


Zanim Kaczyński zdążył rozłożyć swój składany stołeczek pod kolejnym szpitalem powiatowym, do ofensywy ruszył inny bohater naszych czasów – prezydent Karol Nawrocki. A raczej: prezydent na papierze, trybunał oburzenia w praktyce. Po tym, jak Donald Tusk ośmielił się stwierdzić, że „żeby być prezydentem, nie wystarczy wygrać wybory”, Nawrocki postanowił się odszczeknąć. I to w stylu, który idealnie oddaje klasę człowieka, któremu najwyraźniej myli się godność urzędu z rubasznym stand-upem.
„Pan premier Tusk musi zrozumieć, że nie jest królem” – warknął Nawrocki. Tryby w jego mózgownicy musiały się wtedy mocno rozgrzać, bo zgrzyt słychać było aż na Kremlu. Dalej już było tylko lepiej: żale o spotkania z szefami służb, które ponoć Tusk odwołał, a które rzekomo miały służyć bezpieczeństwu państwa, ale nagle – przez złośliwego premiera – zamieniły się w polityczny zamach na prerogatywy prezydenta.
Kretyński poziom tej argumentacji może konkurować jedynie z dramatyzmem jej formy. Nawrocki skarży się, że nie może nominować oficerów ABW, bo Tusk nie chce się z nim bawić w służby. Płacz nad tym, że nie dostał zaproszenia na kolegium ds. służb specjalnych, wygląda jak skarga przedszkolaka, którego nie dopuszczono do klocków Lego. I nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby nie to, że człowiek ten zasiada w Pałacu Prezydenckim.
A w tym samym czasie Kaczyński ogłasza „kampanię szpitalną” – objazd po placówkach zdrowia, gdzie wznosi mowy pełne łez, strachu i oskarżeń. Oczywiście o Tuskowe „zniszczenia”, jakby przez ostatnie osiem lat to obcy rządzili Polską, a nie jego własna formacja. Na tle dramatycznych doniesień o bankructwach szpitali, likwidacji oddziałów i katastrofie onkologicznej, prezes prezentuje się jako wybawiciel. Tyle że to wybawiciel, który wcześniej podpalił dom.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda próbuje wprowadzać „rozwiązania doraźne” – ale niestety, bez strategii i odwagi. Oddziały położnicze zamknięte? To zróbmy Terenowe Oddziały Położnicze przy SOR-ach. Brakuje porodówek? Położne w izbach przyjęć! Wszystko przypomina szybkie tapetowanie zawilgoconej ściany. Problemem nie są tylko braki kadrowe czy finansowe – problemem jest absolutny brak zarządzania procesowego i strategii.
Tymczasem od lat są dostępne sensowne i gotowe rozwiązania:
- Mobilne zespoły położnicze, pozwalające zabezpieczyć porody tam, gdzie ich dziś nikt nie chce prowadzić,
- Księga procesów dla szpitali, czyli zestandaryzowany model działania każdej placówki – jak fabryka zdrowia, a nie pole eksperymentalne,
- Partnerstwa szpitali z uczelniami medycznymi, by zamiast samotnych placówek powstawały sieci z jasną ścieżką kliniczną i dydaktyczną.
Ale do tego trzeba odwagi, wizji i zdolności analitycznej. Żaden z ostatnich ministrów – łącznie z obecną minister zdrowia – nawet nie zająknął się o potrzebie zdefiniowania celu strategicznego systemu ochrony zdrowia. A bez celu wszystko jest dryfem. Bez analizy procesów – wszystko jest reakcją. Bez wyobraźni – wszystko jest prowizorką.
Minister finansów Andrzej Domański przelał 3,5 miliarda do NFZ. Super. Tyle że bez warunków, bez powiązania z efektami leczenia, bez kryteriów jakości. Zastrzyk pieniędzy bez reformy to jak podłączenie pacjenta do kroplówki i uznanie, że jest już zdrowy.
Domański mówi o „stabilizacji systemu”. A dane pokazują: pacjenci onkologiczni odsyłani, limity powracają, diagnostyka się dławi. Ministerstwo działa pod dyktando medialnych nagłówków. W systemie zdrowia trwa kryzys, a zarządzający walczą z jego skutkami, nie z przyczynami.
A po tym wszystkim Kaczyński triumfalnie ogłasza, że walczy o pacjentów. Ziobro czeka na głosowanie nad immunitetem. Marsz Niepodległości grzeje się już pod hasłami wolności od wszystkiego. A Nawrocki dalej tłumaczy, że to on jest „zwierzchnikiem sił zbrojnych”, tylko nikt go nie słucha.
Tusk – jedyny dorosły w pokoju – próbuje zarządzać chaosem, choć co krok wpada na ludzi, którzy nie odróżniają konstytucji od komentarza na Facebooku.
Rok 2025. Polska. Państwo w stanie gorączki. Prezydent, który odgrywa dramat na TikToku. Premier, który próbuje nie zwariować. A obywatel? Obywatel powinien sprawdzić ciśnienie. Na wszelki wypadek.

Dodaj komentarz