
No i znowu wlazłem na stronę Krytyki Politycznej – jak człowiek, który wraca do toksycznego ex tylko po to, żeby sobie przypomnieć, czemu uciekł. Czasem warto wiedzieć, jak daleko lewica odeszła od Marksa, a jak blisko podjechała do lodówki z wegańskim hummusem i „aktywnością miejską”.
Tym razem trafiłem na tekst zatytułowany:
👉 “Kto tu naprawdę histeryzuje? Jak prawica demonizuje lewicę i prawa człowieka”
Autor: Xavier Woliński – gość, który prawdopodobnie kiedyś się potknął o nakrętkę od termosu w kształcie waginy i postanowił, że będzie bronił wszystkiego, co różowe, aż do ostatniego argumentu o patriarchacie.
NAJWYŻSZY STOPIEŃ MĘSKIEJ PANIKI: „RÓŻOWE JOGURTY I PRAWA CZŁOWIEKA”
Autor postanowił uruchomić karuzelę liberalnej ironii i zarzucił prawicy, że boi się lewicy, bo lewica… ośmiela się być kobietą. Dosłownie. Hasło „Lewica jest kobietą” potraktowano na prawicy jakby ktoś próbował zarejestrować menstruację jako partię polityczną.
Zarzut: prawica reaguje na protesty lewicy jak katolicka teściowa na słowo „seksualność”. I niestety, coś w tym jest. Bo jeśli dresiarz rzuca racą na Marszu Niepodległości – to „patriotyzm w akcji”. Ale jak dziewczyna z różowymi włosami i przekłutym nosem wystawi karton z napisem „Nie jestem inkubatorem” – to już „agresywna kurewka z agendy Sorosa”.
Lewica nie jest histeryczna – sugeruje Woliński – to prawica jest jak ten wujek na weselu, co boi się tofu, bo „to może mieć Estrogen i potem zostanę pedałem”.
BOSAK BOI SIĘ ESTETYKI. I LICEALISTÓW
Najlepsze w tym wszystkim? Reakcja Krzysztofa Bosaka – chłopca, który zawsze wygląda jakby był w połowie mszy. Wkurzył się na plakat z liceum, gdzie młodzież napisała, że „chłopcy nie muszą mieć prawa jazdy, mogą lubić różowy i oglądać komedie romantyczne”.
Bosak wpadł w ideologiczną menopauzę i uznał to za „genderową indoktrynację”. A przecież jeszcze niedawno ten sam Bosak wyginał biodro w Tańcu z Gwiazdami, a różowy miał na sobie częściej niż Barbie w czasie Pride Month. Hipokryzja? Nie, to tradycja narodowa.
Zresztą, u Bosaka wszystko, co nie śmierdzi testosteronem i grillowaną kiełbasą, to zamach na rodzinę. Facet najchętniej wprowadziłby ustawowy zakaz okazywania emocji przez mężczyzn, poza krzyczeniem na telewizor i płakaniem przy hymnie.
PRZERAŻAJĄCY ŚWIAT, W KTÓRYM LEWICA MA CZASEM RACJĘ
Konserwatyści od lat próbują udowodnić, że gospodarka to twarda męska dziedzina, a lewica to zbiór hippisów karmiących dzieci quinoa. Tymczasem ekonomiczne brednie Konfederacji przypominają wypracowanie ucznia, który nie czytał książki, ale coś tam kojarzy z YouTube.
Wzrost płacy minimalnej? Zniszczy gospodarkę! – krzyczą panowie w marynarkach z second-handu. Bo przecież świat się zawali, jeśli ktoś zarobi 500 zł więcej. Najlepiej byłoby wrócić do folwarku i płacić robotnikom ciepłym słowem i miejscem przy piecu.
ALE KTO TU NAPRAWDĘ PANIKUJE?
Cała pointa tekstu Wolińskiego sprowadza się do jednego: to nie lewica histeryzuje – to prawica ma permanentny stan emocjonalnego kataru. Byle wzmianka o osobach LGBT wywołuje u nich drgawki jak po taniej kawie. Byle plakat w różu – i już mamy „atak na cywilizację zachodnią”.
Prawica stworzyła świat, w którym największym zagrożeniem nie jest wojna, inflacja, czy PiS wracający do władzy, tylko… kolor różowy. To już nie polityka – to paleta Pantone.
LIBERAŁOWI W TYM WSZYSTKIM ZOSTAJE…
…siedzieć i robić miny. I śmiać się, żeby nie płakać. Bo choć lewica potrafi być śmiertelnie nudna, zapatrzona w siebie jak w lustro w IKEA i kompletnie niekumata, jeśli chodzi o politykę realną – to przynajmniej nie boi się tego, że ktoś lubi musical Rent i owsiankę z jagodami.
Prawica chce zarządzać społeczeństwem jakby to był internat dla chłopców: mundurki, dyscyplina, zero emocji i wspólna masturbacja przy przemówieniu Donalda Trumpa.
I nie byle jakim przemówieniu, tylko takim, gdzie mówi rzeczy typu:
„Nikt nie szanuje kobiet bardziej niż ja.”
„Mam najlepsze słowa, używam najlepszych słów.”
„Jestem bardzo stabilnym geniuszem.”
W tym kontekście światopoglądowy konserwatyzm staje się kabaretem, który nawet sam Monty Python by porzucił, uznając, że przesadzili.
Podsumowując:
Jeśli boisz się różowych jogurtów, że twoje dziecko przeczyta słowo „gender” i że kobieta może być szefową – to może serio nie powinieneś ustalać reguł gry dla 38-milionowego społeczeństwa.
Chyba że tym społeczeństwem jest twoje konto na Facebooku.

Dodaj komentarz