GRYPA, WETO I PUSTE KIESZENIE: OTO STAN ZDROWIA PAŃSTWA POLSKIEGO

Warszawa

Gdyby polska ochrona zdrowia była pacjentem, to już dawno leżałaby w śpiączce farmakologicznej, podpięta do respiratora, z kodem ratunkowym wpisanym jako „ZUS-23-DEFICYT”. W roli ordynatora – premier Donald Tusk. W roli szpitalnego kapelana – Karol Nawrocki, który w ramach duchowego wsparcia zorganizował „Szczyt Medyczny” w Pałacu Prezydenckim. Była kawa, były rogale, były wzniosłe słowa o tym, jak ważne są pielęgniarki, i że nikt nie zabierze im podwyżek. No i był prezydent, który jak zwykle mówił dużo, robił mało, a podpisywał to, co i tak było nie do zawetowania.

STRATEGIA NAWROCKIEGO: LECZYĆ PRZEZ PRZEMÓWIENIE

Karol Nawrocki, człowiek, który mógłby zagrać samego siebie w reklamie rutinoscorbinu, znów postanowił wkroczyć na scenę z przesłaniem pełnym moralnego uniesienia i politycznej niemocy. Na zorganizowanym przez siebie szczycie „Na ratunek ochronie zdrowia” zapowiedział, że nie pozwoli, by komukolwiek odebrano podwyżki. Twardo, zdecydowanie, godnie. Szkoda tylko, że dokładnie w tym samym momencie jego podpis pod ustawą o Funduszu Medycznym oznaczał… zabranie 4 miliardów złotych z tego właśnie funduszu.

Ale co tam detale. Ważne, że prezydent wystąpił na tle flag, wygłosił mowę, a na koniec podkreślił, że „nie pozwoli brać pacjentów za zakładników”. To akurat ciekawe, bo wygląda na to, że sam właśnie taką rolę odgrywa: między rządem a związkami, między logiką a PR-em, między odpowiedzialnością a populizmem.

RZĄD MA STRATEGIĘ – ŻADNEJ STRATEGII NIE MA

Dzień wcześniej,  po drugiej stronie ulicy – w siedzibie Ministerstwa Rozwoju – odbył się rządowy szczyt, nazwany wdzięcznie „Bezpieczny Pacjent”. Brzmiało jak hasło akcji szczepień w podstawówkach, ale chodziło o coś znacznie poważniejszego. Premier Donald Tusk i minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda próbowali przedstawić sytuację jako… kontrolowaną. Tusk wyliczał, ile to miliardów wydano więcej na zdrowie niż rok temu, uspokajał, że NFZ nie zbankrutował i że – uwaga – nie ma planów podniesienia składki zdrowotnej.

I tu zaczyna się prawdziwa opera: bo skoro nie będzie więcej pieniędzy, a mniej też nie wypada dać, to może „podzielimy to, co mamy, mądrzej”? Cudownie. Tylko że od tej „mądrości” już drugi minister zdrowia w ciągu roku zastanawia się, jak nie zbankrutować do wakacji. A szpitale powiatowe nie mają za co opłacić nadwykonań. Może więc czas przestać mówić o „mądrym dzieleniu”, a zacząć mówić o braku pieniędzy?

REZERWY SĄ. TYLKO NIKT NIE MA ODWAGI, ŻEBY PO NIE SIĘGNĄĆ

Wbrew temu, co opowiadają politycy, pieniędzy nie brakuje – brakuje zarządzania. Eksperci od lat wskazują, że niezbędna jest centralna reforma procesów w ochronie zdrowia. Co to oznacza? Po pierwsze: wspólne zakupy, zamiast 300 różnych szpitali zamawiających sprzęt osobno, z różnymi rabatami i warunkami. Po drugie: likwidacja dublujących się funkcji – dlaczego każdy szpital musi mieć własnego informatyka, księgowego, administratora, skoro można te usługi centralizować lub outsourcować? Po trzecie: jeden spójny system informatyczny do zarządzania całą ochroną zdrowia – pozwalający na analizę w czasie rzeczywistym, planowanie i kontrolę wydatków.

Po czwarte – i najważniejsze – stworzenie tzw. wzorcowej księgi procesów: jasno opisanych procedur, standardów i modeli, które da się mierzyć, porównywać i optymalizować. Tylko wtedy będzie wiadomo, gdzie pieniądze są marnowane, a gdzie rzeczywiście potrzebne. Bo dziś, jak mówi wielu dyrektorów szpitali: najdroższą rzeczą w systemie nie są pensje lekarzy, tylko chaos.

ZAMIAST REFORMY – MAGIA KOALICYJNEGO BRAKU ODWAGI

Problem jest prosty jak plan finansowy NFZ: wydatki rosną, bo rosną płace w ochronie zdrowia, a przychody nie nadążają. Do tego jeszcze ustawowy obowiązek corocznej waloryzacji pensji pracowników medycznych – czyli tzw. „produkt podwyżkowy” – kosztuje dziesiątki miliardów. I właśnie ten mechanizm Ministerstwo Zdrowia chciałoby przynajmniej spowolnić. Ale tu z pomocą wchodzi Karol Nawrocki ze swoim „weto moralnym”.

Nie będzie zamrożenia waloryzacji. Przynajmniej nie bez jego zgody. A tej, jak zapewnił związkowców, nie będzie. Tylko że nie wyjaśnił – i nikt inny w Pałacu też nie wyjaśnił – skąd w takim razie wziąć te brakujące miliardy. Zresztą, związki zawodowe nawet nie pytały. Bo to nie był szczyt reform, tylko szczyt rytualnego poparcia. Każdy wygłosił swoją litanię, po czym rozeszli się w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.

POLITYKA ZDRÓWKA: WSZYSCY WSZYSTKIM WSZYSTKO OBIECAJĄ

Opozycja, z PiS na czele, próbuje wykorzystać chaos do odwrócenia uwagi od własnych grzechów. A że temat zdrowia jest nośny – to idzie ogień z dwóch stron. PiS wraca do Leszczyny, PO broni Sobierańskiej-Grendy, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim pacjenci stoją w kolejkach do rezonansu na 2027 rok. Nawet Nowa Lewica, choć chciałaby likwidacji składki zdrowotnej i wprowadzenia podatku solidarnościowego, na razie ogranicza się do udzielania wywiadów.

Koalicjanci PO milczą, licząc, że minister zdrowia sama spakuje walizki. Ale ona – przynajmniej na razie – walczy dalej. Choć bez zaplecza, bez gwarancji politycznych, i z coraz głośniejszymi przeciekami o planowanych cięciach, które wywołały histerię nawet wśród najwierniejszych komentatorów rządu.

JEDYNY PLAN: NIE RUSZAĆ NICZEGO PRZED WYBORAMI

Dlaczego tak się dzieje? Bo każdy wie, że ruszenie reformy zdrowia to polityczne harakiri. Przecież to nie przypadek, że rząd Tuska – choć deklaruje, że „pieniądze to nie wszystko” – nie zamierza ruszyć ani składki, ani szpitali, ani leków dla seniorów, ani nawet środków trwałych. Nie chce drażnić nikogo. Nie chce stracić nawet jednego punktu procentowego w sondażach. Przecież wybory za dwa lata!

Tak więc zamiast zmian – mamy łaty. Jedna nowelizacja, jedna dotacja, jedno spotkanie z prezydentem. I oczywiście – jedna konferencja prasowa. W której Donald Tusk ogłasza, że „nie ma zapaści”. Bo skoro nie ma weta, to może nie ma też raka? Prosty, zdrowy wniosek.

ZAKOŃCZENIE: STAN KRYTYCZNY

Z systemem ochrony zdrowia jest jak z chorym, który sam nie wie, że ma gorączkę. Prezydent organizuje szczyty związkowców, jakby ci byli lekarstwem. Premier dzieli kasę, której nie ma. A minister zdrowia… cóż, nadal nie złożyła rezygnacji, więc może wszystko idzie zgodnie z planem.

Tyle że planu nie ma. Jest tylko lęk. Lęk przed strajkiem, przed protestem, przed wyborami. I wiara, że może znów się uda jakoś przeczekać. Byle do 2027. Byle nie wylądować na SOR-ze.

Tylko że ten SOR już się zapełnia. I nie chodzi o szpital. Chodzi o państwo.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights