
Gdyby Bóg faktycznie zszedł na ziemię i postanowił objąć władzę w jakimś zakątku Polski, to zapewne nie byłby to powiat makowski. Ale oto mamy 2025 rok i radni z tej niepozornej jednostki administracyjnej na Mazowszu, postanowili, że Jezus Chrystus zostanie KRÓLEM. Królem niebiańskim był, jasne. Królem serc wiernych? Czemu nie. Ale królem powiatu makowskiego? To już inna para sandałów.
Zaczęło się od obywatelskiego projektu. Ponad 300 osób podpisało się pod wnioskiem o intronizację. Czyli, mówiąc po ludzku, chcieli ukoronować Chrystusa na lokalnego władczę. Jakby nie wystarczało mu panowanie nad wszechświatem, to jeszcze musiałby odpowiadać za budżet, drogi powiatowe i problemy z kanalizacją w gminie Sypniewo. Czysta teologiczna degradacja.
Pomysł przeszedł przez radę powiatu jak pielgrzymka przez wiejską drogę. Zostawił ślad, hałas i dużo zamieszania. Głosowano, przyjęto. Cieszyli się wszyscy ci, dla których religia to nie duchowość, lecz konkurs na najbardziej dewocyjny gest publiczny. Starosta makowski, Mirosław Augustyniak, ostrzegał, że wojewoda to wywali. Ale gdzie tam. Przecież jak ktoś ma Matkę Boską w klapie marynarki, to wie lepiej.
No i wojewoda zrobił swoje. Mariusz Frankowski, zapewne z miną człowieka, który właśnie znalazł paragraf, którym może przywalić w absurdy, unieważnił uchwałę. Powiedział (oczywiście urzędowym bełkotem), że nie ma podstawy prawnej. Czytaj: rada powiatu nie może rozdawać koron boskim postaciom, bo nie są agencją castingową dla nieba.
Tymczasem radni… no właśnie. Kto to wymyślił? Kto wpadł na pomysł, że Jezus będzie lepiej zarządzał powiatem niż ludzie? Może to efekt desperacji, może frustracja, a może po prostu chronicznego braku kontaktu z rzeczywistością. Jakie to muszą być intelektualne pustkowia, skoro ludziom się wydaje, że przy braku chodnika w gminie, pewnie pomoże nie remont, a objawienie?
Niektórzy mówią: „To symboliczny gest”. Owszem, tak symboliczny, że aż bezsensowny. Symbolizuje dokładnie to, że pewna część ludzi nadal myli samorząd z oazą, a konstytucję z Pismem Świętym. Demokracja nie polega na tym, by spełniać każdą religijną zachciankę – inaczej mielibyśmy np. Święte objazdy z relikwiami po budynkach starostwa, a w urzędzie skarbowym egzorcyzmy zamiast kontroli.
Makowski przypadek to nie tylko wstyd lokalny. To mem narodowy. To zdjęcie Polski, w której racjonalne zarządzanie zostało prześwietlone przez fanatyzm, a rozum wyprowadził się z urzędów i zamieszkał w lasach. To groteska podszyta dobrymi intencjami i złą lekturą.
Bo przecież to nie złośliwość, tylko głupota. Zwykła, ludzka, wiejska głupota – taka, co to nie wie, co to kompetencje samorządu, ale wie, że jak się powie „Jezus”, to nikt nie zaprotestuje. Aż tu nagle wojewoda przychodzi z Konstytucją jak z pałką i mówi: dość.
A ile takich gmin jest w Polsce? Nikt nie wie. Ale sądząc po wynikach wyborczych PiS-u z lat 2015–2023, to całkiem sporo. Wiele z tych miejsc, gdzie Jezus ma zostać kierownikiem od asfaltu, głosowało tępo, ale z entuzjazmem na Jarosława i jego bandę, jakby rozdawali nie tylko trzynastki, ale i zbawienie z dostawą do domu. W powiecie makowskim w wyborach parlamentarnych 2019 PiS uzyskał ponad 60% poparcia. A w niektórych gminach było jeszcze więcej. To właśnie ten elektorat: zakochany w symbolach, wpatrzony w wodza, gotów klaskać, gdy ktoś ogłasza że „Jezus będzie królem”, ale bez pomysłu, kto będzie kierownikiem od kanalizacji.
Brawo. Niech to będzie przestroga dla innych powiatów, które myślą o intronizacji kogokolwiek. Może następnym razem niech zrobią coś naprawdę rewolucyjnego. Może… naprawią drogę?

Dodaj komentarz