JESIEŃ ŚREDNIOWIECZA. CZYLI CO ZOSTAŁO Z PIS?

Warszawa

Jeśli ktoś myślał, że PiS po przegranych wyborach usiądzie w kąciku i zaparzy sobie ziółka z mięty i pokrzywy, to nie docenił instynktu samozachowawczego ludzi, którzy przez osiem lat traktowali państwo jak bankomat na kod PIN „TKM”. Dziś partia Jarosława Kaczyńskiego przypomina bardziej rodzinę po burzliwym rozwodzie niż formację polityczną. A to dopiero początek.

Komedia frakcji, czyli masło, margaryna i smalec

Mateusz Morawiecki – jeszcze niedawno premier RP, a dziś polityczny hipster z aspiracjami do centrowego come-backu – postanowił pokazać prezesowi wała. Gdy Kaczyński zwołał partyjny „sąd kapturowy”, żeby rozliczyć margaryniarzy, Morawiecki wolał jechać na spotkanie z wyborcami na Podkarpaciu. Czysta symbolika: wybrał ludzi, nie prezesa.

Tymczasem w sali narad partii rozgorzała wojna masła z margaryną. Czarnek, Jaki, Sasin i Bocheński – znani jako „maślarze” – wytoczyli ciężkie działa przeciwko byłemu premierowi. Przynieśli wykresy, memy, sondaże i oczywiście teczki z exit pollami. Udowadniali, że PiS powinien skręcać w prawo, bliżej Konfederacji, Brauna i może jeszcze Ciemnogrodu.

I jak tu nie zakrzyknąć: Lechu! Co oni zrobili z Twoją partią?!

Wizyta u Brauna – jak pielgrzymka do Lourdes

PiS-owcy w kolejce do Brauna? To już nie kabaret, to dokument społeczny. Michał Dworczyk, Daniel Obajtek – ludzie Morawieckiego – próbują się podlizać największemu szkodnikowi w Sejmie. A Braun? Braun się śmieje. Razem z Mentzenem i Bosakiem szykują się do przejęcia spadku po PiS.

W tych warunkach Morawiecki szykuje plan B. Słyszymy o cichych rozmowach z PSL i Hołownią. Jego ludzie badają grunt pod przyszłą koalicję. Pytanie tylko, czy margaryna jeszcze się nie przeterminowała.

NBP, czyli dwór króla Glapy

Ale najpiękniejsze przedstawienie tej jesieni odbywa się w gmachu Narodowego Banku Polskiego. Adam Glapiński, prezes z nadania PiS i ulubieniec Jarosława Kaczyńskiego, postanowił rozegrać własną partię szachów. Cel? Utrzymać swoją dworską koleżankę Martę Kightley jako wiceprezeskę – czyli osobę, która pilnuje jego wydatków, urlopów i marmurowych żyrandoli.

Glapiński oferuje rządowi Tuska pewien układ: zostawcie mi Martę, a ja nie będę bruździł na rynkach finansowych. Tusk póki co trzyma fason, ale w PiS zawrzało. Buntownicy w zarządzie NBP postanowili skończyć z dworskim bizancjum – zaproponowali reformę, która odbierze „Glapie” samowładztwo.

A w odpowiedzi Glapiński rozpuścił propagandową lawinę w mediach Karnowskich, gdzie redaktorzy piszą z powagą, że obrona Marty Kightley to ostatni bastion przed wprowadzeniem euro przez agentów Tuska. Ręce opadają.

Raport Cenckiewicza – truposz z szafy

I jakby mało było tej groteski, powrócił jeszcze jeden upiór z przeszłości – raport Państwowej Komisji ds. badania wpływów rosyjskich, czyli słynne dzieło Sławomira Cenckiewicza, obecnie szefa BBN. Raport – powstały w 2023 roku z czysto politycznego zamówienia PiS – miał być „Lex Tusk”, czyli próbą wyeliminowania lidera opozycji z życia publicznego na chwilę przed wyborami.

Dokument pełen był insynuacji, pomówień i naciąganych tez. Na jego podstawie sugerowano, że Donaldowi Tuskowi i Radosławowi Sikorskiemu nie wolno powierzać żadnych funkcji państwowych. Problem w tym, że komisja była nielegalna, członkowie wyłącznie z PiS, a sama ustawa została później uznana przez Sejm za nieważną.

Mimo to Cenckiewicz z triumfem przywrócił raport do obiegu, twierdząc, że ma on „charakter państwowy”, bo nie został podpisany przez prezydenta. Na miejscu Lecha Kaczyńskiego byłoby mi po prostu wstyd.

Bo tak wygląda dziś prawica: raporty pisane na zamówienie, frakcje na bazie produktów mlecznych i kolejki do Brauna jak do świętej studni.

Tusk? Spokojnie robi swoje

Na tle tej operetki premier Tusk wypada jak Churchill z mema. Twardo, metodycznie i z dystansem. Zamiast dramatów – reforma sądownictwa. Zamiast krzyków – KPO. Zamiast sojuszy z Braunem – współpraca z UE i NATO. Nawet Glapiński wie, że bez Tuska nie przeżyje.

Więc niech „maślarze”, „margaryniarze” i inni „olejarze” toczą swoje wojenki. Historia – ta prawdziwa – będzie pamiętać, kto wtedy stał po stronie państwa, a kto po stronie własnej pensji.

I tego się trzymajmy.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights