„JESZCZE DZIŚ PRZYTULMY POTWORA” – JAK GALOPUJĄCY MAJOR USIŁUJE OSWOIĆ NAWROCKIEGO, ŻEBY NIE BYŁO NAM GŁUPIO

Warszawa

MIEJSCE ZBRODNI INTELEKTUALNEJ:

Portal: Krytyka Polityczna, data publikacji: 6 sierpnia 2025, autor: Galopujący Major, tekst: „Spróbujcie nie odczłowieczać pana prezydenta Nawrockiego” https://krytykapolityczna.pl/…/jak-media-pomogly…/

Czytając ten tekst, człowiek czuje się jak ktoś, komu podano sałatkę z gwoździ, posypaną lukrem i opatrzoną notatką: „Smacznego, nie marudź, bo to dla dobra demokracji.”

Galopujący Major, czyli jeden z tych lewicowych publicystów, którzy z wiekiem zamienili kompas moralny na wykrywacz symetryzmu, postanowił w swoim najnowszym eseiku w Krytyce Politycznej zabłysnąć czymś wyjątkowym: wezwaniem, byśmy nie odczłowieczali Karola Nawrockiego, nowego prezydenta Polski, znanego z bogatego dossier etyczno-kryminalno-estetycznego, które wygląda jakby powstało w redakcji „Alfabetu Mafii”.

Kim jest ten cud-mężczyzna?

Karol Nawrocki, zanim został pierwszą osobą w państwie, był m.in.:

szefem IPN – czyli instytucji, którą zamienił w fabrykę nacjonalistycznych broszur i politycznych donosów;

przyjacielem środowisk neofaszystowskich, co nie przeszkadzało mu lansować się jako obrońca „prawdziwych wartości”;

bohaterem plotek o imprezach z udziałem pracownic seksualnych w Grand Hotelu, co w konserwatywnej narracji powinno kończyć karierę – ale nie, on poszedł dalej;

aktywnym uczestnikiem szemranych bijatyk w lasach z kibolami – nie wiadomo, czy to rekreacja, czy terapia grupowa;

oraz człowiekiem, który wyrzucił z mieszkania starszego pana, bo zapewne pokój go nie inspirował do wystarczająco patriotycznej refleksji.

I teraz mamy go – Prezydenta RP. Mamy też Galopującego Majora, który pisze o nim z troską jak matka o trudnego syna, który co prawda podpalał szkołę i pobił proboszcza, ale „nie odczłowieczajcie go, bo potem nie będzie chciał chodzić na terapię”.

Co jest w tym tekście tak porażająco głupiego?

Moralne rozmydlenie:

Major przyjmuje postawę typową dla zmęczonego liberala, który zamiast wskazywać palcem na bagno, proponuje, by się w nim trochę potaplać i znaleźć wspólny język z krokodylem. Bo może wtedy krokodyl nie zje całej redakcji na śniadanie.

Oskarżanie mediów, że były… zbyt czujne:

Zdaniem autora, to media zawiniły, bo robiły z Nawrockiego „monstrum”. Jakby Nawrocki był nieszkodliwym pluszakiem, którego tylko złe światło ustawia w roli szatana.

Nie – Nawrocki to monstrum dlatego, że robi rzeczy jak monstrum. Trzeba naprawdę głębokiego samozaparcia (albo niepokojąco niskiej poprzeczki moralnej), żeby winić media za to, że opisywały realne patologie.

Symetryzm 3000:

Autor marzy o mediach, które będą „obiektywne” – czyli będą udawać, że między bijącym a bitym istnieje równowaga.

Kiedy prezydent wrzeszczy na posłów, nazywa ludzi „alfonsami”, promuje środowiska skrajne i robi z urzędu własny bunkier – to, według Majora, mamy po prostu trudną sytuację komunikacyjną. To nie autorytaryzm – to brak zaufania do mediów.

Kult Kanału Zero jako wzoru obiektywizmu:

Tu tekst zjeżdża z szyn i wpada pod pociąg. Według Majora to Krzysztof Stanowski (tak, ten od piłki, grillowania celebrytów i samouwielbienia) miałby być wzorem „obiektywności”.

Człowiek, który zaprasza do studia wszystkich, byle wywołać kliknięcia. Tak, Stanowski może być obiektywny – ale jak blender: miesza wszystko, byle głośno i widowiskowo.

Dlaczego ten tekst jest nie tylko błędny, ale szkodliwy?

Bo sugeruje, że emocjonalna i moralna reakcja na polityczną patologię to przesada. Że media mają grzecznie notować, nie oceniać.

A może jeszcze mają wysyłać Nawrockiemu zaproszenia na śniadania prasowe z napisem „Zrobiliśmy ci przykrość, Karolku, bo pisaliśmy, że bijesz ludzi”?

Nie, panie Majorze. To nie jest empatia. To jest kolaboracja z przemocą pod przykrywką dziennikarskiej rzetelności.

Co należałoby z tym tekstem zrobić?

Zamieścić w podręczniku dziennikarstwa pod hasłem:

„Jak zdradzić własne przekonania w trzech tysiącach słów i jeszcze się tym pochwalić”.

Albo opublikować jako satyrę – pod warunkiem, że dopisze się na końcu:

„Uwaga: autor nie był trzeźwy lub miał bardzo zły tydzień. Proszę nie brać na serio.”

Jeśli redakcja Krytyki Politycznej chce prowadzić rubrykę „Tolerancja dla autokratów”, to niech chociaż nazwie ją szczerze.

Proponuję:

„PRZYTULMY SŁUSZNIE SKOMPROMITOWANEGO” – rubryka dla tych, którzy mylą empatię z politycznym rozbrojeniem moralnym.

Wtedy przynajmniej czytelnik będzie wiedział, że wchodząc, musi zostawić rozum w szatni.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights