
Środowy poranek. Kawa zbyt mocna, jajko na miękko już twarde, a w radiu znów ktoś krzyczy, że „Polska jest zalewana przez obcych”. Zanim wylejemy kawę razem z rozsądkiem, warto się zastanowić: czy przypadkiem to nie my sami rozlewamy sobie rzeczywistość na kolana?
Migranci już tu są. I nie tylko nie uciekają, ale jeszcze (o zgrozo!) płacą podatki, robią zakupy, uczą dzieci polskiego i głosują nogami – zostając w kraju, który coraz częściej patrzy na nich z niechęcią, jakby patrzył w lustro i nie poznawał własnej twarzy. Bo przecież nie chodzi o to, że „są inni”. Chodzi o to, że przypominają nam, jak bardzo my sami jesteśmy niepewni siebie.
Postanowiłem napisać o migracji bez populistycznych wrzasków i jadowitych memów. I nagle okazało się, że można. Że da się rozmawiać o imigracji bez straszenia kalifatem pod Wrocławiem i bez opowieści o „czystej krwi narodu” z mentalnością sprzed wynalezienia penicyliny.
POLSKA: MIĘDZY ŻABKĄ A KULTURĄ WYSOKĄ
Migranci to nie tylko rubryki w Excelu i pracownicy Żabki. To ludzie. Z dziećmi, traumami, marzeniami, którzy nie chcą wchodzić Polakom z butami w obyczaje, tylko chcą mieć gdzie postawić własne. To nie kwestia czy być „za” czy „przeciw” migrantom, ale czy potrafimy budować wspólnotę, zamiast nowych murów.
Europa Zachodnia przerobiła integrację na skróty: nauczysz się języka, dostaniesz zasiłek i znikną wszystkie problemy. Nie zniknęły. Ale to nie znaczy, że mamy zamknąć drzwi. To znaczy, że trzeba wiedzieć, kto przychodzi, jak przychodzi i co z nim dalej.
W POLSCE MIGRANT MA BYĆ POLAKIEM, ALE BEZ PRAWA DO POLITYKI
Bo migrant w Polsce ma być cichy, pracowity i niewidzialny. Ma nie mieć poglądów, nie rozmawiać o wojnie, nie pytać o prawo jazdy, tylko robić te pierogi, remont i siedzieć cicho. Przypomina to nieco nasz stosunek do własnych babć – kochamy, ale „niech nie mówi przy gościach”.
A prawda jest taka, że bez migracji nie będzie polskiej gospodarki, ZUS-u, ani ratownika w hotelowym basenie. Więcej: bez migracji Polska się zestarzeje szybciej niż zdąży wybudować elektrownię atomową.
JEŻ, LIS I NAWROCKI NA OBCHODACH WUJKOWEJ WERSJI HISTORII
Ale gdzie tu puenta? Tu. Bo kiedy Europa Zachodnia jest lisem, który kombinuje, jak nie wpaść w konflikt z Rosją, a Ukraina jeżem, który wie tylko jedno: przegrana to śmierć – Polska stoi na przystanku, patrzy w rozkład jazdy sprzed trzech wojen i głośno zastanawia się, czy na pewno chce jechać dalej.
I wtedy na scenę wchodzi Nawrocki. Człowiek, który w kopalni „Wujek” widzi głównie PRL, komunę i spiski, ale nie zauważa, że dziś problemem nie jest generał Jaruzelski, tylko generał bez planu, za to z kontem na X. Nawrocki opowiada o patriotyzmie jakby prowadził kanał YouTube o retro-wojnie, ale nie wspomina nic o współczesnych wyzwaniach. Jakby historia miała ochronić nas przed teraźniejszością.
A CO NA TO PRAWICA? CZYLI MIGRANCI WEDŁUG NAWROCKIEGO, BRAUNA I INNYCH WIZJONERÓW GRANICY
Warto przypomnieć, co o migrantach sądzi polska prawica – ta od krzyży w klapie i granic z drutu kolczastego. Prezydent Nawrocki, ten sam, który w kampanii grzmiał o „suwerennej tożsamości” i „cywilizacji śmierci przybywającej pontonami”, traktuje migrację jak sabotaż narodowy. Mentzen? Wciąż uważa, że „imigrant to tania siła robocza, która zabiera mieszkania Polakom i psuje kulturę”, chociaż jego firma z radością zatrudnia programistów mówiących bardziej w SQL niż po polsku. Bosak? Przeciw, chyba że to katolik z Piemontu. Braun? Cóż, Braun widzi w migrancie element planu „globalistycznej wymiany ludności”. A Robert Bąkiewicz najchętniej wsadziłby imigrantów do autokaru razem z tęczowymi flagami i wywiózł do lasu.
W tym czasie Donald Tusk – choć daleki od świętości – przynajmniej rozumie, że Polska to nie oblężona twierdza, tylko kraj z realnym deficytem rąk do pracy i ogromnym potencjałem do mądrej, kontrolowanej integracji. Rząd przygotowuje strategię, która – choć może nieidealna – zakłada naukę języka, dostęp do pracy, kursy adaptacyjne. Bo prawdziwa polityka to nie szarpanie mikrofonu w sejmowej awanturze, tylko umiejętność zarządzania ludźmi i procesami. Nawet jeśli ci ludzie pochodzą z Odessy, Kairu czy Hanoi.
PUENTA: MIGRANT, KTÓRY UMIE ROBIĆ KAWĘ I MÓWI PO POLSKU, JEST WAŻNIEJSZY NIŻ TWEET NAWROCKIEGO
Bo ostatecznie to nie kampania wyborcza zdecyduje o tym, czy Polska da radę. Zdecyduje Ukrainiec, który naprawi dach, lekarka z Białorusi, która uratuje ci serce, i nauczycielka z Gruzji, która nauczy twoje dziecko, że „dzień dobry” to nie jest słowo zarezerwowane tylko dla błogosławionych obywateli RP.
I może wtedy, zamiast żegnać migrantów na granicy zimną bułką i podejrzliwym spojrzeniem, powiemy: „Dzień dobry. Fajnie, że jesteście. Zostańcie na śniadanie.”
Żeby Polska nie była tylko miejscem, przez które się przejeżdża, ale miejscem, do którego się wraca.

Dodaj komentarz