








Gdyby polska polityka była filmem, byłaby produkcją klasy D, wyreżyserowaną przez pijanych reżyserów, z aktorami mylącymi rolę z rzeczywistością i publicznością, która przyszła tylko po darmowy popcorn. Ale teraz coś się zmienia. Na scenę wracają ci, którzy przynajmniej wiedzą, jak się używa scenariusza. Tusk i Sikorski – duet, który wciąż budzi nadzieję u tych, którzy nie zadowalają się już kabaretem w wykonaniu Kaczyńskiego i jego orszaku smutnych mimów.
ZAKAZ PICIA, CZYLI KONIEC SEJMOWEJ MONARCHII ALKOHOLOWEJ
Nareszcie! Włodzimierz „Suchy Lód” Czarzasty dokonał rzeczy niemożliwej – wprowadził prohibicję w polskim Wersalu, czyli w Sejmie. Alkohol? Precz! Butelki z winem, które dotąd krążyły między salą kolumnową a bufetem szybciej niż projekty ustaw w nocy, właśnie przestały być oficjalnym środkiem komunikacji między posłami.
Zakaz obowiązuje od 24 listopada. Czasu starczy, by starzy wyjadacze mogli jeszcze raz westchnąć z sentymentem do swojej „kilometrówki” na bimbrowniczym torze. Lewica grzmi o przejrzystości, przykładzie, godności. Kto by pomyślał, że trzeba było aż 30 lat wolności, żeby ktoś wreszcie powiedział: „Nie pij w pracy, pośle. Praca to nie weselisko!”
Czarzasty idzie dalej – bierze się za kilometrowe eldorado. Koniec z cudownym rozmnażaniem przebiegu. Poseł, który rzekomo przejechał 3000 kilometrów w tygodniu, będzie musiał teraz przedstawić dowód, że nie teleportował się z Krosna do Brukseli przez Balicę. Transparentność? W Sejmie?! Jeszcze chwila i wprowadza testy z matematyki do rozliczeń diet. Toż to zamach stanu.
SENIORZY NA URZĘDZIE, CZYLI POWRÓT KOMUNY Z ODDECHEM MIĘTY
Do gry wraca Marek Siwiec – legenda, duch przeszłości, człowiek, który nawet w cieniu Kwaśniewskiego potrafił świecić skandalem. Pamiętacie całowanie ziemi kaliskiej z miną biskupa po trzecim kielichu? Tak, to właśnie Siwiec – świecki święty memów politycznych końcówki lat 90. Teraz będzie szefem Kancelarii Sejmu. Trzymajcie się krzeseł, bo wraca styl zarządzania z czasów, kiedy najnowocześniejszą technologią w urzędach był fax.
Oburzeni? Naturalnie! PiS, Konfederacja, a nawet przelęknione skrzydło Lewicy bije pianę. „Komuna wraca!” – krzyczą ci, którzy jeszcze tydzień temu powoływali się na święte dziedzictwo Gierka w polityce prorodzinnej. Ironicznie, to właśnie ten „komuch” Siwiec, o którego BOR-owcy mówili „jeśli nie wiadomo, gdzie jest prezydent, szukaj Siwca”, potrafił przynajmniej zrobić kampanię, która nie kończyła się kompromitacją w TVP Info.
SŁUŻBA ZDROWIA, CZYLI JAK ZAPIĆ KRYZYS HERBATKĄ U PREZYDENTA
Kiedy szpitale padają jak muchy po oprysku, a pacjenci są dzieleni na opłacalnych i tych „do przetrzymania do świtu”, ktoś wpadł na genialny pomysł – porozmawiajmy o tym z Karolem Nawrockim. Tak, tym samym, który uważa flagę Unii Europejskiej za przejaw „oddawania suwerenności”, ale nie widzi problemu w oddawaniu polskiego systemu ochrony zdrowia ruskim trollom i ukraińskim sabotażystom.
Ministerstwo Zdrowia postanowiło ignorować lekarzy, więc ci przyszli do „najważniejszej osoby w państwie”, czyli do człowieka, który miał być apolityczny, ale najwyraźniej zaczytał się w broszurze „Jak zostać prezydentem Konfederacji bez wychodzenia z domu”.
Premier Tusk – mądry, jak zwykle z opóźnieniem – milczy, ale nie dlatego, że nie chce pomóc. Po prostu ma lepsze rzeczy do roboty – jak np. ratowanie kraju przed cyberatakami, dezinformacją i sabotażem, czyli tym, co PiS uważa za standardowe narzędzia kampanii wyborczej.
RAFAŁ NIE STRZELA, ALE SIKORSKI WYSTRZELIŁ
Tymczasem Sikorski, ten znienawidzony przez prawicę arystokrata polskiej dyplomacji, wszedł na sejmową mównicę i zrobił z Nawrockiego patroszoną dynię z resztkami dymu. „Przygotowuje pan grunt pod polexit!” – grzmiał, a w tym samym czasie Janusz Kowalski wpadł w panikę i próbował zakleić sobie uszy banknotami z kampanii 2015.
Sikorski nie tylko rozlicza, ale też działa: zamknął ostatni rosyjski konsulat, czym wywołał w Moskwie stan pełnej histerii i łezki nostalgii za PRL-em. Rosja grozi odwetem – być może zakazem eksportu plastikowych medali i fałszywych certyfikatów patriotyzmu. Kreml bredzi o „rusofobii” – bo jak inaczej nazwać obronę własnych torów kolejowych przed rosyjską amunicją? No jak?
RZECZPOSPOLITA CYFROWA I WOJNA NA FRONTACH PRZEMYSŁOWYCH
Donald Tusk, tymczasem, patrzy dalej. W odróżnieniu od Kaczyńskiego, który nie widzi nic poza ramą obrazu z martwą naturą smoleńską, premier rozumie, że wojna to dziś nie tylko front i karabin, ale laboratorium, cyberprzestrzeń i sztuczna inteligencja. Przemówił do biznesu, do naukowców, do ludzi z mózgami z XXI wieku. To była mowa lidera – bez lęku, bez demagogii, bez straszenia dzieci Niemcem w szafie.
Tak, panie prezesie Kaczyński – dzisiaj wojny wygrywa się dronami i chipami, nie wiecami z pielgrzymką radnych. Tusk chce Polski innowacyjnej, bezpiecznej i trzeźwej – co, przy pańskim elektoracie, może być akurat największym zagrożeniem.
EPILOG, CZYLI JESZCZE KTOŚ WIERZY W TEATR DEMOKRACJI
Rok 2026 zapowiada się jako rok bez wyborów, czyli potencjalna chwila na zrobienie czegoś sensownego bez rzucania kiełbasą w opozycję. Niestety, dla Karola Nawrockiego to też rok bez instrukcji obsługi własnej roli. Dla niego konstytucja to lista sugestii, a polityka zagraniczna to hobby, które uprawia w godzinach lunchu.
Na szczęście są jeszcze Tusk, Sikorski, Czarzasty, którzy próbują przywrócić tej scenie coś, co choćby z daleka przypomina powagę. A jeśli przy tym wróci też odrobina humoru, to może znów zaczniemy się śmiać nie z Polski, ale w Polsce.
A teraz przepraszam, muszę iść. Muszę komuś z PiS-u przypomnieć, że Unia Europejska nie jest satanistycznym spiskiem antypolskim. Tylko partnerem, który wciąż znosi naszą narodową szopkę z cierpliwością godną świętego.

Dodaj komentarz