KACZYŃSKI BEZ TLENU, NAWROCKI NA DOPALACZACH, A TUSK Z UŚMIECHEM

Warszawa

Jarosław Kaczyński przypomina dziś akwarystyczną złotą rybkę bez pompki powietrza – niby jeszcze pływa, ale już coraz częściej bokiem. Zapowiada, że „we wrześniu zrobi coś spektakularnego”. Słyszeliśmy to już tyle razy, że jeśli naprawdę ma coś „wielkiego” w zanadrzu, to pewnie będzie to nowy program rozdawania darmowych kanarków emerytom. Albo defilada rekonstruktorów, w której sam wystąpi jako żywy eksponat PRL-u.

Na scenę wchodzi Karol Nawrocki – nowy prezydent, świeżo upieczony gladiator narodowej wielkości. Otwiera kadencję niczym nastolatek konto na TikToku – z przytupem, głośno i od razu z ambicją podbicia świata. Szkoda tylko, że zamiast do Białego Domu, trafił najwyżej do rubryki „Kronika towarzyska” w lokalnej gazecie. Wysłał list do Zełenskiego, w którym deklaruje solidarność, odwagę i przyjaźń – pięknie, choć przypomina to sytuację, gdy chłopiec z klasy 3B pisze do kapitana drużyny piłkarskiej: „też lubię biegać, może kiedyś mnie wybierzesz do składu”.

Nawrocki to polityczny kibol w garniturze – dużo krzyku, trochę groźnych min, ale gdy przychodzi co do czego, to gubi się w szatni. Chciał być polskim Trumpem, a wyszedł mu cosplay na lokalnego działacza z domu kultury. Ego jak Mount Everest, ale kondycja polityczna raczej jak pagórek w Pcimiu.

Na tym tle Donald Tusk jawi się jak doświadczony szachista grający z dziećmi, które dopiero nauczyły się ruszać pionkiem. Uśmiecha się, kiwa głową, mówi „pierwsze koty za płoty” – i to wystarczy, by publiczność wiedziała, że właśnie puścił Nawrockiemu przyjacielskiego liścia w stylu „spokojnie chłopcze, jeszcze się nauczysz”. Tusk nie musi walczyć – wystarczy, że się uśmiechnie. A obóz Kaczyńskiego zaczyna w tym czasie walczyć sam ze sobą, wyciągając noże, siekiery i stare kasety VHS z przemówieniami.

Jacek Kurski z kolei wciąż udaje, że jest politycznym Nostradamusem. Broni Kaczyńskiego jak ministrant świecznika na procesji – choć wszyscy wiedzą, że w tej procesji już dawno nie ma ani wiernych, ani chóru, ani nawet księdza. A Sasin triumfalnie ogłasza sukces PiS-u w Zabrzu, choć ich kandydat odpadł w pierwszej turze. To tak, jakby Legia świętowała zwycięstwo, bo ich kibic kupił bilet na mecz.

Polityczna mapa Polski w sierpniu 2025 wygląda więc jak kiepski kabaret: Kaczyński dusi się własną przeszłością, Nawrocki robi fikołki, żeby udowodnić, że potrafi, a Tusk siedzi wygodnie, patrzy i wie, że czas gra tylko na niego. KO nie musi dziś robić cudów – wystarczy, że pozwoli PiS-owi powoli wysysać resztki tlenu z własnej butli.

A jeśli naprawdę ma się spełnić wrześniowa przepowiednia Kaczyńskiego? To miejmy nadzieję, że skończy się tylko na kolejnym wiecu w Katowicach. Bo „spektakularność” w jego wydaniu coraz bardziej przypomina pokaz sztucznych ogni w deszczu – dużo dymu, mało światła, a na końcu zostaje tylko mokra zapałka.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights