GRZANKI, DŁUG I CHAOS: FRANCUSKA REPUBLIKA W TRYBIE AWARYJNYM

Warszawa

We wtorkowy poranek, kiedy przeciętny Europejczyk wkłada grzankę do tostera, Francja wkłada głowę pod gilotynę własnej konstytucji. V Republika trzyma się już tylko na pinezkach, sznurku od bielizny i rozmazanym podpisie Charlesa de Gaulle’a z 1958 roku. Rząd padł. Znowu. Premier François Bayrou został politycznie zrolowany jak naleśnik z konfiturą zadłużenia publicznego.

To już piąty premier w niecałe dwa lata. Francja prowadzi rekrutację szefów rządu częściej niż my zmieniamy hasło do Netflixa.

Bayrou miał ambitny plan: ciąć wydatki, podnosić podatki i zabrać dwa dni wolne. Francuzi zareagowali z gracją – obalając rząd i szykując strajk generalny. Mélenchon zapowiada paraliż kraju, Le Pen ostrzy pazurki na Matignon, a Macron? Szuka nowego premiera, jakby można było go zamówić z dostawą do domu.

Francja dryfuje. Rynki się niecierpliwią. A Unia – jak zwykle – publikuje raport. Tym razem oficjalnie ogłasza śmierć globalnego porządku. Super. W sam raz na wtorek.

Nowy porządek świata. Europa w szlafroku.

USA – pod wodzą Donalda „Nie Czytam Umów” Trumpa – traktują Europę jak petenta. Tego człowieka nie obowiązują żadne zasady poza zasadą „co mi się dziś opłaca”. Umowy są dla niego jak ciasteczka internetowe – zaznacza „zgadzam się”, a potem udaje, że niczego nie klikał. Od obrony zbiorowej po handel – wszystko jest negocjowalne, ale tylko w jedną stronę. Próby przypodobania się Trumpowi przypominają próbę przekonania rekina, żeby przeszedł na weganizm – może uśmiechnie się na chwilę, ale i tak cię zeżre.

Dlatego kiedy Unia mówi o „nowym porządku opartym na zasadach”, powinna najpierw ustalić, czy ma z kim ten porządek budować. Na razie wygląda to tak, jakby próbowała zorganizować międzynarodowy piknik w środku burzy piaskowej.

Tymczasem na wschodniej flance NATO robi się naprawdę duszno. Rosja i Białoruś szykują się do manewrów Zapad 2025, czyli kolejnej edycji geopolitycznego spektaklu grozy. W ćwiczeniach ma wziąć udział ponad 30 tysięcy żołnierzy, a scenariusze zakładają „obronę” – co u Rosjan zwykle oznacza „testujemy, co się stanie, jak wjedziemy komuś na podwórko”.

Szczególną uwagę budzi Przesmyk Suwalski – to wąskie gardło NATO, które Moskwa mogłaby próbować przeciąć niczym kiełbasę na mapie. Ćwiczenia odbędą się w odległości kilku kilometrów od granic Polski, Litwy i Łotwy. NATO odpowiada ćwiczeniami Iron Defender-25, ale napięcie wisi w powietrzu jak reklama Black Friday – wszyscy wiedzą, że coś się stanie, ale nikt nie wie, kiedy i w jakiej cenie.

Litwa, Polska, państwa bałtyckie – wszyscy są w pogotowiu, a NATO oficjalnie mówi, że „nie widzi bezpośredniego zagrożenia”. To oczywiście język dyplomacji. W tłumaczeniu na polski: „Nie panikujemy, ale patrzymy w niebo z nerwem, bo jak coś spadnie, to będzie już za późno.”

A Polska? Polska też ma swoją operę mydlaną.

Nie bójmy się, nie jesteśmy gorsi. U nas też kabaret działa pełną parą. Prezydent Nawrocki wetuje, co się da, rząd grzebie w rozporządzeniach jak w schowku na miotły, a agencja Fitch spuszcza na nas kredytowy chłód.

Wydatki na obronę szybują, deficyt się rozpycha jak gość bez zaproszenia, a Unia zaczyna znów przyglądać się Polsce z tą samą miną, z jaką matka patrzy na dziecko, które właśnie zjadło brokat.

Śniadanie z katastrofą

I tak oto mamy wtorkowy poranek. Świat chyli się ku chaosowi, Francja topi się w sosie własnej bezsilności, a Unia mówi o reformie globalnego porządku w tym samym tonie, w jakim mówi się o „wiosennych porządkach w garażu” – coś by się zrobiło, ale teraz nie czas, nie miejsce, i trzeba jeszcze kupić kartony.

Miłego dnia. Weźcie tę kawę. Zjedzcie tę drożdżówkę. I cieszcie się, że przynajmniej wasz domowy budżet nie musi przejść przez Zgromadzenie Narodowe.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights