaterskich newsów i ukrywania niepotrzebnych faktów — znalazł sobie duchowego bliźniaka. Jeden będzie opowiadał, że Polska zawsze była wielka (nawet kiedy akurat płonęła), drugi dopowie, że wielkość wymaga odpowiedniej oprawy pirotechnicznej i kilku soczystych epitetów pod adresem „lewaków”, „multi-kulti” i wszystkiego, co nie pachnie kadzidłem narodowego romantyzmu. Taki duecik: prezydent od pamięci „słusznej” i kapelan od „wartości właściwych”. Wspólnie zapewnią nam państwo, gdzie pacierz łączy się z połajanką, a Ewangelia bywa skrócona do listy wrogów publicznych.
Oto więc duchowny, który w wielkanocnych życzeniach napisał:
„Zmartwychwstania naszej ukochanej Ojczyzny, bez KOD-ów, fałszywych autorytetów, płatnych zdrajców. Zmartwychwstania chrześcijaństwa w Europie, Europy bez multi-kulti, islamistów, lewaków i poprawności politycznej.”
Brzmi jak życzenia od osiedlowego kaznodziei z epoki Facebooka: „wesołego jadu i niech nienawiść będzie z Wami”. Chrystus zmartwychwstał, ale za to niechaj znikną wszyscy ci, którzy mają inny pogląd. Amen.
A jak wygląda jego chrześcijańska miłość bliźniego w praktyce? Zamiast kazania — środkowy palec. Pokazany do logo „Gazety Wyborczej” z uśmiechem i gestem godnym rubasznego kierowcy tira po dziesiątej godzinie jazdy. Oczywiście sfotografowany. W końcu dzisiaj nie ma grzechu, którego nie da się wrzucić na Instagrama.
Ale to nie koniec. Kapelan nowego prezydenta RP lubi też towarzystwo. Zwłaszcza takie, które zna się na klimacie stadionów, pałek teleskopowych i patriotyzmu w wersji „twardej”. Wspólne zdjęcia z Olgierdem L. (ps. „Olo”) – skazanym za udział w zorganizowanej grupie przestępczej – czy z Grzegorzem H. („Śledziu”), znanym z neonazistowskich tatuaży (w tym swastyki i portretu Hitlera), nie budzą już nawet zgorszenia. To po prostu… branding. Jezus miał uczniów, on ma kiboli.
Gdyby tego było mało, ksiądz historyk postanowił dołożyć swoją cegiełkę do reinterpretacji najnowszej historii Polski. Publicznie zasugerował, że Tadeusz Mazowiecki „walczył z bronią w ręku przeciw Żołnierzom Wyklętym”. Kiedy rodzina Mazowieckiego zagroziła pozwem – przeprosił. Ale przecież wiadomo, że jak raz się rzuci kamieniem, to echo już samo niesie.
Na koniec jego perełka teologii nienawiści:
„Lewactwo to choroba duszy. Islam to zaraza, która musi być powstrzymana zanim zaleje Europę.”
I tu nie wiadomo, czy to kazanie, czy notatka policyjna z podsłuchu w barze „U Władka”.
Tak więc mamy kapelana na miarę naszych czasów: z koloratką, ale i z gestem. Z brewiarzem, ale i z nacjonalistycznym kajecikiem. Z Ewangelią, ale tylko do cytowania fragmentów, które pasują do marszów z pochodniami. A wszystko to pod patronatem prezydenta, który z IPN zrobił teatr jednego aktora, a z urzędu – kabinę do robienia selfie z przeszłością.
I niech nikt nie mówi, że to tylko symbol. Bo symbole mówią więcej niż konstytucje. A ten symbol pokazuje nam państwo, które pod płaszczykiem pobożności szykuje miejsce dla pogardy. Zresztą – przecież nie o modlitwę tu chodzi. Tu chodzi o przekaz. Jasny, dosadny, wystawiony na pokaz. Tak jak środkowy palec.
Na szczęście można też złożyć własne życzenia:
„Zmartwychwstania zdrowego rozsądku, Ojczyzny bez histerii i kapelanów od wykluczania. Amen.”

Dodaj komentarz