„KABARET REPRESJI” — CZYLI JAK PRAWICA ŚMIEJE SIĘ Z DEMOKRACJI, PÓKI JESZCZE WOLNO

Warszawa

Grzegorz Braun, europoseł Konfederacji, wciąż „żartuje”. Choć sam uważa, że to tylko „forma ekspresji”. Kiedyś krzyczał z mównicy sejmowej „Gasić!” — w stronę Ministerstwa Zdrowia, wcześniej rzucał w stronę ministra Niedzielskiego ampułkami, ale ostatnio poszedł znacznie dalej. Publicznie sugerował, że „należy zgasić świeczki chanukowe”, atakował pamięć o Holokauście, podważał sens edukacji o Zagładzie i „obnażał żydowską propagandę”. W ostatnich tygodniach demolował wystawy plenerowe poświęcone historii polskich Żydów — z kamerą, z uśmiechem, z hasłem „stop kłamstwom o Holokauście”. On nie żartuje. On testuje.

Robert Bąkiewicz, były lider Marszu Niepodległości, dziś bardzo aktywny medialnie, wciąż działa w środowiskach narodowych. Organizuje marsze rocznicowe, pojawia się na granicy i z kamerą pyta żołnierzy i funkcjonariuszy, czy „mają honor”. Pytanie z pozoru niewinne — ale wiadomo, że to prowokacja. Bąkiewicz od lat głosi pogląd, że „lewak to nie człowiek”, a „patriotyzm trzeba czasem okazać pięścią”. Jarosław Kaczyński nie raz publicznie go chwalił. Karol Nawrocki, szef IPN, wspiera całościowo kibolsko-patriotyczne środowiska, które Bąkiewicz reprezentuje, buduje z nim wspólną narrację o „nowym porządku moralnym”.

Sławomir Mentzen, lider Nowej Nadziei, wypromował hasło „5 x NIE”: nie dla podatków, Unii Europejskiej, aborcji, gejów i Żydów. Gdy pojawiły się protesty, tłumaczył, że to był tylko dowcip. Internetowy mem. Kampanijna przesada. Ale zdanie poszło w świat. Jako „żart”, który trafia do głów młodych wyborców.

Marek Suski sugerował, że „Tusk to człowiek, który powinien stanąć przed Trybunałem Stanu – albo czymś gorszym”. Janusz Kowalski przy każdej możliwej okazji mówi o „zdradzie narodowej”, a jego „żartobliwe” memy i wpisy zdają się testować cierpliwość demokratycznego państwa prawa. Zbigniew Ziobro, potrafił w jednym zdaniu nazwać przeciwników politycznych „lewakami”, „komunistami” i „zdrajcami” – a potem dodać, że „to tylko taka polityczna pikanteria”.

Twardy przekaz wspiera też Przemysław Czarnek. To on mówił o „tęczowej zarazie” i o tym, że „ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”. Jego „żarty” weszły na stałe do języka politycznego. I do szkół. Gdzie humorem kamufluje się dehumanizację.

Jarosław Kaczyński nie pozostaje w tyle. Podczas spotkania w Zabrzu mówił, że „mógłby udawać Kierwińskiego, bo kiedyś grał w filmie”, po czym oskarżył koalicję Tuska o „represje” i „zimną wojnę domową”. Tyle że chwilę później zapowiedział ofensywę: nowy program partii, aplikację mobilną „Biało-Czerwoni” i „wewnętrzne oczyszczenie struktur PiS”. Brzmi jak zapowiedź porządków z pomocą aplikacji i zmodernizowanej wersji listy proskrypcyjnej. Z uśmiechem.

Andrzej Duda, prezydent RP, w 2020 roku ogłosił, że LGBT to „nie ludzie, to ideologia”. Porównał ją do komunizmu, twierdząc, że jest nawet groźniejsza. Po fali krytyki dodał, że był „źle zrozumiany” i „wypowiedź została wyrwana z kontekstu”. Ale słowa padły. I zostały zapamiętane.

Z drugiej strony mamy Donalda Tuska — od lat przedstawianego jako niemieckiego agenta, Niemca i zdrajcę. Bez dowodów, za to z wielką ilością „żartów” i memów. Radosława Sikorskiego — który odpowiada ironią i od razu słyszy, że jest „aroganckim liberałem”. I sędziego Waldemara Żurka — nazywanego „szmatą sądową”, bo broni Konstytucji. Wszystko oczywiście „z przymrużeniem oka”.

Zjawisko nie jest przypadkowe. To strategia. Socjolodzy mówią o „normalizacji przemocy poprzez humor”. Wypowiedzi niegdyś uznawane za niedopuszczalne, dziś przedstawiane są jako „niewinny żarcik”. Dzięki temu przekraczanie granic staje się częścią gry politycznej. Satyra nie obnaża władzy — prawica wykorzystuje satyrę, by rozbrajać czujność i mobilizować swój elektorat.

To nie „władza” tak mówi. To konkretny obóz polityczny: PiS, Konfederacja, środowiska Bąkiewicza, Kaczyńskiego i Nawrockiego. Powtarzają to w kółko, aż staje się to normą. A reszta — z braku rozumu lub odwagi — ochoczo to powiela.

Prawica testuje język. Najpierw mówi, że rozstrzelać. Potem, że to tylko żart. Wreszcie — że konieczne są „porządki”. A wszystko to dzieje się z uśmiechem i dźwiękiem braw. Publiczność się śmieje. Póki ktoś nie zostanie pobity, zastraszony, wykluczony. Póki śmiech nie staje się częścią represji.

Nie chodzi o to, żeby nie żartować. Chodzi o to, żeby wiedzieć, kto żartuje, z czego i po co. Bo polityczny stand-up łatwo może zamienić się w scenariusz, w którym naprawdę płoną domy, a ludzie znikają. A wtedy już nikt nie powie: „to był tylko żart”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights