IDIOCI I WIATRAKI, CZYLI TRZEJ KRÓLOWIE GŁUPOTY

Warszawa

Wyobraźmy sobie baśń. Albo raczej: farsę. W świecie, gdzie wiatr przynosi energię, a rozsądek – choć rzadki – nie jest jeszcze gatunkiem wymarłym. A teraz zamknijcie oczy i zobaczcie na tej scenie trzy sylwetki: Trumpa, Dudę i Nawrockiego. Trzej królowie. Tylko zamiast mirry, złota i kadzidła, niosą w darze: ignorancję, estetyczne histerie i lęk przed śmigłem.

Donald Trump – wciąż prezydent, obecny stand-uper, właściciel golfowych klejnotów narodowych i niezmordowany wróg wiatraków. Nienawidzi ich z pasją godną antycznych tragedii. Bo są brzydkie. Bo psują mu widok z dołka numer 14. Bo – cytując klasyka – „powodują raka” i doprowadzają wieloryby do obłędu. Gdyby mógł, ustanowiłby zakaz oddychania w promieniu stu mil od turbiny.

I choć amerykański sąd uznał jego decyzje o wstrzymaniu rozwoju farm wiatrowych za „arbitralne i bezprawne”, to Trump nie uznał tego za przeszkodę. W końcu kiedyś powiedział, że wie więcej niż generałowie – dlaczego więc nie miałby wiedzieć więcej niż meteorologia, biologia i fizyka razem wzięte?

Tę osobliwą krucjatę podjęli również nasi lokalni Don Kichoci. Andrzej Duda – znany miłośnik krajobrazów i helikopterowych przelotów nad Bawarią – uznał, że wiatraki „psują widok”. Nie zdradził tylko, czy bardziej niż hałdy węgla i zdewastowane rzeki. Dla niego ważniejszy estetyczny spokój niż transformacja energetyczna. To jakby odmówić respiratora, bo kolor obudowy nie pasuje do wystroju sali operacyjnej.

Z kolei Karol Nawrocki, prezydent z ambicjami namiestnika, postanowił zawetować ustawę wiatrakową, bo – uwaga – wiatraki mogą stanąć na polach bitew. Tak, naprawdę. Bo nic tak nie obraża pamięci historycznej jak turbina o mocy 3 MW postawiona kilometr od byłego szlaku husarii. Może jeszcze stwierdzi, że fotowoltaika szarga dobre imię Powstania Listopadowego?

Nawrocki tłumaczy, że to nie walka z wiatrakami, tylko „walka o równowagę”. Tyle że równowagę pomiędzy czym? Faktem a wyobrażeniem? Ekologią a estetyką z katalogu mebli z PRL? Mamy prezydenta, który nie wie, że 80% OZE w Polsce to spółki Skarbu Państwa. Który krzyczy o niemieckich lobby, a wiatraki w Polsce stawiają GE, Vestas i amerykański kapitał. Który obawia się lobbingu, ale nie przeszkadza mu węglowe eldorado dopłat.

Ale to nie pierwszy raz, kiedy Karol Nawrocki myli funkcję prezydenta z rolą konserwatora zabytków i dozorcą patriotyzmu. Wcześniej zawetował podwyżkę akcyzy na wódkę, bo – jak wiadomo – ojczyznę najlepiej kocha się przez gardło. Zablokował rozszerzenie parku narodowego, bo natura, owszem, jest ważna, ale pod warunkiem, że nie przeszkadza w betonowaniu. Opłata cukrowa? „Nie czas na takie rzeczy” – mówił. Bo jak wiadomo, w zdrowym narodzie cukier powinien płynąć wartkim strumieniem, najlepiej do dziecięcych napojów gazowanych. Niech rosną silni, słodcy i podatni na propagandę.

Cały ten pseudokonserwatywny teatrzyk ubrany jest w kostium „prospołecznego” oporu. W rzeczywistości to mieszanka ignorancji, lęków i czystej politycznej kalkulacji. Gdzie każdy wiatrak to zagrożenie dla mitu, a każda ustawa – jeśli pachnie rozsądkiem – budzi podejrzenia.

Dodajmy jeszcze jedno: Duda i Nawrocki poszli drogą Trumpa jak uczniowie, którzy mylą Biały Dom z Mekką, a objawienie z telewizyjnym wystąpieniem w kablówce. To nie tylko polityczna inspiracja, to całe stanie w szeregu – wpatrzone, otępiałe, zahipnotyzowane splendorem cudzej potęgi, jak pielgrzymi bez mapy, którzy myślą, że rozum przychodzi wraz z blaskiem białych kolumn. I tak wszyscy trzej – Trump, Duda i Nawrocki – tworzą koalicję kopalnego sentymentu: pierwszy modli się do ropy jak do złotego cielca, a nasi krajowi geniusze z nabożną czcią trzymają się węgla, jakby w brykiecie mieszkał duch narodowy. Nowoczesność ich przeraża, wiatr ich drażni, a przyszłość traktują jak przeciąg – najlepiej zamknąć okno i udawać, że świata poza piecem nie ma.

Prawica – bo przecież nie chodzi tylko o tych trzech tenorów – ma z OZE problem filozoficzny. Bo wiatrak to symbol nowoczesności, a nowoczesność to lęk. To zagrożenie dla porządku, w którym węgiel święty, a słońce ma grzać tylko w kościółkowym witrażu. Walka z OZE to nie polityka. To emocja. Religia bez objawienia.

A wiatraki? Stoją. Wietrzą ten kraj z politycznego zaduchu. Kręcą się powoli, jakby mówiły: „Nie przejmujcie się, jeszcze się Polska obudzi”.

Tylko że o świcie może się okazać, że prądu brak. A wtedy ani mirra, ani złoto, ani kadzidło nie pomogą. Tylko głupota będzie świecić. I to jasno. Jak żarówka 100W podłączona do… no właśnie, do czego, skoro wiatraki be?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights