


czyli bielejewski wieczór z filozofią, gorzałą i kpiną na każdą pogodę
Wczoraj, w stodole u Stacha – tej z zapadniętym dachem, ale za to najlepsza akustyka w promieniu trzech powiatów – odbyła się wiekopomna debata. Temat: „Czy Trump dostanie Nobla, zanim Kaczyński nauczy się poprawnie używać mikrofali?” W jury: stary Błażej, co raz w tygodniu pisze listy do redakcji „Faktów i Mitów”, Maryśka od świń (co czyta „Politykę” w oborze, żeby zwierzęta też coś z tego miały), oraz Zenek „Fryzjer”, który nigdy nie był fryzjerem, ale raz ściął kotu wąsy i od tamtej pory ma ksywę.
– Nobel?! – parsknął Błażej, popijając swoją wiśniówkę z odrobiną goryczy i spirytusu. – Nobla to może i by Trump dostał, ale za odwagę. Bo trzeba mieć jaja jak kombajn bez hamulców, żeby gadać takie pierdoły i jeszcze się przy tym nie udławić własnym językiem!
– On ma ten dar! – dodał Zenek. – Jak coś powie, to nawet nasze gęsi przestają gdakać, bo myślą, że to trąba powietrzna nadciąga.
Maryśka, która zna się na polityce jak weterynarz na sakramencie bierzmowania, wypaliła:
– Tego całego Trumpa to trzeba byłoby zamknąć w chlewie z radiem Maryja i puszczać mu przemówienia Sikorskiego. Może by zrozumiał, że dyplomacja to nie konkurs na najgłośniejsze buczenie!
W tle, jak zawsze, grało radio – ustawione na jedną z tych stacji, co nadaje w kółko „Majteczki w kropeczki” i wiadomości z Trzcianki. A wśród tematów: pokojowy Nobel dla kobiety, co walczy z Maduro, czyli tak, jakby walczyć z błotem po kostki – niby niegroźne, ale jak się człowiek zakopie, to mu tylko kalosz zostaje.
Błażej cmoknął z uznaniem:
– Machado, ona to ma łeb. Jak kura, co zamiast znosić jajka, postanowiła znosić tyranię. A Trump? On by co najwyżej zniósł swoje ego, ale tylko do złotego sejfu.
Zenek, który uważa Putina za „złego z bajki, tylko bez pointy”, rzucił temat wschodni:
– A ten Putin to dalej robi za stracha na wróble w wersji nuklearnej. Bombarduje, porywa, sieje strach. Ale najśmieszniejsze jest, że u nas niektórzy jeszcze mu klaszczą, jakby rozdawał darmowy opał na zimę.
– To nie Putin – westchnęła Maryśka – to Braun. Ten to by pasował do Bielejewa jak pasikonik do sauny. U nas nawet komary mają więcej samokrytyki niż on.
Wreszcie głos zabrał sam stary Mielcarz – filozof bielejewski, człowiek, który znał trzy języki (polski, pijacki i wiejski obrazowy) i nie używał żadnego z nich bez potrzeby. Wstał z beczki po zakwasie ziemniaczanym i powiedział:
– Świat to teraz jak obora po pożarze: niby śmierdzi, ale każdy udaje, że to świeżo pieczone placki. Nobla to by trzeba dać nie temu, co walczy o pokój, tylko temu, co wyłączy Wi-Fi w Białym Domu. Może wtedy Trump przestanie próbować rozwiązywać światowe konflikty capslockiem.
Zamilkliśmy. Nawet głośnik się zawiesił. Mielcarz wyjął flaszkę i nalał wszystkim po trochu. Na zgodę. Na rozum. Na trzeźwość, która w Bielejewie uchodzi za dolegliwość tymczasową.
POST SCRIPTUM, CZYLI MORAŁ DLA IDIOTY
Gdyby pokojowe Nagrody Nobla rozdawali w Bielejewie, to Machado dostałaby od nas puchar z pokrywki od słoika po ogórkach, medal z kapsla i wieczną chwałę. A Trump? Trump co najwyżej zostałby maskotką festynu: nadmuchiwany, głośny i bez funkcji.
A co do reszty świata – niech się uczą. My tu w Bielejewie może i nie mamy rakiet, ale za to mamy stodołę, gdzie prawda rodzi się szybciej niż świnia przy dobrej paszy. I to się, proszę państwa, nazywa geopolityka.
NAD WISŁĄ JAK W STODOLE – TYLKO SMRODU WIĘCEJ
W Polsce, moi drodzy, to się dzieje jak w gumnie po wykopkach. Trochę zostawione, trochę zapomniane, a jak się ruszy – to wali na kilometr. Rząd niby się zmienił, ale lud jak zawsze zdezorientowany jak kura po gradobiciu. Starych nie chcą, nowych nie znają, a w TVN i TV Republika naparzają się jakby to był finał „Familiady” o duszę narodu.
– Tusk rządzi, ale z nim to jak z taczką – trzeba pchać, bo sam nie pojedzie – rzucił Zenek, popijając z plastikowego kubka, na którym był jeszcze nadruk „Rząd PiS wspiera lokalne inicjatywy”.
– A Morawiecki? – dopytywała Maryśka – On dalej żyje w symulacji, gdzie wszystko rośnie, tylko nie ceny i zaufanie. Jakby go postawić w Bielejewie, to by się zgubił między hydrantem a sklepem GS, a potem zapytał, gdzie tu się kupuje elektorat.
Błażej przyklasnął:
– Oni wszyscy to są jak nasze stado kóz. Gdy jednej dasz sól, to zaraz cała reszta też chce, choć nie wie po co. A jak powiesz, że trzeba zacząć od podstaw, to się obrażą i pójdą beczeć pod płotem.
W tle radio podało, że Konfederacja ma nowy projekt ustawy. Tym razem chcą zakazać tęczy, kotów i wyrazów z więcej niż trzema sylabami.
– To nie partia – mruknął Mielcarz – to kabaret bez scenariusza. Zamiast programu politycznego mają playlistę z TikToka i sen o potędze z plastiku.
Maryśka podniosła wzrok znad kufla:
– A celebryci w Sejmie? Tam teraz więcej ludzi z Instagramu niż z podręcznika do WOS-u. Jedna to nawet zapytała, czy expose to nie jest jakaś nowa aplikacja do selfie.
Zenek zaśmiał się tak, że omal nie zadławił się orzeszkiem:
– Niedługo to będą ustawy przegłosowywać na live’ie, z filtrem psiej mordki i komentarzem: „Hejka, dziś zagłosuję za budżetem, bo ma super vibe!”
Mielcarz z westchnieniem podsumował:
– Polityka, moi mili, to już nie rządzenie. To casting do reklamy margaryny. I wygra ten, co się lepiej uśmiecha do kamery, a nie ten, co wie, gdzie leży Lubelskie.
W tym momencie do stodoły zajrzała krowa Balbina. Spojrzała, pomlaskała i poszła dalej. Maryśka stwierdziła:
– Patrzcie, nawet Balbina zrozumiała więcej z tej rozmowy niż pół Sejmu. I to jest, kurka wodna, dramat narodowy.
BIELEJEWSKA DIAGNOZA DLA NARODU – CZĘŚĆ KLINICZNA
Maryśka, co świni nie raz opatrywała i człowieka zresztą też, uznała, że Polska ma klasyczne objawy nerwicy pospolitej.
– Pacjent? Urojony. Polityka? Gorączka. Media? Halucynacje. A lekarze? Sami chcą być pacjentami. Takie mamy sanatorium z przeterminowanym budżetem i salą konferencyjną zamiast izby chorych.
Zenek odchrząknął:
– Dziś największym ekspertem od wszystkiego jest człowiek, co kiedyś sprzedał szynkę na OLX i teraz prowadzi podcast o geopolityce.
– A Domański? – spytała Maryśka – Mówi jakby każdą noc spędzał z regułą trzech procent. Ja nie wiem, czy on się uczył ekonomii, czy czytał horoskopy i coś mu się pomyliło.
Błażej zerknął w gazetę, z której wcześniej zrobił sobie wachlarz:
– A wiesz, że teraz Lewica organizuje własne sympozjum o przyszłości Polski? Temat: „Czy można być socjalistą i mieć MacBooka”.
Mielcarz dodał:
– Można. Ale trzeba mieć przy tym takie poczucie wstydu, żeby chociaż raz na miesiąc iść pomóc babci rozliczyć PIT.
Maryśka nie odpuszczała:
– A PSL? Ja ich pamiętam jeszcze jak kradli siano z mojego pola i mówili, że „to na cele rolnicze”. Teraz chcą być nowocześni. Widziałam jak Kosiniak-Kamysz zrobił sobie zdjęcie z dronem.
– Pewnie myślał, że to nowy typ cepa – skwitował Zenek.
OPOZYCJA: CZYLI KOŃ, KTÓRY STANĄŁ W PÓŁ GALOPU
Błażej zaciągnął się dymem z samoskręta i dodał:
– Ja już nawet nie wiem, kto tu jest opozycją. Ci co rządzą, mówią jak opozycja, a ci co krzyczą, siedzą w loży VIP. Gdyby w Bielejewie tak zarządzać stadem, to kury by głosowały za wilkiem, bo miałby ładne logo.
Zenek stwierdził:
– Oni tam wszyscy w tym Sejmie mają ADHD polityczne. Jeszcze nie wybrzmiała jedna ustawa, a już produkują następną. Jakby ktoś im za to płacił od sztuki, nie od sensu.
Maryśka pokiwała głową:
– Powinniśmy zaprosić ich tu, do nas, niech zobaczą, jak wygląda prawdziwa demokracja. Tu się głosuje przez podniesienie kufla. I każdy rozumie, na co głosował. A jak nie, to się poprawia, aż zrozumie.
Mielcarz zakończył debatę:
– Polska nie potrzebuje rewolucji. Polska potrzebuje solidnej lekcji przy ognisku, gdzie ktoś w końcu powie: „Nie piernicz, Zdzichu, idź do roboty, a nie na Fejsbuka.”
Znowu zapadła cisza. Tylko krowa Balbina zaryczała. Może chciała zagłosować.
(następna beczka już się kisi…)

Dodaj komentarz