
Czy Polska jeszcze istnieje, czy już tylko robi próby dźwięku do wielkiego koncertu katastrofy? Wtorek przyniósł wiadomości, które każą zapiąć pasy, a najlepiej zwinąć się w kłębek i przeczekać, aż Donald Tusk znowu coś ogłosi. Tak, otwieramy granicę z Białorusią. Dlaczego? Bo manewry się skończyły. A jakby się zaczęły znowu, to granicę znowu zamkniemy. A potem znowu otworzymy. A potem znowu zamkniemy. Czujecie rytm? To nie polityka, to taniec godowy z elementami perkusji.
Premier Tusk – człowiek, który zna wszystkie wersje słowa „napięcie” – ogłosił, że sytuacja „uspokoiła się na tyle”, że można granicę otworzyć. A my, jak stado ameb z paszportami, mamy w to uwierzyć. Tylko że z drugiej strony tej granicy nie ma kucyków i jagodzianek, tylko Łukaszenka w czołgu i Putin w dronie.
Profesor Władimir Ponomariow, rosyjski opozycjonista, który uciekł z kraju i teraz próbuje nas ostrzec, mówi wprost: Rosja testuje Zachód jak Windows 98 – sprawdza, kiedy się zawiesi. Te drony, które wlatują nad Polskę? To nie błąd GPS, to sondaż agresji. Jeśli NATO zareaguje ziewnięciem, to następnym razem nie przyleci dron, tylko „bratnia kolumna pancerna” z przyjaznym napisem „Z nami bezpieczniej!”.






Tymczasem na forum ONZ minister Radosław Sikorski stwierdził, że Rosja nie potrafi żyć w pokoju. Gratulacje. To trochę jakby powiedzieć, że rekin nie potrafi być wegetarianinem. Wiemy, Radosławie. Cały czas próbujemy nie zostać zjedzeni.
Ale zostawmy globalne apokalipsy i wróćmy do tego, co najważniejsze: POLACY NIE BĘDĄ MOGLI KUPIĆ PIWA PO 22:00. Tak przynajmniej chce Lewica, która złożyła projekt ustawy w Sejmie. Co ciekawe, Warszawa już próbowała to przetestować, ale radni powiedzieli: nie, dziękujemy, wolimy hałas, wymiociny w bramach i kolekcjonowanie mandacików.
Rafał Trzaskowski, prezydent stolicy, dostał politycznego kopniaka od własnej partii. Jak chłopak, który chciał wprowadzić godzinę policyjną dla imprezowiczów, ale jego koledzy z klasy wyśmiali go i poszli na melinę. I tak właśnie wygląda koalicja w akcji: jeden chce ograniczeń, drugi chce głosów wyborców, trzeci nic nie chce, ale głośno krzyczy.
Do sejmowego wyścigu o miano „pijanej sprawiedliwości” dołącza też Polska 2050 – partia, która zawsze mówi, że chce dobrze, ale czasem mówi to tak cicho, że nawet projekt ustawy musi ich najpierw obudzić. Zapowiadają złożenie własnego projektu – zapewne jeszcze bardziej odpowiedzialnego, bardziej nowoczesnego i z pewnością zawierającego słowo „innowacja”.
A w tym samym czasie, kiedy my walczymy z piwem, żołnierze GROM giną podczas skoków desantowych w USA. Ćwiczenia miały być rutynowe, jak w filmie akcji klasy C, ale skończyły się tragicznie. Oczywiście, trwa dochodzenie, nikt nic nie mówi, wszyscy zasłaniają się procedurami, a jedyne, co dostajemy, to suchy komunikat. Bohaterowie giną, a my debatujemy, czy Żabka powinna być czynna po 22:00. Priorytety narodowe na medal z chipsów.
Tymczasem Marian Banaś – król kontrasygnaty i szef NIK‑u w trybie wojennym – wziął sobie nowego prezesa za cel. Nowy prezes myślał, że będzie miał chwilę spokoju, a tymczasem dostaje od Banasia serię politycznych liści jak na sesji MMA transmitowanej na Polsat Play. To nie jest kontrola, to rytuał oczyszczenia ogniem i fakturami.
A gdzieś w świecie realnym Nvidia inwestuje w polskie AI, co oznacza, że polscy inżynierowie z laptopami na kolanach mogą teraz pomarzyć o globalnych sukcesach, zanim ich projekt zostanie sprzedany do USA i przekształcony w aplikację do rozpoznawania chomików. Revolut z kolei planuje ekspansję na 100 milionów klientów. Mówią też o Polsce, ale nikt nie wie, czy chodzi o inwestycję, czy o kolejną promocję na cashback. Miliardy dolarów mają popłynąć do centrów technologicznych, a z nich prosto do kieszeni inwestorów. Oby tylko polska myśl technologiczna nie skończyła jako logo na pudełku, które ktoś inny produkuje.
Donald Trump – król caps locka – wygłosił przemówienie na forum ONZ, w którym zasugerował, że Organizacja Narodów Zjednoczonych być może nie ma sensu. Cóż, ONZ odpowiada oświadczeniami na drony, więc może ma rację. Trump rzuca hasłami, jakby grał w Scrabble z diabłem, ale przynajmniej robi to z przekonaniem. Żeby było śmieszniej – ten sam Trump łączy stosowanie paracetamolu w ciąży z autyzmem. „Znaleźliśmy odpowiedź” – mówi. Pytanie brzmi: kto to „my”? Jego sztab? Marsjanie? Grupa rekonstrukcyjna pseudonauki?
A skoro o dronach mowa – Oslo i Kopenhaga. Ruch lotniczy sparaliżowany na kilka godzin, bo coś zawisło w powietrzu i nie było to ani bocian, ani dobra wola. Lotniska zamknięte, samoloty uziemione, a pasażerowie mieli okazję przypomnieć sobie, że świat to nie tylko wakacje na Bali, ale także gotowe pole testowe dla wojskowych nerdów z Kremla.
Świat się kończy, a my tu debatujemy, czy student może kupić czteropak o 23:15. To jakby Titanic tonął, a ktoś z załogi próbował zamknąć barek.
Ale nie traćmy ducha! Granica otwarta, drony latają, alkohol wciąż w Żabce (na razie). Polska to kraj, w którym możesz się bać wojny, upić z rozpaczy, a potem nielegalnie kupić butelkę wódki, bo Lewica się postarała.
Witamy w rzeczywistości. Proszę zapiąć pasy. Lądowanie nie jest przewidziane.

Dodaj komentarz